fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Wyścig z czasem i z cenami

Kawalerki i mieszkania dwupokojowe w topowych, daobrze skomunikowanych lokalizacjach sprzedają się od ręki
shutterstock
Na rynku pojawili się nowi klienci wystraszeni gwałtownym wzrostem inflacji. Chcą bezpiecznie ulokować nawet mniejsze oszczędności. Czasem na jeden lokal składają się całe rodziny. Zamożniejsi kupują nawet po dziesięć mieszkań.

Najwięcej, bo 34 proc. transakcji przeprowadzonych w I kwartale za pośrednictwem sieciowej agencji Metrohouse, to zakupy inwestycyjne, 28 proc. – zakup pierwszej nieruchomości. 25 proc. transakcji było podyktowanych przeprowadzką do większej nieruchomości, 5 proc. – do mniejszej. Przeprowadzka do innego miasta to powód zakupu dla 5 proc. klientów.

Metrohouse sprawdził też profesje i wiek kupujących. 55 proc. to pracownicy etatowi, 22 proc. – przedsiębiorcy, 16 proc. – menedżerowie, 4 proc. – emeryci, 3 proc. – top menedżerowie. 41 proc. kupujących to osoby w wieku 30–40 lat, 15 proc. – 20–30 lat, 27 proc. – 40–50, 14 proc. – 50–60 lat, a 3 proc. – ponad 60 lat.

Inwestycje i ucieczki

– Wśród powodów sprzedaży mieszkania w I kwartale najczęściej wymieniano kwestie finansowe (35 proc.) – wskazuje Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. – Czasem wiąże się to z odblokowaniem pieniędzy na inne inwestycje poza rynkiem nieruchomości, ale są to także transakcje prowadzone przez przedsiębiorców zawodowo zajmujących się handlem nieruchomościami. Co czwarta transakcja wiąże się z przeprowadzką do większej nieruchomości, w tym do popularnych ostatnio domów w zabudowie szeregowej. Największa grupa sprzedających to osoby w wieku 40–50 lat.

Metrohouse podaje, że w Warszawie klienci często polują na lokale na Mokotowie. Transakcje w tej dzielnicy stanowiły 16,9 proc. wszystkich przeprowadzonych za pośrednictwem Metrohouse.

– Tę dzielnicę będzie trudno zdeklasować – mówi Marcin Jańczuk. – Próby podejmuje Wola, gdzie odsetek transakcji to 10,8 proc. Szans nie można odbierać także Białołęce i Pradze-Południe (po 9,2 proc.). Te dwie dzielnice na prawym brzegu Wisły mają gorących zwolenników, a liczba nowych inwestycji wskazuje, że w kolejnych latach będzie tam sporo transakcji na rynku wtórnym. Taki sam odsetek transakcji notujemy na Ursynowie – dodaje.

Na inwestycje „covidowe" zwraca uwagę Joanna Lebiedź, ekspertka Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości. – Rekreacja, niedrogie domy i grunty budowlane – wskazuje. – Kupują ludzie młodzi, najczęściej posiłkując się kredytem. Celem jest posiadanie kawałka ziemi do spędzania weekendów i wakacji – tłumaczy.

Druga grupa, jak dodaje ekspertka, to zakupy czysto inwestycyjne. – Uciekamy z gotówką z banków. Za gotówkę kupują przeważnie klienci w średnim wieku. Najczęściej grunty budowlane, leśne, rekreacyjne, rolne. Byle ulokować kapitał – mówi ekspertka PFRN. – Trzecia grupa to zakupy związane z potrzebą chwili („Nie mam gdzie mieszkać"). Kupują młodzi. Poszukiwany segment: gotowe domy, działki budowlane, mieszkania. Dzielnice nie mają znaczenia. Liczy się dobra cena.

Małgorzata Porowska-Całka z Freedom Nieruchomości Warszawa Mokotów dodaje, że od ręki sprzedają się kawalerki i mieszkania dwupokojowe w topowych, dobrze skomunikowanych lokalizacjach. – Są klienci, którzy najchętniej kupiliby od razu dwa, a nawet trzy mieszkania, które mają duży potencjał inwestycyjny. Lokale na inwestycje to oczywiście nie tylko te z niższej półki cenowej – zastrzega.

Ostatnio agenci Freedom Nieruchomości obsługiwali klienta, który kupił dziesięć mieszkań, każde za 1 mln zł. – Dwa kupił na rynku wtórnym, pozostałe – od dewelopera – mówi Porowska-Całka.

Dodaje, że na rynku pojawili się nowi klienci wystraszeni gwałtownym wzrostem inflacji. – Chcą bezpiecznie ulokować nawet mniejsze oszczędności – mówi ekspertka. – Szukają najtańszych okazji, aby przy wsparciu kredytu móc kupić mieszkanie za 200–300 tys. zł.

Zaczyna brakować ofert

Także w Poznaniu aktywni są inwestorzy z gotówką. Jak mówi Hanna Morawska z poznańskiego oddziału Freedom Nieruchomości, główną motywacją jest ochrona kapitału. – Kupujący to głównie osoby w średnim wieku i młodzi profesjonaliści. Coraz częściej na jedną nieruchomość składają się całe rodziny. Ruch nie słabnie także wśród 20-latków szukających pierwszego lokalu, czemu sprzyja niskie oprocentowanie kredytów hipotecznych.

Wielu kupujących, obawiając się dalszego wzrostu cen, spieszy się z zakupem. – W tym gronie są m.in. rodzice przyszłych studentów, którzy wyjątkowo wcześnie rozpoczęli poszukiwania na poznańskim rynku mieszkaniowym – zwraca uwagę Hanna Morawska.

Także w Poznaniu nie brakuje młodych rodzin zmieniających lokal na większy. – Pandemia spowodowała, że wybór pada nie tyle na mieszkania w głównych dzielnicach, co na domy, najczęściej w zabudowie szeregowej lub bliźniaczej na dobrze skomunikowanych przedmieściach – mówi ekspertka. – Ten trend nie słabnie. Jeśli mieszkanie w mieście, to z tarasem lub ogródkiem, z dobrze zagospodarowanymi częściami wspólnymi, blisko terenów rekreacyjnych.

Pytany o profil kupujących Aleksander Szulist z Freedom Nieruchomości Gdańsk-Wrzeszcz, mówi o klientach, którzy chcą jak najlepiej wykorzystać zdolność kredytową. Przeważają osoby na umowach o pracę. – Przedsiębiorcy, mimo często nominalnie wyższych zarobków, nie cieszą się dużym zaufaniem banków kredytujących zakup. Są więc zmuszeni do transakcji gotówkowych. Wzrost liczby takich transakcji widać zwłaszcza na rynku premium, którego kryzys w ogóle nie dotknął – zauważa Aleksander Szulist.

Coraz częściej pojawiają się klienci, którzy są skłonni wydać ok. 1 mln zł na lokal z topowym adresem Trójmiasta. – Większość transakcji zamyka się jednak w kwotach 500–600 tys. zł. Pożądane są mniejsze, 45–50-metrowe mieszkania, zwłaszcza w dobrze skomunikowanych dzielnicach blisko SKM i pasa nadmorskiego – mówi Szulist.

Z kolei Kamil Zduńczyk, dyrektor ds. sprzedaży Freedom Nieruchomości Gdynia ocenia, że najliczniejsza grupa to kupujący nieruchomości dla siebie. – Najczęściej są to osoby, które potrzebują większego lub mniejszego mieszkania albo domu – wyjaśnia.

Druga grupa to osoby, które chcą ulokować nadwyżki finansowe. Kupują nieruchomości na wynajem albo tzw. drugie domy. Dyrektor Zduńczyk zauważa, że zwiększona liczba kupujących wpływa na podaż. – Niektórych nieruchomości zaczyna lub zacznie brakować; w zależności od miasta – domów lub mieszkań z dużymi ogrodami czy tarasami. Wpływa to na ceny mieszkań, które rosną od zeszłego roku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA