fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Patrząc na ekran, śmiał się i płakał

Hanns Zischler Kafka idzie do kina Przeł. Małgorzata Łukasiewicz, Ossolineum, Wrocław 2020
materiały prasowe
„Kafka idzie do kina" Hannsa Zischlera pokazuje życie pisarza przez pryzmat wizyt w kinematografie.

Franz Kafka zwłaszcza jako autor „Procesu" uważany jest głównie za patrona wszelkiego rodzaju dystopii, a przecież czerpał też z przewrotnej tradycji śmiechu w kulturze w żydowskiej. W posłowiu książki przetłumaczonej przez Małgorzatę Łukasiewicz Łukasz Musiał podkreśla, iż kluczem do czytania Kafki jest też twórczość Charliego Chaplina.

Łukasz Musiał przypomina też uwagi Petera-André Alta, autora biografii Kafki, który zauważył możliwy wpływ filmu „Ten drugi” na powstanie „Procesu”. Kafka krytycznie pisał o obrazie, którego bohater cierpi na rozszczepienie osobowości: za dnia porządny obywatel, nie pamięta o tym, że nocą zmienia się w bezwzględnego łotra. A jednak wiedząc, że pisarz obejrzał w kinematografie historię o sobowtórze, zupełnie inaczej czyta się pierwsze zdanie „Procesu”: „Ktoś musiał fałszywie oskarżyć Józefa K., bo przecież on nic złego nie popełnił, a został pewnego ranka pozbawiony wolności”. Antytotalitarna, antybiurokratyczna interpretacja słabnie. Jeśli intencja Kafki była inna - wiadomo przynajmniej skąd wziął pomysł na pisanie „Procesu”. Z kina.

Książka Hannsa Zischlera akcentuje, że autor „Ameryki" był kinomanem. Zischler zrobił użytek z uważnej lektury „Dziennika" Kafki, który rozpoczyna się od opisu „Wjazdu pociągu na stację w La Ciotat" braci Lumiere. Zischler zainteresował się tytułami oglądanymi przez pisarza, scenami, jakie zwróciły jego uwagę, aktorami. Pomogło to, że dzięki digitalizacji archiwa filmowe są porządkowane i przenoszone na cyfrowe nośniki. Wiele obrazów uznanych za zaginione zostało odzyskanych, a książka zyskała ilustrację w postaci plakatów, kadrów i fotosów kin, jakie pisarz odwiedzał.

Na Kafkę wpływał cywilizacyjny rozwój Pragi. „Musimy jeszcze długo i często razem oglądać kinematograf" – pisał do przyjaciela Maxa Broda w związku z praską Wystawą Jubileuszową (1908 r.). Zbudowany tam Teatr Kinematograficzny mieścił tysiąc widzów, a atrakcjami były m.in. „Jazda tramwajem z rynku Staromiejskiego do Nowego Mostu", „Pierwsze pojazdy motorowe w Pradze" i „Msza pod gołym niebem w Prościejowie". W liście do narzeczonej Broda Kafka rekomendował filmy „Szarmancki gwardzista" i „Spragniony żandarm", gwarantując zabawę.

My zaś zanurzamy się w świat praskich kin, dowiadujemy o pracy „objaśniaczy", którzy uwydatniali na żywo, to co chcieli pokazać z ekranu aktorzy. Dla Kafki kino było demonicznym medium, gdzie dominują nad opowiadaniem właśnie miny i gesty.

Pracując w Zakładzie Ubezpieczeń Robotników, w czasie delegacji odwiedzał fotoplastykony. W Paryżu oglądał film o kradzieży „Mony Lisy", która wstrząsnęła Europą w 1911 r. W Berlinie widział operetkę „Królowa kinematografu", dotykającą kwestii cenzury w kinie i jego obyczajowej roli. Na czas antysemickich ekscesów w Pradze (1920 r.) przypadają pokazy syjonistycznego „Powrotu do Palestyny".

Kino jest tylko jedną z nowinek, jakie interesują Kafkę. W książce można się zapoznać z korespondencją z pierwszych międzynarodowych zawodów lotniczych „Aeroplany w Bresci" z dziennika „Bohemia". Monachium Kafka ogląda również z perspektywy taksówki, w Paryżu podziwia metro. Migawkowe, jak w filmie, są zapiski z burdelu, którym towarzyszy refleksja, że Goethe, jadąc dyliżansem, miał spokojniejszą perspektywę.

Filmy są kluczem do twórczości i życia uczuciowego. Emocje wywołała „Biała niewolnica" o porwanej i zmuszonej do prostytucji kobiecie, którą odnajduje ukochany. Obraz miał wpływ na nieskończoną powieść „Richard i Samuel". Kino jest też azylem od dylematów związanych z miłością do Felicji Bauer. Nawiązując do „Niewolników złota", pisze o swych obawach. Widok młodych par w życiu i na ekranie wywołuje strach Franza.

Ważną figurą jest postać karła widzianego w fotoplastykonie i w kościele w Weronie, owym mieście miłości. Kafka również czuł się karłem, przerażał go ciężar odpowiedzialności. Ostatecznie zerwał zaręczyny. W Weronie pisze: „Byłem w kinie. Płakałem". Po latach znajomy zanotował, jak Franz nie mógł opanować płaczu podczas filmu z kadrami Berlina, przypominającego „berlińską narzeczoną".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA