Muzyka

Dobrze, że wciąż jest z nami

Zbigniew Wodecki pracował bez wytchnienia. 22 maja mija pierwsza rocznica jego śmierci
Albert Zawada/Agora
Dokończony rok po śmierci Zbigniewa Wodeckiego album z udziałem m.in. Kayah to hołd dla muzyki lat 70.

– Tata pracował nad płytą, jak zawsze z doskoku, pomiędzy koncertami, nie zdążył jej dokończyć, ale przygotował wiele aranżacji z Rafałem Stępniem i nagrał linie melodyczne partii wokalnych, śpiewając skatem – powiedziała „Rz” Katarzyna Wodecka-Stubbs, córka. – Stworzył też listę 12 piosenek, połowa z nich to absolutne prapremiery. Zdecydowałam się dodać „Nauczmy się żyć obok siebie”, ponieważ to był ważny dla taty utwór, kończył nim koncerty.

Jak wspomina Rafał Stępień, Wodecki był miłośnikiem muzyki amerykańskiej przełomu lat 70. i 80, Quincy’ego Jonesa, Ala Jarreau i Earth Wind & Fire, a nowa płyta miała być hołdem dla niej.

– Dla wielu słuchaczy brzmienie może być zaskoczeniem, ale tata przywoził z Ameryki nowe nagrania, których słuchaliśmy z kaset na walkmanach – mówi Katarzyna Wodecka-Stubbs. – Lata 70. i 80. to był najlepszy kompozytorski okres taty. Współpracował z Andrzejem Trzaskowskim, robił wycieczki w stronę jazzu, o czym świadczą również nagrania, jakie znajduję w archiwach. Są pośród nich rozbudowane wielominutowe, przewrotne formy, z których na pewno zbierze się nowa płyta.

Biorąc pod uwagę, iż album „Dobrze, że jesteś” nie został dokończony, i tak otrzymaliśmy od Zbigniewa Wodeckiego, jak zwykle, dużo. Nawet gdy w piosence „Give It A Moment” śpiewanej przez Juniora Robinsona słyszymy tylko krótką, ale pełną energii emocjonalną wokalizę Wodeckiego, czujemy, że jest z nami. Powróciła radość, jaką dawał.

Mamy też szansę poznać kulisy pracy w studiu. Słyszymy głos Wodeckiego, który kończy nagranie żartobliwie – fragmentem „Pszczółki Mai”. A wcześniej daje wskazówki, kiedy ma być refren, a gdzie solo.

Jak chwytać dzień

Pośród prapremierowych piosenek jest funkowy „Kod dostępu” z tekstem Andrzeja Sikorowskiego: „Zanim więc rozpłynę się we mgle, / zapamiętaj, że mam na każdą noc dostępu inny kod (...) Jedno zaklęcie i wierzę święcie/, że to będzie raj i już. Kraina wrzosów i róż, ocean burz w moim talencie”.

„Chwytaj dzień” ze słowami Jacka Cygana, wspaniały orkiestrowy walc, będący pochwałą horacjańskiej filozofii życia, zaśpiewała Kayah. Wodecki zdążył zapisać w studiu linię wokalną. Moment, kiedy jego głos przeplata się z wokalizą Kayah, jest magiczny. Piosenka brzmiąca jak credo i testament artysty jest najwspanialsza na płycie.

– Śpiewam w duecie ze Zbyszkiem, to ogromny zaszczyt i przywilej, tym bardziej że zdążył nagrać wokalizy, nie zdążył dokończyć piosenki – powiedziała nam Kayah. – Tekst Jacka Cygana opisuje naturę Zbyszka, jego pogodę ducha i radość, jaką dawał mu każdy dzień. To jego przesłanie. Do singla powstał wzruszający teledysk z archiwalnymi ujęciami Zbyszka. Łapmy dzień, chwytajmy chwile i klarujmy wina swe… Być może jest już później, niż się wydaje. To wszystko było tak wzruszające, że popchnęło mnie do napisania tekstu o przemijaniu i kruchości naszego życia w piosence „Na paluszkach”.

Kayah rozpoczęła go od melorecytacji wiersza przedwcześnie zmarłej poetki Haliny Poświatowskiej: „Czy świat umrze trochę, Kiedy ja umrę”. Potem Kayah śpiewa: „Mijamy bezgłośnie/ Na paluszkach tak/ Tak jakby świat / Miał tego nie słyszeć”.

Timbrem zbliżonym do Wodeckiego, frazując tak jak on, Sławek Uniatowski zaśpiewał „Nie ma jak Bacharach”, przypominając amerykańskiego kompozytora, który zainspirował debiutancki album Wodeckiego. Beata Przybytek przypomniała również „Nad wszystko uśmiech Twój”.

Artysta spełniony

Śmierć Zbigniewa Wodeckiego sprawiła, że w zeszłym roku słuchacze z wszystkich pokoleń kupili więcej jego albumów niż rapera Quebonafide, autora największego hitu płytowego 2017 roku. Wcześniej dostał dwa Fryderyki za pierwszy album przypomniany razem z Mitch & Mitch. „1976: A Space Odyssey”.

– Jestem od 40 lat popularny, tymczasem rozpoczynam nowy etap kariery płytą wydaną 40 lat temu – ironizował, odbierając statuetki od Jeana-Michela Jarre’a .

Nie od razu został guru młodszych pokoleń. Zmagał się z dancingowym wizerunkiem, łatką wykonawcy „Pszczółki Mai”.

– Żyjemy w specyficznym kraju, gdzie na ogół brakuje szacunku dla starszych pokoleń, niezależnie od zasług – komentuje Kayah. – A ten mu się należał. Z racji talentu, ale i niezwykłego charakteru, który mogliśmy wszyscy poznać dzięki medialnej działalności. Życzliwość i poczucie humoru bardzo Zbyszka wyróżniały spośród innych. Dla mnie był zawsze i pozostanie nieprzeciętnym wokalistą i muzykiem o ogromnej łatwości do wyjątkowych, niedzisiejszych melodii. Profesjonalista, gentleman, artysta. Miał wielki dystans do siebie i świata. Nie utożsamiam go ani z „Pszczółką Mają”, ani „Chałupami”, tylko z wysokich lotów piosenkami typu „Izolda” czy „Zacznij od Bacha”. Mam nadzieję, że piosenki dokończone przez nas na pośmiertnej płycie utrwalą ten wizerunek.

– Czuję się dopieszczony zarówno przez moje klasyczne środowisko, jak i przez rockowców – mówił mi Zbigniew Wodecki. – Lubią mnie, a myślę też, że szanują za to, że jestem niezłym muzykiem. Jestem z tego dumny i czuję się spełniony.

Miał powody. Przecież w bogatej biografii były „Chałupy Welcome To”, „Taniec z gwiazdami”, ale także Filharmonia Krakowska, wspaniała gra na skrzypcach i trąbce, udział w koncertach i płytach Ewy Demarczyk i Marka Grechuty, Piwnica Pod Baranami.

Tymczasem w Krakowie odbędzie się I Wodecki Twist Festiwal. 8 czerwca w hołdzie dla artysty wystąpią m.in. Kayah, Leszek Możdżer, Grzegorz Turnau, Alicja Majewska, Włodzimierz Korcz, Halina Frąckowiak, Hanna Banaszak, Zdzisława Sośnicka, Jacek Wójcicki. 9 czerwca w Operze Krakowskiej zaplanowano koncert przypominający skrzypcowy talent Zbigniewa Wodeckiego, z udziałem Agaty Szymczewskiej, Mariusza Patyry i Grupy MoCarta. Zagrają też Mitch & Mitch. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL