fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Pożegnanie z rzecznikiem

Adam Bodnar
Adam Bodnar
Fotorzepa/Robert Gardziński
Kadencja Adama Bodnara jako rzecznika praw obywatelskich była specyficzna. Jego poprzednicy raczej unikali wchodzenia w spory polityczne.

Trybunał Konstytucyjny, z Julią Przyłębską na czele, odroczył do wtorku rozstrzygnięcie, czy Adam Bodnar nadal może być rzecznikiem praw obywatelskich, mimo że jego kadencja skończyła się siedem miesięcy temu. Werdykt, który ma wydać skład zdominowany przez sędziów z nadania PiS, wydaje się przesądzony. Przepis pozwalający na dalsze pełnienie funkcji do czasu wyboru przez parlament nowego rzecznika zostanie zakwestionowany.

Cała sprawa ma mocny kontekst polityczny i prawny. Adam Bodnar nawet już nie miarkuje swoich politycznych postaw. Właściwie z urzędu krytykuje większość poczynań władzy, nie tylko zresztą w sferze praw człowieka i sądów – mówi też jednym głosem z opozycją o kwestiach światopoglądowych.

Jego urząd stanowi także swoistą enklawę wśród zdominowanych przez nominatów PiS urzędów i instytucji. Dzięki temu zyskał duże poparcie i sympatię części społeczeństwa, której prawicowa wizja świata narzucana przez Jarosława Kaczyńskiego nie odpowiada. A dzięki swojej postawie upomina się o osoby, które przez prawicę nie są dostrzegane.

To specyficzna kadencja. Znacznie wykracza poza rozumianą dotąd rolę RPO w państwie. Poprzednicy raczej unikali wchodzenia w spory polityczne.

Po utracie urzędu możliwości dotarcia przez Adama Bodnara do opinii publicznej znacznie się zmniejszą. Z ulgą odetchnie za to PiS, pozbywając się merytorycznego przeciwnika na konstytucyjnym stanowisku.

Rzecznikowanie dla Bodnara jest dziś jednak świetną trampoliną do rozpoczęcia kariery politycznej. Trudniejszej i brutalniejszej. Pytanie, czy zdecyduje się na taki krok, bo bez wątpienia kapitał polityczny zgromadził już duży. Jest on jednak ulotny. Przekonał się o tym kiedyś prof. Andrzej Rzepliński, prezes TK.

Jest też prawny aspekt tej sprawy. Konstytucja mówi o pięcioletniej kadencji RPO. Bodnar sprawował ją już siedem miesięcy dłużej, i być może w wyniku politycznego klinczu trwałoby to nie tylko kolejne miesiące, ale i lata. Oczywiście to wina braku skłonności do kompromisu polityków PiS i ich wizji monopaństwa, a nie rzecznika, który na ten proces nie ma żadnego wpływu. To jednak niejedyny urząd, w którym może nastąpić mechanizm przedłużania kadencji. Jeśli politycy się nie porozumieją, podobnie może być z kadencjami prezesa NBP czy rzecznika praw dziecka. To tworzenie niebezpiecznych precedensów. Wbrew zapisom konstytucyjnym urzędnicy i prezesi mogą piastować swoje stanowiska dłużej dzięki istnieniu sporu politycznego. Czasami takie wydłużanie kadencji może być politycznie zamierzone.

Sprawę obsady stanowiska RPO rozstrzygnie Trybunał Konstytucyjny. Dla wielu instytucja co najmniej kontrowersyjna. Szacunek dla jego decyzji będzie miała więc tylko część społeczeństwa. Dla drugiej będzie to tylko wykonanie politycznego zamówienia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA