fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Pana nie obsługujemy

Fotorzepa / Jakub Czermiński
Sprawa utajnienia list poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa staje się powoli symbolem klęski rewolucji forsowanej przez PiS w sądach.

Jeszcze w poniedziałek sędzia Juszczyszyn jechał w delegację do Warszawy, aby przejrzeć obywatelskie listy poparcia członków KRS. Sędziowskie już nie, gdyż inspektor ochrony danych osobowych zabronił, „bo RODO". Choć logiki w tym żadnej. Wyjazd nie był łatwy. Wcześniej zabronił go prezes macierzystego sądu Maciej Nawacki, członek nowej KRS. Juszczyszyn chciał m.in. sprawdzić, który z sędziów poparł także jego kandydaturę. Bo poparcie dla prezesa budzi „korytarzowe" kontrowersje od dawna.

W końcu użyto fortelu. Kiedy prezes był na urlopie, zgody Juszczyszynowi na podróż udzielił wiceprezes. I wydawało się, że sensacji nie będzie. Sędzia przejrzy niebudzące kontrowersji obywatelskie listy i wróci do domu. Zwrot akcji nastąpił w poniedziałek po południu, kiedy Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał postanowienie zabezpieczające. Jego konkluzja była następująca: szef Kancelarii Sejmu nie może powoływać się na postanowienie prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych uniemożliwiające sądowi zapoznanie się z oryginałami tych dokumentów i w Sejmie, i w siedzibie sądu. Wydawało się, że oto Juszczyszyn w ostatniej chwili dostał klucz do tajnego sejfu. A strażnicy zostali postawieni przed faktem dokonanym.

I nagle kolejny zwrot akcji. Prezes Nawacki, najwidoczniej wstrząśnięty wiadomością o wizycie Juszczyszyna w stolicy, cofnął mu delegację, o czym błyskawicznie dowiedziały się władze Sejmu. Sędzia, już na Wiejskiej, usłyszał krótkie: „Sędziów bez delegacji nie obsługujemy". I co nam zrobisz? W tej sytuacji sędzia, żegnany światłem kamer, mógł tylko wrócić do Olsztyna.

Ta historia byłaby komiczna, gdyby nie krył się za nią skandal z urzędnikami i instytucjami w roli głównej. Nawet nie próbują wybrnąć z kompromitującej sytuacji. Rzucają na szalę swą wiarygodność i zasadę transparentności państwa, w imię ambicjonalnej rozgrywki, a może i krycia poważnej nieprawidłowości. I nikt nie poczuwa się do przerwania tego żenującego spektaklu.

Nowa KRS od początku budzi kontrowersje. Zaczęło się od kwestionowania konstytucyjności jej działania, potem były oskarżenia o polityczne nominacje, nie wspominając o kompromitacji zasiadających w niej sędziów zamieszanych w hejterskie i obyczajowe afery. Dziś ukrywane z taką zaciekłością, wbrew zasadom i logice, listy są jedynie zwieńczeniem całej tej historii. I staje się jasne, że nowa KRS, która dla PiS miała być motorem rewolucji w wymiarze sprawiedliwości, wymiany sędziowskich elit, staje się coraz bardziej wstydliwą i kompromitującą jej autorów operacją.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA