fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Ostatnie strajki pracowników SAS, Air France i easyJet mocno zabolały podróżujących

Bloomberg
Ostatnie protesty wyjątkowo dotkliwie uderzyły w podróżujących. Od 10 czerwca strajkowali już pracownicy trzech linii – SAS, Air France i easyJet.

Dołączyli się do nich francuscy kontrolerzy, którzy wstępnie odwołali strajk, ale ostatecznie jednak z niego nie zrezygnowali. I zapowiadają następne w końcu sierpnia, ale nie wykluczają protestów także w środku lata. Zazwyczaj dotrzymują słowa. Dla pasażera mniej uciążliwe są zazwyczaj strajki w linii lotniczej. Wtedy przewoźnik ma obowiązek zmiany rezerwacji i wysłania pasażera którąś z linii konkurencji. Gorzej, gdy strajkują kontrolerzy lotów. Wtedy linie nie są w stanie zapewnić połączeń, niektóre rejsy wydłużają się.

– Technicznie jest możliwe przejęcie kontroli przez agencje z krajów sąsiadujących z tym, w którym służby strajkują, ale nie jest to rozwiązanie na dłuższą metę – mówi Brian Pierce, główny ekonomista Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA).

Dlaczego strajkują kontrolerzy we Francji, we Włoszech, w Hiszpanii, a nie w Niemczech czy w Polsce? Bo w tych dwóch ostatnich krajach zabrania tego prawo. Natomiast Francuzi, Włosi i Hiszpanie twierdzą, że robią to w interesie pasażerów. Przekonują, że są przemęczeni i pracują na przestarzałym sprzęcie, więc nieszczęście może zdarzyć się w każdej chwili.

Tak naprawdę jednak obawiają się wprowadzenia Jednolitego Nieba Europejskiego, które w znacznej mierze skróci podróże, ale według nich stanowi zagrożenie dla ich miejsc pracy.

– Osiągnęliśmy żałosny rekord, bo we Francji liczba strajków kontrolerów lotniczych w ostatnich pięciu latach przekroczyła właśnie pół setki, co oznacza ponad 160 dni zakłóceń w ruchu lotniczym nad tym ważnym krajem tranzytowym. Pasażerowie mają pełne prawo do rozgoryczenia i zniecierpliwienia, a będzie jeszcze gorzej, bo kolejne strajki zapowiedziane są w szczycie przewozowym, czyli latem 2016. W tej sytuacji Komisja Europejska i rządy krajów członkowskich muszą natychmiast użyć odpowiednich środków, żeby prawa pasażerów, którzy ucierpią z powodu takich protestów, były w pełni chronione – powiedział „Rzeczpospolitej" Thomas Reynaert, dyrektor generalny Airlines for Europe (A4E), organizacji zrzeszającej największych przewoźników europejskich, w tym Lufthansę, British Airways, Iberię, Ryanaira, Norwegiana i easyJeta.

Przewoźnicy są tak zdeterminowani, że strajki kontrolerów i obsługi lotniskowej pogodziły linie, które na co dzień z sobą rywalizują, jak chociażby British Airways i Ryanaira. Członkowie A4E przewożą 500 mln pasażerów rocznie.

Reynaert przypomina, że zakłócenia w ruchu lotniczym odczują nie tylko urlopowicze i pasażerowie podróżujący w celach biznesowych, ale i kibice, którzy chcą być na francuskich stadionach podczas rozgrywek Euro 2016. – Wyobrażam sobie sytuację, że fani europejskich drużyn będą siedzieli na płytach lotnisk z biletami w ręku, a w tym samym czasie ich drużyny będą rozgrywać mecze.

A4E bardzo poważnie podeszła do zakłóceń w europejskich lotach. Na 28 czerwca zwołała konferencję w Brukseli, na której w imieniu KE ma wystąpić odpowiadająca za jednolity rynek komisarz Elżbieta Bieńkowska.

Zarządzający liniami lotniczymi i szef organizacji zrzeszającej kontrolerów lotniczych (Eurocontrol) będą mieli dla niej specjalny prezent – raport, jaki na zamówienie A4E przygotowała firma PwC o kosztach strajków lotniczych dla unijnej gospodarki, ale komisarz Bieńkowska musi być jednocześnie przygotowana na bardzo trudne pytania ze strony branży. Podstawowe z nich brzmi: co Bruksela zamierza zrobić, żeby garstka związkowców nie była w stanie dezorganizować życia milionów pasażerów?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA