fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Rekompensaty tylko dla Polaków za utracone majątki – to się nie uda

Kamienica przy ul. Próżnej w Warszawie
Creative Commons Attribution ShareAlike 3.0 License
Pod dużym znakiem zapytania stoją dalsze prace nad przepisami przewidującymi wypłatę odszkodowań za majątki utracone po wojnie.

Projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości spotkał się z powszechną krytyką. Zarzutów pod jej adresem jest wiele. Przede wszystkim nie podoba się ograniczenie kręgu osób, które otrzymają zadośćuczynienie, zakaz zwrotu w naturze, zamknięcie drogi do sądowej reprywatyzacji oraz brak konkretnych terminów wypłaty pieniędzy.

Przeciwne ustawie są też samorządy, choć z innego powodu. Mówią wyraźne „nie" pomysłowi współfinansowania rekompensat.

Wąski krąg uprawnionych

Projekt przewiduje, że dawni właściciele i ich spadkobiercy będą mogli ubiegać się o rekompensatę w wysokości 20 proc. wartości utraconej nieruchomości. Muszą jednak być osobami fizycznymi posiadającymi aktualnie obywatelstwo polskie. Krąg spadkobierców zawężono do najbliższej rodziny, czyli zstępnych (m.in. syna, wnuka, prawnuka), wstępnych (rodziców, co jest nierealne, bo już nie żyją) oraz małżonków.

Największe gromy posypały się na propozycję przyznania prawa do rekompensaty tylko posiadającym aktualne polskie obywatelstwo.

Krytykował ją m.in. ambasador USA, organizacje międzynarodowe, Ministerstwo Spraw Zagranicznych czy Polskie Towarzystwo Ziemiańskie.

– Ograniczenie wypłaty rekompensaty tylko do obywateli polskich narusza międzynarodowe przepisy i orzecznictwo – uważa Marcin Schirmer, prezes PTZ. – Wielu Polaków wyjechało po wojnie ze względu na prześladowania komunistów. Ich potomkowie czują się Polakami, ale nie mają obywatelstwa polskiego. Nie rozumiem, dlaczego zabiera się im szansę na rekompensatę – ubolewa.

Paul W. Jones, ambasador USA w Polsce, w piśmie przesłanym do Ministerstwa Sprawiedliwości podkreślił, że prawa do rekompensaty pozbawia się m.in. ofiary Holokaustu.

Z kolei dekretowcy krytykują zakaz zwrotu w naturze i zamknięcie drogi sądowej.

– Nie godzimy się tylko na 20-proc. odszkodowania. Chcemy zwrotu w naturze – mówi Ryszard Grzesiuła, wiceprezes stowarzyszenia Dekretowiec. – Na podstawie dekretu Bieruta przejęto bezprawnie 51 proc. gruntów, w tym całe enklawy miasta zupełnie niezniszczone przez wojnę, jak Saska Kępa, Targówek, Górny Mokotów, Grochów, Żoliborz Oficerski. Nie widzę powodu, dla którego nie miałyby one wrócić do dawnych właścicieli i ich spadkobierców – wyjaśnia wiceprezes Grzesiuła.

Sąd zamknięty

Ziemianom nie podoba się, że mogą liczyć jedynie na rekompensatę za grunty odebrane im z naruszeniem przepisów dekretu o reformie rolnej.

– Dziś mamy szansę na zwrot w naturze pałaców, dworów oraz parków, a także na odszkodowanie za wszystkie grunty odebrane nam niezgodnie z dekretem o reformie rolnej. Jest to znacznie więcej, aniżeli proponuję się w tej ustawie – tłumaczy Marcin Schirmer.

I ziemianie, i dekretowcy zgodnie krytykują zamknięcie w projekcie drogi sądowej dla roszczeń reprywatyzacyjnych. Piętą achillesową projektu jest finansowanie. Z tego m.in. powodu – jak wynika z wypowiedzi w mediach Jacka Sasina, szefa Stałego Komitetu Rady Ministrów – projekt został zwrócony Ministerstwu Sprawiedliwości do ponownych analiz.

Skąd wziąć pieniądze

Obawy Komitetu Stałego Rady Ministrów budzi to, czy budżet państwa będzie stać na wypłatę rekompensat. Stawia to pod znakiem zapytania sens dalszych prac nad projektem dużej ustawy reprywatyzacyjnej.

Projektu nie ratuje też przepis, jaki się w nim znajduje, że rekompensaty budżet państwa będzie wypłacał w miarę swoich możliwości.

W jednej z ostatnich swoich wersji projekt przewidywał, że samorządy będą wspierać finansowo reprywatyzację.

Te się jednak przed tym bronią i ostro krytykują ten pomysł. Twierdzą, że dla nich to koszty nie do udźwignięcia.

– Tylko w Warszawie w grę wchodziłoby kilkanaście miliardów złotych – tłumaczy Bartosz Milczarczyk z Urzędu Miasta w Warszawie. – To są olbrzymie kwoty, żaden samorząd ich nie udźwignie. Wypłatą rekompensat powinno zająć się państwo, nie gminy. Bolesław Bierut, wydając dekret, był przecież prezydentem państwa – podkreśla Milczarczyk.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA