fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Niech konsument sam wybierze: Uber czy taksówka

Adobe Stock
Podczas wspólnej konferencji prasowej ministrowie cyfryzacji i infrastruktury oraz przedstawiciel firmy Uber ogłosili, że ta amerykańska korporacja, znana z aplikacji pozwalającej na realizację usług transportowych w miastach, otworzy w Krakowie nowoczesne centrum inżynieryjne.

W tym samym czasie przed budynkiem odbywał się protest taksówkarzy. Od czasu do czasu słyszymy też o mandatach dla kierowców korzystających z tej i innych aplikacji. Minister Adamczyk pytany o zmiany w ustawie o transporcie drogowym, zadeklarował, że „wszystkie firmy muszą spełnić warunki wynikające z równości konkurencji".

Uber, Taxify czy nieobecny w Polsce Lyft to uznawane za część ekonomii współdzielenia (sharing economy) aplikacje łączące kierowców i pasażerów. Bazują one na technologiach cyfrowych i innowacyjnych rozwiązaniach. W przeszłości wspólne przejazdy samochodem czy krótkotrwały wynajem nieużywanego pokoju lub mieszkania miały zazwyczaj wymiar lokalny i dotyczyły osób, które się znały, potrafiły się znaleźć i mogły sobie zaufać.

Rozwój technologii cyfrowych diametralnie zmniejszył koszty poszukiwania potencjalnych chętnych do wymiany, sprzedaży lub kupna wszelkich dóbr i usług. Z kolei innowacyjne systemy opinii sprawiają, że znacznie łatwiej zaufać nieznanym osobom.

Sprawność platform internetowych, do których należą m.in. wspomniany Uber czy Taxify, zachęca coraz więcej osób do uczestnictwa, dzięki czemu wybór ofert jest coraz większy. Łatwo zostać klientem – zazwyczaj wystarczy pobranie na telefon aplikacji i zarejestrowanie karty płatniczej. Zostać kierowcą również można o wiele szybciej, prościej i mniej kosztownie niż na rynku tradycyjnych, regulowanych przez państwo przewozów taksówkami – wystarczy spełnić standardy ustalone przez właściciela platformy, który niejako przejmuje rolę regulatora. Dzięki nowym technologiom i niskim barierom wejścia dochodzi do dużej liczby transakcji, które w przeszłości nie miałyby miejsca.

Wiele problemów, które kiedyś miały rozwiązywać państwowe regulacje, np. ochrona przed nieuczciwym kierowcą taksówki czy określenie standardu dla miejsca noclegowego, rozwiązują dziś prywatne platformy zapewniające mechanizmy reputacyjne i inne cyfrowe narzędzia obniżające koszty związane z weryfikacją jakości czy uczciwości.

Obowiązkowe państwowe licencje poprzedzone egzaminem m.in. z topografii miasta są zbędne w sytuacji, kiedy powszechna stała się nawigacja satelitarna. Regulacje wymuszające znakowanie pojazdów nie są potrzebne, jeśli klienci korzystają z usług kierowcy za pośrednictwem aplikacji, w której odpowiednikiem oznaczenia jest wyświetlony na mapie samochód i jego numer rejestracyjny. Rolę przymusowo instalowanego taksometru przejmują platformy określające trasę i wynikający z niej koszt przejazdu. Drukowane paragony można dziś bez problemu dzięki aplikacji zastąpić elektronicznymi rachunkami wysyłanymi na adres e-mail.

Dlatego w imię „równości konkurencji" nie należy kopiować starych regulacji, które mogłyby osłabić korzyści i niskie bariery wejścia przyciągające obecnie do aplikacji transportowych wielu klientów i kierowców. Zamiast tego warto dokończyć deregulację sektora usług taksówkowych, a w przypadku usług transportowych realizowanych za pośrednictwem aplikacji mobilnych zrezygnować z prawnego obowiązku spełniania wymyślonych jeszcze przed zmianami technologicznymi wymogów. Ostateczny wybór specyfiki usługi transportowej i podmiotu, który ją realizuje pozostawmy konsumentom.

Marek Tatała, ekonomista, wiceprezes Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA