fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Ukarani za etykę

Adobe Stock
Lekarze nie powinni zajmować się określaniem refundacji leków, bo tracą cenny czas, który powinien być przeznaczony na leczenie pacjenta – uważa warszawski chirurg.

Ustawa o refundacji leków z 2012 r. nakłada na lekarzy obowiązek sprawdzania uprawnień pacjentów do otrzymania leku po cenie refundowanej przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Lekarze zatrudnieni na umowę cywilnoprawną odpowiadają własnym majątkiem za błędnie przydzieloną refundację.

A przecież lekarze, świadcząc usługi medyczne, de facto wspomagają realizację obowiązków państwa gwarantowanych artykułem 68 konstytucji. W tym kontekście można stwierdzić, że lekarz wykonuje obowiązki funkcjonariusza państwowego. Mimo to ochrona prawna lekarzy jest ograniczona jedynie do pracowników, którzy pełnią obowiązki zawodowe na podstawie umowy o pracę lub do pracowników administracji publicznej.

A przecież prawo karne nakłada na lekarza szczególne obowiązki w zakresie niesienia pomocy, pod rygorem szczególnej odpowiedzialności, poręczonej własnym majątkiem. Szczególnie dzieje się tak w przypadku nieumyślnych błędów przy przepisywaniu leków lub procedur medycznych objętych refundacją. Błędy proceduralne, często niezawinione, ale wynikające z nieczytelności systemu, obciążają lekarza nawet milionowymi karami.

Takich ukaranych lekarzy są w naszym kraju tysiące. Pracując nawet na trzech etatach, ryzykując zdrowiem, a czasami nawet życiem. Mimo to najczęściej nie są w stanie spłacić tak ogromnych kar. Ceną za te obciążenia jest często rozpad ich rodzin. Znam przypadki lekarzy, którzy przeszli zawały serca, udary mózgu lub doznali utraty stabilności psychicznej.

Wykonując swój zawód, lekarz musi wykazać w najwyższym stopniu koncentrację, skupienie i samodyscyplinę. Wszystkie czynniki, które prowadzą do rozproszenia uwagi, skutkują pogorszeniem jakości pracy. Szczególnym stresem jest obsługa programów informatycznych wprowadzonych przez NFZ. Nie informują one lekarza o dokonaniu błędnego wpisu. Pomimo wskazania odpowiedniego rozpoznania program na pierwszym miejscu po wybraniu leku z bazy sam wybiera maksymalną refundację. Wybór poziomów refundacyjnych pojawia się dopiero po rozszerzeniu opcji wyboru odpłatności.

Jest to ewidentna strata czasu, który powinien być poświęcony pacjentowi na badanie fizykalne, wywiad czy zalecenia. Każdy lekarz POZ zna sytuacje, kiedy poczekalnia przed gabinetem pęka w szwach od chorych. To naprawdę rozprasza lekarza. Ryzyko popełnienia błędu przy obsłudze tego szczególnie nieintuicyjnego programu jest bardzo wysokie.

W poradniach często zdarzają się sytuacje, że lekarz musi opuścić gabinet celem nagłej konsultacji czekających w poczekalni osób z zagrożeniem życia, u których występują na przykład bóle w klatce piersiowej lub omdlenia. W takich chwilach jest także narażony na niepokój związany z roszczeniową postawą pacjentów i brakiem ich cierpliwości. Stres przekłada się na pomyłki proceduralne przy wystawianiu leków czy zlecaniu zabiegów.

Tragiczne skutki złego prawa

NFZ nie bierze jednak tych okoliczności pod uwagę. Urzędnicy, którzy nakładają na lekarzy wysokie kary finansowe, wydają się być całkowicie nieświadomi realiów pracy w służbie zdrowia. Jak ma się czuć lekarz, który 87-letniej pacjentce powinien – ze względu na pomiar glikemii i objawy – natychmiast wypisać insulinę z odpłatnością na 100 proc., wiedząc jednocześnie, że pacjentka nie ma aktualnego zaświadczenia od diabetologa, bo nie stać ją na szybką wizytę u takiego specjalisty? W takiej sytuacji lek kosztuje zamiast 4 zł – ok. 300 zł. Pacjentkę taką pamiętam z własnej praktyki. Ponieważ nie było jej stać na wykupienie insuliny, zrezygnowała z jej używania. Zmarła po czterech dniach.

Często zadaję sobie dramatyczne pytanie: kto przyczynił się do śmierci tej pacjentki? Lekarz, NFZ czy państwo, które „wyprodukowało" takie prawo? Gdzie są prawa człowieka, skoro pacjent nie mogąc dostać się do specjalisty, szuka pomocy u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, który jest brutalnie ograniczony wytycznymi NFZ?

Decyzja o wypisaniu leku na refundację bądź nie ma zasadniczy wpływ na zdrowie i życie pacjenta. Pamiętam częste sytuacje, kiedy pacjenci z zaleceniami od specjalisty przychodzili do mnie jako lekarza POZ z prośbą o wypisanie recepty z refundacją. Większość lekarzy postawionych przed wyborem odmówienia ze względów proceduralnych lub złamania zasad wyznaczonych przez NFZ wybiera tę drugą opcję ze szkodą dla siebie.

Bilans zysków i strat

Największe straty ponosi jednak obywatel. Jeden lekarz POZ przyjmuje rocznie ok. 5 tys. pacjentów, więc mając na uwadze presję i wszelkie obciążenia, jakie mu towarzyszą podczas pracy, nie może zapewnić pacjentowi „funduszowemu" pełnej uwagi.

Lekarze ukarani przez NFZ za „nieuzasadnione" wypisywanie leków z pełną refundacją kosztów stanowią bardzo dużą grupę. Uważają się za osoby poszkodowane przez źle działający system, jednak ze względu na obawy przed konsekwencjami służbowymi lub utratą pracy nie chcą się ujawniać.

NFZ może wielokrotnie przeprowadzać kontrole, podważać decyzje lekarzy o dostępie pacjentów do refundacji, kwestionować sposoby leczenia i ilość wystawianych zwolnień, ale czym to będzie skutkować? Odejściami od zawodu i zamykaniem praktyki lekarskiej. Po czym znowu politycy będą narzekać, że w Polsce brakuje lekarzy.

Czy taka polityka jest sensowna? Co należałoby zmienić? Jest w pełni zasadne, żeby lekarze rodzinni przejęli część obowiązków od specjalistów w zakresie samodzielnego przedłużania decyzji o refundacji leków, na podstawie badań uzasadniających przewlekłość choroby. Wskazane byłoby zobowiązać kierowników poradni POZ do szkolenia sekretarek medycznych, które odciążyłyby pielęgniarki i lekarzy do licznych dodatkowych zadań biurokratycznych odciągających ich od zajęć o charakterze medycznym. Powinniśmy zlikwidować obowiązek oznaczania poziomu refundacji leków przez lekarzy.

A co z pozostającym w kolizji z prawem problemem wielogodzinnego oczekiwania na przyjęcie przez lekarza na oddziałach SOR i pracy ponad siły lekarzy rodzinnych przyjmujących od 60 do 120 pacjentów w trakcie jednego dyżuru? W takich warunkach nietrudno o błąd, który skutkuje słusznymi roszczeniami pacjentów.

Coraz częściej słyszy się też o kolejnych dramatach po kilkudniowej pracy lekarza. Może wreszcie czas z tym skończyć. Sytuacji nie poprawi zatrudnianie obcokrajowców z niezweryfikowaną wiedzą medyczną. Zmuszanie lekarzy do pracy w tak ciężkich warunkach, a następnie obciążanie ich karami administracyjnymi za źle wystawioną refundację jest niedopuszczalne. Jestem przekonany, że NFZ powinien cofnąć wszystkie drakońskie kary, które nagminnie powodują, że lekarz ze swoim powołaniem i etyką jest postawiony przed wyborem pomiędzy ratowaniem życia pacjenta a obroną własnego majątku.

Kara powinna dyscyplinować, a nie niszczyć dorobek całego życia. Straty społeczne takiego systemu znacznie przewyższają potencjalnie odzyskane pieniądze. Urzędników państwowych, którzy błędnymi decyzjami niszczyli miejsca pracy tysięcy ludzi, nie spotkała kara w ogóle. Lekarze zaś nierzadko tracą dorobek całego życia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA