fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Hubert A. Janiszewski: Czarny scenariusz

Fotorzepa, Łukasz Solski
Czy frankowe orzeczenie Sądu Najwyższego spowoduje armagedon w sektorze bankowym, a w konsekwencji w finansach publicznych?

Kredyty hipoteczne, których celem jest finansowanie nieruchomości, stanowią istotny składnik portfeli kredytowych całego systemu bankowego. Na koniec 2019 r. ich wartość wynosiła: 312 mld zł w przypadku kredytów denominowanych w złotych, 98 mld zł we fankach i 21 mld zł w euro.

Kredyty frankowe stanowią od 2015 r. istotny problem dla systemu bankowego: uwolnienie kursu franka z dnia na dzień istotnie zwiększyło koszt spłaty kapitału dla części kredytobiorców. Zarabiając w kraju w złotych, zaciągnęli kredyty w obcych walutach (obok franka w euro, ale i w dolarach, a nawet jenach), nie licząc się z tym, że w czasie 15–35 lat spłaty rat może dojść do istotnych zmian kursów walut. To o tyle ciekawe, że 72 proc. kredytobiorców walutowych to osoby z wyższym wykształceniem.

Najważniejszym powodem zaciągania kredytów w obcych walutach były niższe raty w porównaniu z zadłużeniem w rodzimej walucie, ale także skłonność banków do udzielania tych kredytów oraz prawna możliwość ich udzielania w oparciu o ustawę z 2002 r.

Warto też przypomnieć, iż w obliczu narastającego udziału walutowych kredytów hipotecznych w portfelach banków Związek Banków Polskich już w październiku 2005 r. zwracał się do instytucji nadzorujących, czyli wówczas Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego i NBP, o ograniczenie udzielania tych kredytów. Wówczas nie spotkało się to z pozytywną reakcją regulatora i dopiero w marcu 2006 r. KNF wydała tzw. rekomendację S wzywającą do ograniczania tych kredytów (co 1 lipca 2007 r. spotkało się z negatywną opinią rządzącego wówczas PiS, że banki celowo utrudniają społeczeństwu nabywanie mieszkań).

Ostatecznie w latach 2008–2011 KNF za pomocą kolejnych rekomendacji S(II), T i S(III) wyeliminował udzielanie hipotecznych kredytów w walutach osobom, które w walutach nie zarabiają. Jednocześnie dzięki obniżce stóp procentowych dla złotego gwałtownie zaczęły przyrastać kredyty w rodzimej walucie.

Politycy zainteresowali się sytuacją tzw. frankowiczów po 2015 r. Pojawiły się nieudane próby kompleksowego rozwiązania tego problemu, np. projekt prezydenta RP.

Orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (TSUE) wpłynęło na wzrost liczby procesów kredytobiorców z bankami w oparciu o identyfikację tzw. klauzul abuzywnych w umowach kredytowych. Jednak nie doprowadziło to do powszechnego rozwiązania problemu, tym bardziej że udział zagrożonych kredytów walutowych jest niski, a więc nie zagraża stabilności sektora bankowego.

„Ugoda" w wersji KNF

W grudniu 2020 r. nowy szef KNF wystąpił z inicjatywą kompleksowego rozwiązania problemu walutowych kredytów hipotecznych poprzez przewalutowanie ich na złotowe według kursu z dnia zawarcia umowy i oprocentowanie według stawek WIBOR plus marża (przy historycznych średnich kursach NBP i wzajemnym rozliczeniu kredytobiorców z bankami uwzględniającym poziom spłat rat kredytowych oraz odsetek i marż w latach obowiązującej umowy).

Według powszechnej opinii sektora bankowego przyjęcie takiego rozwiązania – określanego jako „ugoda" – obciążyłoby go na 30–40 mld zł, w rezultacie prowadząc do osłabienia, a to z kolei miałoby bezpośrednie przełożenie na sektor publiczny, ponieważ w razie niewypłacalności niektórych banków trzeba by gwarantowane depozyty ratować wypłatami z budżetu.

Zawarcie sugerowanej przez KNF „ugody" powinno być uwarunkowane zaniechaniem poboru tzw. podatku bankowego przez lat pięć, co pozwoliłoby bankom na stopniową odbudowę bazy kapitałowej.

Inicjatywa KNF, jak się wydaje, spowodowała reakcję Sądu Najwyższego w postaci zarządzenia nr 16/2021 pierwszej prezes SN z 29 stycznia 2021 r. o wyznaczeniu na dzień 25 marca 2021 r. posiedzenia składu pełnej Izby Cywilnej dla rozpoznania wniosku o rozstrzygniecie rozbieżności w wykładni przepisów prawa występujących w orzecznictwie SN dotyczącym umów kredytów walutowych zaciąganych w krajowych bankach.

Rzecznik SN sędzia Aleksander Stępkowski oświadczył że „Sąd Najwyższy podejmuje decyzje, kierując się kryteriami prawnymi, nie zaś ekonomicznymi, lub względami takich lub innych polityk gospodarczych" (cytat za „Rzeczpospolitą" z 2–3 lutego 2021 r.). To oświadczenie jest porażające, bo uniezależnia wydanie orzeczenia od rzeczywistych konsekwencji rozstrzygnięcia nie tylko dla banków, ale i kondycji ekonomicznej państwa! Co więcej, jak się wydaje, eliminuje możliwość dyskusji Izby z ekspertami mającymi kompleksowy ogląd możliwego wpływu orzeczenia na stabilność tak systemu bankowego, jak i finansów publicznych.

Dla ilustracji, jak możliwe orzeczenie SN może wpłynąć na kondycję banków i finansów publicznych, prześledzimy kwestie, w jakich Izba Cywilna ma rozstrzygać:

„1) Czy w razie uznania, że postanowienie umowy kredytu indeksowanego lub denominowanego odnoszące się do sposobu określania kursu waluty obcej stanowi niedozwolone postanowienie umowne i nie wiąże konsumenta, możliwe jest przyjęcie, że miejsce tego postanowienia zajmuje inny sposób określenia kursu waluty obcej wynikający z przepisów prawa lub zwyczajów?

A w razie odpowiedzi przeczącej:

2) Czy w razie niemożliwości ustalenia wiążącego strony kursu waluty obcej w umowie kredytu indeksowanego do takiej waluty umowa może wiązać strony w pozostałym zakresie?

3) Czy w razie niemożliwości ustalenia wiążącego strony kursu waluty obcej w umowie kredytu denominowanego w walucie obcej umowa ta może wiązać strony w pozostałym zakresie?

Niezależnie od treści odpowiedzi na pytania 1–3:

4) Czy w przypadku nieważności lub bezskuteczności umowy kredytowej, w wykonaniu której bank wypłacił kredytobiorcy całość lub część kwoty kredytu, a kredytobiorca dokonywał spłat kredytu, powstają odrębne roszczenia z tytułu nienależnego świadczenia na rzecz każdej ze stron, czy też powstaje jedynie jedno roszczenie równe różnicy spełnionych świadczeń na rzecz tej strony, której łączne świadczenie miało wyższą wartość?

5) Czy w przypadku nieważności lub bezskuteczności umowy kredytowej z powodu niedozwolonego charakteru niektórych jej postanowień bieg przedawnienia roszczenia banku o zwrot kwot wypłaconych z tytułu kredytu rozpoczyna się od chwili wypłaty?

6) Czy jeżeli w przypadku nieważności lub bezskuteczności umowy kredytowej którejkolwiek ze stron przysługuje roszczenie o zwrot świadczenia spełnionego w wykonaniu takiej umowy, strona może również żądać wynagrodzenia z tytułu korzystania z jej środków pieniężnych przez drugą stronę?".

Konsekwencje ekonomiczne

Nie będę w tym tekście analizował kwestii prawnych wynikających z pytań pierwszej prezes SN, postaram się tylko pokazać efekt finansowy dla sektora bankowego wynikający z odpowiedzi na owe sześć pytań. Pytanie pierwsze jest pytaniem o tzw. zapis dyspozytywny, czyli o możliwość wymiany wadliwego zapisu umowy, w tym przypadku o stosowanie tzw. spreadów versus stosowaniu średniego kursu NBP danej waluty. Przy odpowiedzi TAK koszt dla banków wyniósłby 10–12 mld zł.

Odpowiedź TAK na pytanie drugie oraz TAK na pytanie trzecie sprawia, że umowy indeksowane (70 proc. całości) zostaną przewalutowane na złote (według średniego kursu NBP) i oprocentowane stawką LIBOR dla franka lub euro, natomiast kredyty denominowane w walucie pozostają bez zmian kredytami walutowymi. Koszt dla sektora bankowego to 40–60 mld zł.

Przy odpowiedzi NIE na pytania drugie i trzecie umowy kredytowe stają się nieważne i należy szukać wyjaśnień w kolejnych pytaniach. Pytanie czwarte powoduje ocenę wzajemnych roszczeń między kredytobiorcami a bankami, która uruchomi procesy pomiędzy nimi o uznanie i wysokość wzajemnych roszczeń, a obciążenie sektora bankowego bardzo wzrośnie.

Z odpowiedzi na pytanie piąte (np. że roszczenia banków się przedawniły, natomiast kredytobiorców nie, a umowy zawarte są nieważne) wynika, że całkowite obciążenie systemu bankowego wyniesie minimum 120 mld zł, a niewykluczone, że nawet 250 mld zł! Dodając tutaj odpowiedź na pytanie szóste o wynagrodzenia stron, gdyby były wymagalne i należne, obciążenie banków ulega dalszemu wzrostowi.

Przy obecnym poziomie kapitałów własnych systemu bankowego 250–260 mld zł obciążenie ich kwotami od minimum 10–12 mld zł poprzez 30–40 mld zł do wcale niehipotetycznych 120–250 mld zł spowoduje bankructwo systemu bankowego, jeżeli system nie zostanie dokapitalizowany przez Skarb Państwa.

Należy bezwzględnie wziąć pod uwagę również gwarancje Skarbu Państwa dla depozytów w bankach (do równowartości 100 tys. euro na osobę), co oznacza gwarancje wypłat w łącznej wysokości 300–400 mld zł (całość depozytów ludności w 2020 r. wyniosła nieco ponad 900 mld zł, a zakładam, że objęte gwarancjami BFG jest 33–45 proc. kwoty).

W czarnym scenariuszu, przy wyłącznie prawniczych kryteriach rozpatrywania kwestii podniesionych przez pierwszą prezes SN, całkowity koszt „operacji frankowej" może więc przekroczyć 500 mld zł, co praktycznie oznacza bankructwo kraju.

Jest jeszcze jedna kwestia dotycząca ekonomicznych skutków możliwych decyzji SN: wiele z banków, które zostałyby zagrożone bankructwem, jest notowanych na GPW. Straty ponieśliby akcjonariusze nie tylko instytucjonalni, tacy jak OFE (w tym należące do spółek z przewagą Skarbu Państwa), ale i rzesza drobnych inwestorów. Nie wykluczałbym tu zbiorowych wystąpień przeciwko Skarbowi Państwa.

Pozostaje nam zaufać wiedzy i rozsądkowi sędziów Izby Cywilnej SN i mieć nadzieję, że w swoich rozstrzygnięciach uwzględnią wpływ na stabilność systemu bankowego i finansów publicznych kraju.

Dr Hubert A. Janiszewski jest ekonomistą, członkiem Polskiej Rady Biznesu i rad nadzorczych spółek notowanych na GPW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA