fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Piloci Air Canady polecieli Maxami

Bloomberg
Na kanadyjskim FlightRadar24 można było zauważyć boeingi 737 MAX latające między North Bay w prowincji Ontario i Montrealem w Quebecu. Nie znaczy to jednak, że maszyny wróciły z uziemienia. Na rejsy testowe i szkoleniowe zezwolił kanadyjski regulator

Transport Canada zgodził się na wykonanie przez pilotów Air Canady 11 lotów testowych w sierpniu i wrześniu, ponieważ w przeciwnym razie utraciliby oni swoje licencje. Wysłanie ich na szkolenia za granicę znacznie podniosłoby koszty.

Największy kanadyjski przewoźnik, zanim wiosną 2019 roku włączył Maxy do swojej floty, na średnich i krótkich dystansach latał airbusami. Nie ma więc żadnego, oprócz Maxa, modelu B737 w swojej flocie. Inaczej jest na przykład w wypadku LOT-u, który posiada 737 NG, więc pilotom nie grozi utrata licencji z powodu zbyt długiej przerwy w lataniu na tych maszynach.

W ostatnim tygodniu kanadyjskie Maxy ostatecznie odleciały do Pinal Parku w Arizonie, gdzie stoją zaparkowane na pustyni w oczekiwaniu na zezwolenie na eksploatację od Transport Canady po zakończonej certyfikacji. Decyzja kanadyjskich władz lotniczych pokazuje jednak, jak bardzo spieszy się przewoźnikom do przywrócenia Maxów. Jak na razie na ziemi stoi prawie 400 takich maszyn, które 12 marca zostały uziemione przez regulatorów ruchu lotniczego. Drugie tyle Boeing parkuje na wszystkich wolnych miejscach na amerykańskich lotniskach. Po katastrofie Ethiopian Airlines 10 września jako pierwsi uziemili Maxy Chińczycy, 12 marca Europa, a 13 marca Kanadyjczycy, Brazylijczycy i na końcu Amerykanie.

Piloci Air Canady latali maszynami wyposażonymi w wadliwy system kontroli trajektorii lotu, który doprowadził do katastrof w Etiopii i pięć miesięcy wcześniej w Indonezji. Teraz jednak mają świadomość, że oprogramowanie jest błędne, wiedzą co robić, kiedy autopilot popełni błąd i są w stanie wyrównać lot maszyny nawet, kiedy system MCAS uporczywie obniża jej nos.

Boeing na razie organizował jedynie loty testowe bądź piloci odprowadzali nowe maszyny na lotniska, skąd mają w niewiadomym jeszcze czasie odlecieć do swoich właścicieli. Amerykańskie linie pozwalają latać Maxami jedynie wówczas, kiedy trzeba je przeparkować na inne lotnisko. Ani w przelotach Kanadyjczyków, ani w wypadku linii amerykańskich, ani kiedy LOT przewoził swoje Maxy z Warszawy do Lublina, na pokładzie maszyn nie było pasażerów.

Boeing 737 MAX jest „głęboko” zmienionym modelem B737 NG. Amerykanie zmieniali go w pośpiechu, aby zdążyć, zanim to samo zrobi Airbus ze swoim A320neo. Ale i europejskie konsorcjum ma kłopoty z wyważeniem samolotu. Ostatnio British Airways i Lufthansa były zmuszone do pozostawienia w samolocie jednego lub dwóch rzędów pustych foteli.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA