fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Anna Wojda: Przedsiębiorcy, nic na żywioł

Fotorzepa, Robert Gardziński
Furtka do dochodzenia odszkodowań za straty wynikające z ograniczeń dla biznesu jest otwarta. I to szerzej, niż gdybyśmy mieli stan klęski żywiołowej.

Budżet, już mocno nadwerężony wypłatami dla przedsiębiorców z tarcz antykryzysowych, może być narażony na kolejne wydatki. Nie cieszy bynajmniej, że nie od razu, lecz za jakiś czas. Skąd bowiem pewność, że państwo to udźwignie? Prawnicy, opozycja, konstytucjonaliści i publicyści od tygodni zwracają uwagę, że w Polsce spełnione są warunki do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Partia rządząca zdaje się jednak tego nie słyszeć, a nawet gdy słyszy, to nie widzi podstaw.

Jarosław Kaczyński jakiś czas temu w radiowej Jedynce mówił, że aby stan nadzwyczajny był wprowadzony, muszą zostać spełnione pewne warunki, a w tym momencie nie są. Koniec kropka. To, że została zawieszona działalność określonych przedsiębiorców czy wprowadzono zakaz dla jej określonego rodzaju (plus wiele innych ograniczeń uzasadniających wprowadzenie stanu wyjątkowego), zdawało się nie mieć żadnego znaczenia.

Czytaj także:

Powodem niewprowadzenia stanu klęski, często przytaczanym, miała być niemożność częściowego nawet pokrycia strat przedsiębiorców i obywateli wywołanych epidemią. Jarosław Gowin mówił nawet, że państwo ma pieniądze na góra trzy miesiące stanu klęski żywiołowej... Ustawa z 2002 r. o wyrównaniu strat majątkowych każdemu, kto taką poniósł w następstwie ograniczenia wolności i praw, przyznaje bowiem roszczenie o odszkodowanie. A to oznacza, że w związku z ograniczeniem działalności gospodarczej wiele firm mogłoby żądać dużo wyższych kwot niż te, które otrzymują teraz z tarcz antykryzysowych.

Ważniejszym powodem była jednak polityka, a nie troska o stan finansów państwa. Gra szła bowiem o wybory, które w stanie klęski żywiołowej musiałyby zostać przełożone (co w końcu i tak się stało, choć w innych okolicznościach).

Do obywateli dociera powoli, że nie mogą za bardzo liczyć na władzę. Materializuje się stare powiedzenie: umiesz liczyć, licz na siebie. Nic dziwnego, że branże, które najbardziej cierpią (m.in. turystyczna), pytają prawników o możliwość pozwania Skarbu Państwa. Ci zaś mają dla rządzących wyłącznie złe wiadomości: wprowadzenie stanu klęski żywiołowej nie jest konieczne, by żądać od państwa odszkodowania. I to nie tylko pokrywającego poniesione straty, ale też wyrównującego utracone korzyści. Odszkodowania zatem i tak trzeba będzie wypłacić, i to dużo wyższe. Rządzący zyskali jedynie czas: o zasadności roszczeń będą bowiem rozstrzygały sądy. A te nie działają błyskawicznie. Niewykluczone więc, że gdy zapadną wyroki, z problemem odszkodowań będzie się już mierzyć inna ekipa. Bo przedsiębiorcy teraz popłaczą, ale w kolejnych wyborach zagłosują adekwatnie do doświadczeń.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA