fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Klient na peryferiach

Radosna IV – osiedle w podpoznańskim Zalasewie
materiały prasowe
Możliwość pracy zdalnej skłoni część klientów do zakupu tańszego mieszkania za miastem. Na obrzeża wyrzuci ich także malejąca zdolność kredytowa.

Pandemia odbija się na rynku pracy, a w konsekwencji – na rynku nieruchomości. – Wpływa nie tylko na podaż i popyt, ale też preferencje klientów – mówi Marcin Drogomirecki, ekspert portalu Morizon.pl.

Okazało się, że wymuszona sytuacją praca zdalna może być tak samo, a czasem nawet bardziej wydajna niż praca w biurze. – Nie wymaga przy tym uciążliwych dojazdów, a kwestię odległości biura od miejsca zamieszkania czyni zupełnie nieistotną – zauważa Marcin Drogomirecki. – Część klientów zainteresowanych zakupem mieszkania w centrum czy innej lokalizacji ściśle powiązanej (bliskością lub łatwym dojazdem) z dotychczasowym miejscem pracy rozważa teraz zupełnie nowe, mniej lub bardziej oddalone miejsca.

Wielkie różnice

Taka dowolność adresu, jak zastrzega ekspert Morizona, dotyczy jednak wąskiego grona klientów. – Nie każdy zawód można wykonywać zdalnie – mówi Drogomirecki.

Jego zdaniem piętno, jakie epidemia odciska na rynku pracy, nie pozwala mówić o wzroście zainteresowania mieszkaniami na peryferiach. - Wielu klientów w obawie o zatrudnienie i przyszłe dochody wstrzymuje się z zakupem mieszkania – mówi ekspert Morizona. - Ci, których sytuacja jest stabilna albo wciąż się poprawia, szukają ofert nieruchomości zgodnych z dotychczasowymi preferencjami. Relatywny wzrost widać na rynku domów i działek. Epidemia, ograniczenia w przemieszczaniu się, zamknięcie parków, boisk i placów zabaw skłoniły część klientów do zrewidowania planów i rozpoczęcia poszukiwań nieruchomości zapewniających kontakt z naturą – zauważa.

Różnice w cenach mieszkań w centrum i na obrzeżach robią wrażenie. Morizon podaje, że w warszawskim Śródmieściu średnia cena ofertowa używanego lokalu to ok. 15 tys. zł za mkw. W peryferyjnym Wawrze, Ursusie czy na Białołęce jest o ponad 40 proc. taniej. Średnie ceny to ok. 8,5 tys. zł za mkw.

Także Patrycja Gołubicka z oddziału Power Invest w Warszawie zauważa, że mieszkania na obrzeżach są zdecydowanie tańsze niż w ścisłym centrum stolicy. Różnica w cenie mkw. lokalu to 5–10 tys. zł.

– Większego popytu na peryferyjne mieszkania jednak nie zauważyłam. Rynek zareagował na pandemię wzrostem zainteresowania domami – mówi. Ale, jak dodaje, jeśli utrzymanie się pracy zdalnej zwiększy popyt na mieszkania na przedmieściach, to ceny pójdą w górę. – Wielkie wzrosty to jednak nie będą – zastrzega Gołubicka. – Klientów ma przecież przyciągać cena.

Mniej kredytu

Cena, lokalizacja i wielkość to, jak przypomina ekspert firmy Emmerson Realty Waldemar Oleksiak, podstawowe kryteria wyboru mieszkania. Jest oczywiście wiele innych parametrów. – Może do nich dołączyć ryzyko epidemii. W sytuacji takiego zagrożenia lepiej mieć dom z ogródkiem albo mieszkać w niezbyt intensywnie zabudowanym miejscu – mówi Waldemar Oleksiak.

Według niego można byłoby mówić o wzroście atrakcyjności dzielnic na obrzeżach i miejscowości podwarszawskich, gdyby nie fakt, że już teraz są miejscem spektakularnych inwestycji deweloperskich. Ceny działek poszły w górę. W centrach miasteczek pod stolicą powstają coraz większe budynki.

– Żeby było względnie tanio, trzeba się coraz bardziej oddalać od granic stolicy – mówi ekspert Emmersona, zwracając uwagę, że choć ceny mieszkań na obrzeżach są niższe niż w dzielnicach centralnych, to najtańsze, w przeliczeniu na metr, są, jak wszędzie, duże mieszkania. Całkowita cena jest już całkiem spora.

Np. metr 116-metrowego lokalu na warszawskiej Białołęce kosztuje 5,6 tys. zł, co daje niemal 650 tys. zł. Maksymalna cena mkw. w tej dzielnicy Warszawy to 10,2 tys. zł – podaje Emmerson. W Rembertowie metr najtańszego lokalu kosztuje 5,8 tys. zł (za 92-metrowe mieszkanie), w Wawrze – 6,8 tys. zł, na Pradze-Północ – 7 tys. zł, przy maksymalnej cenie w tej ostatniej dzielnicy 13,9 tys. zł za mkw.

Maksymalne ceny, jak zauważa Waldemar Oleksiak, osiągają więc poziomy notowane w centrum.

- Na rynku wtórnym w miejscowościach podwarszawskich nie mamy wielu ofert, to domena rynku pierwotnego –dodaje ekspert Emmersona. W Piasecznie mkw. mieszkania jest wyceniany od 3,6 do 6,5 tys. zł, w Ząbkach – na ok. 6,3 tys. zł. – Ceny w tych dwóch podwarszawskich zagłębiach mieszkaniowych mogą być nawet wyższe niż niektórych lokali z Białołęki czy Rembertowa – zauważa Waldemar Oleksiak.

Na wzrost zainteresowania nieruchomościami poza centrum zwraca uwagę Katarzyna Sarota z oddziału Power Invest w Krakowie. – Po wybuchu pandemii klienci wybierali głównie domy lub mieszkania z ogródkiem lub balkonem – potwierdza. – Niewykluczone, że sytuacja się powtórzy. A w przypadku zamknięcia w czterech ścianach możliwość wyjścia do ogrodu czy na balkon jest na wagę złota.

W nowych topowych budynkach w centrum Krakowa ceny mieszkań zaczynają się od 12 tys. zł za mkw., podczas gdy na osiedlach oddalonych od centrum o 8–10 km jest to ok. 7–7,5 tys. zł. – Trochę dalej, np. w Wieliczce, która jest bardzo dobrze skomunikowana z Krakowem, znajdziemy lokale za 5,5–6,5 tys. zł za mkw. – wskazuje Katarzyna Sarota. – Zainteresowanie tymi rejonami rośnie, a biorąc pod uwagę zaostrzone kryteria przyznawania kredytów, możemy się spodziewać coraz większej liczby pytań.

Kraków się rozrasta. – Terenów blisko centrum jest coraz mniej – podkreśla ekspertka Power Invest. Deweloperzy będą więc budować na obrzeżach. – O brak klientów nie będą się martwić – zapewnia.

Także Łukasz Wydrowski, właściciel trójmiejskiego biura Estatic Nieruchomości, nie ma wątpliwości, że mieszkania na obrzeżach są niezmiennie, atrakcyjną alternatywą dla drogich mieszkań w centrum.

– Pandemia, a w konsekwencji możliwość stałego wykonywania pracy zdalnej, nie wpłynie jednak na popularność tychże nieruchomości – ocenia. – Komfortowy dojazd do pracy jest tylko jednym z wielu kryteriów, którymi kierują się klienci. Równie ważne są bliskość szkół, sklepów, usług, punktów rekreacyjnych, przystanków. Jeśli cokolwiek wpłynie na popularność mieszkań na przedmieściach, to będą to ceny. Wiele osób, które jeszcze dwa miesiące temu było kredytowo stać na mieszkanie w mieście, teraz jest zmuszonych do szukania na przedmieściach – wyjaśnia.

Jednocześnie, jak mówi Wydrowski, zmniejszyło się grono zainteresowanych prestiżowymi adresami. Wiele osób zwróciło się bowiem w kierunku domów i działek. – Osiedla na przedmieściach oczywiście nie narzekają na brak popularności – przyznaje ekspert Estatic Nieruchomości. Są tańsze niż mieszkania w centrum średnio o 30 proc.

– A deweloperzy od kilku lat budują, gdzie tylko się da. Zanim pojawił się koronawirus, osiedla na obrzeżach wyrastały jak grzyby po deszczu – mówi Wydrowski. – Poważne przedsiębiorstwa nie podejmują długofalowych decyzji na podstawie krótkoterminowych trendów. Przygotowania i budowa osiedla to proces kilkuletni. Dlatego popandemiczne trendy nie wpłyną istotnie na strategie rozwoju firm deweloperskich. Być może niektóre w nowych projektach zaczną wydzielać gabinety w mieszkaniach.

Czy deweloperzy będą chętniej budować na obrzeżach? Marcin Drogomirecki, mówi, że pytanie brzmi raczej, czy będą budować.

- Ostudzenie koniunktury wywołane kryzysem może spowodować czasowe ograniczenie aktywności inwestycyjnej firm i to we wszystkich lokalizacjach – tłumaczy. - Z badania firm deweloperskich, jakie na przełomie kwietnia i maja przeprowadził nasz serwis wynika, że większość przesuwa termin rozpoczęcia nowych inwestycji. Tylko 31 proc. firm deweloperskich, które planowały na wiosnę start nowych budów, rozpoczęło prace w trakcie epidemii; aż 69 proc. rewiduje plany i czasowo zamraża inwestycje.

Zdaniem 44 proc. pytanych deweloperów nie sposób określić, kiedy uporamy się z epidemią i jej skutkami. - Łącznie 29 proc. respondentów, którzy pokusili się o prognozę, spodziewa się powrotu do normalności jeszcze przed wakacjami, a 22 proc. zakłada, że z epidemią koronawirusa pożegnamy się dopiero w drugiej połowie roku; 5 proc. nie wyklucza, że epidemia może potrwać co najmniej rok lub dłużej – mówi Marcin Drogomirecki.

A Łukasz Dąbrowski, ekspert katowickiego oddziału agencji Power Invest, komentuje, że to nie pandemia zapoczątkowała trend poszukiwania nieruchomości poza ścisłym centrum. Dzisiejsza sytuacja mogła go tylko zintensyfikować. – Zainteresowanie podmiejskimi adresami wynika po prostu z atrakcyjnych cen – podsumowuje Łukasz Dąbrowski. – Zamrożenie gospodarki będzie mieć długoterminowe skutki, co wymusi decyzje o zakupie tańszych podmiejskich nieruchomości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA