Reklama

Jak zmarnować dwa lata, czyli ustawa o biegłych rewidentach

W dziedzinie urzędniczej niedorzeczności panuje w Polsce ostra konkurencja. W zasadzie co tydzień jakaś instytucja próbuje przesunąć granice absurdu dalej i dalej. Teraz jednak wszystkich zdeklasował nie byle kto, bo Komitet Stały Rady Ministrów.

Aktualizacja: 16.01.2017 06:43 Publikacja: 15.01.2017 17:55

Andrzej Malinowski

Andrzej Malinowski

Foto: materiały prasowe

Chodzi o projekt ustawy o biegłych rewidentach, który powinien uwzględniać oficjalne zalecenia Unii Europejskiej. Dwa lata trwały konsultacje społeczne pomiędzy zainteresowanymi stronami, do których należą instytucje państwowe, rewidenci, firmy audytorskie, przedsiębiorcy itp. Wszyscy się dogadali i powstał – wydawałoby się optymalny i spójny – dokument. Ale co zrobił szacowny Komitet? Wywalił te ustalenia do kosza! Po zakończeniu konsultacji wprowadził bardzo istotne zmiany i to wbrew wyraźnym opiniom ministra rozwoju i finansów!

Poszło o maksymalny okres współpracy, przez jaki firma audytorska może świadczyć usługę badania sprawozdań finansowych klienta, który jest jednostką zainteresowania publicznego (np. spółki giełdowe, banki, ubezpieczyciele, fundusze). Według Unii standardowo wynosi on do dziesięciu lat i tak też było w polskim projekcie. Do czasu, gdy nasz Komitet skrócił ten okres do pięciu lat... nie zwracając uwagi na to, że tworzy wyłom w europejskim systemie nadzoru. Po co?

Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o pieniądze. Po zakończeniu konsultacji społecznych pojawiły się też inne propozycje „poprawek". Na przykład, aby jednostki zainteresowania publicznego oprócz dużej firmy audytorskiej obowiązkowo zatrudniały mniejszą – tak dla dodatkowej kontroli – i niech się ta mniejsza uczy. Aha. Czyli może chodzi o to, by wymusić większy popyt na takie usługi? No i więcej na nich zarabiać? Intencje trudno zrozumieć, chyba że chodzi o zaspokojenie potrzeb swojego „elektoratu". Badanie przez dwie firmy, tzw. audyt wspólny, jest znane w krajach rozwiniętych, ale niemal nigdzie nie jest obowiązkowe. Jak klient chce, to może je sobie wykupić. I dodajmy, nie zdarza się to często – bo usługa ekstra kosztuje też ekstra.

Inni doradcy zgłosili kolejny bardzo „niezależny" postulat – aby ci, którzy świadczą audyt, nie mogli wykonywać żadnych innych usług dla swojego klienta. Zakaz niepotrzebny, bo ustawa i tak zawiera przemyślany system ograniczeń w tej dziedzinie.

Pieniądze to sedno tej sprawy. Jeśli wprowadzono by te wszystkie zmiany, to firmy zobowiązane do zlecania zewnętrznego audytu sprawozdań finansowych od razu mogą korygować budżety. Tyle że pieniądze nie biorą się znikąd. Gdy wzrosną koszty działalności, to ceny usług także. Na koniec zapłacą za wszystko szarzy klienci, czyli my – korzystający z usług i produktów tych przedsiębiorców. Za partykularne interesy jakiejś grupki zapłacą wszyscy.

Reklama
Reklama

Źle, że chce się wyrzucić do kosza efekt dwuletnich, trudnych konsultacji. Że zaczyna się lekceważyć partnerów społecznych i marnuje kompromisową ustawę – którą obecny rząd tak sprawnie doprowadził niemal do końca. Niepokojące, że w trakcie legislacji ustawy pojawiają się zaskakujące zmiany. Pamiętam słynne „lub czasopisma", które kilkanaście lat temu wypadły z projektu ustawy o radiofonii i telewizji. Pamiętam skandal, jaki potem wybuchł. Miałem i mam nadal nadzieję, że takiego tworzenia prawa więcej doświadczać nie będziemy.

Opinie Ekonomiczne
Piotr Arak: Zamiast zwalniać ludzi, AI dokłada im więcej pracy
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Opinie Ekonomiczne
Maciej Stańczuk: Europie przydałby się ktoś w rodzaju Elona Muska
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Czy Brytania kiedyś powróci do Unii?
Opinie Ekonomiczne
Maciej Miłosz: Ile kosztuje nas głupota polityków
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama