fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Nosowska jest moherą. Jak być sobą w dobie Instagrama?

Katarzyna Nosowska w roli pisarki
Wielka Litera
„Powrót z Bambuko” wokalistki pokazuje, jak być sobą w dobie Instagrama.

Jest wiele gwiazd, które jeśli nie mają pomysłu na przebój, czekają aż po długiej depresji zdarzy się zbawienny come back. To nie jest przypadek Katarzyny Nosowskiej. Nie ogranicza się już do wizytówki „wokalistka Hey”. Zawiesiła zresztą działalność grupy i od lat jako Nosowska nagrywa solowe płyty oparte na elektronice.

Jak wam się podoba

Od dawna wspominała, że koncertowanie w męskim towarzystwie bywa dla kobiety obciążeniem. Zamiast narzekać, rozpoczęła działalność na Instagramie, gdzie jej profil przypomina kabaret lub domowy teatr. Improwizowany, z udziałem szkolnej koleżanki ze Szczecina – tak się złożyło, że to aktorka Agata Kulesza. Czasem przed kamerką pojawiał się Dawid Podsiadło.

Katarzyna Nosowska, „Powrót z Bambuko”. Wielka Litera, Warszawa 2020

Instagram, gdzie dziś Nosowska ma blisko pół miliona obserwujących, pomógł jej komentować wpływ mediów na nasze życie i odnaleźć się w cyberprzestrzeni. „Nagle cała Polska zaczyna czekać na kolejny odcinek” – pisała. Ale nie skończyło się w sieci. Zadała sobie pytanie, co sprawia jej autentyczną przyjemność i pozwala być sobą. „Najszczersza z najszczerszych odpowiedzi brzmi – pisanie”. Zaznaczyła jednak, że nie mam łatwości, którą legitymują się prawdziwi mistrzowie żonglerki słowem. „Ja wysiaduję. Do odleżyn” – wyznała.

Tak dwa lata temu powstała książka „A ja żem jej powiedziała”, w której Nosowska, nigdy nieukrywająca swoich kompleksów i braków, opisała jak zaprzyjaźnić się ze sobą. Stała się kolejnym nieoczywistym bestsellerem Nosowskiej.

W „Powrocie z Bambuko” po uporządkowaniu świata wewnętrznego opisuje próby wyjścia zwycięsko z konfrontacji ze światem wewnętrznym. Pisze: „Polecam wam cudowną formułkę na lęk przed tym, co ludzie powiedzą, a brzmi ona: I co z tego? Nic z tego. (…). Nie wahajcie się użyć własnego życia, by żyć, jak wam się podoba”.

Metaforycznie lub całkiem konkretnie można potraktować przykład z… paznokciami. To taka gombrowiczowska Gęba lub Pupa, która nie daje nam żyć, urastając do niebotycznych rozmiarów. Bo jeśli, dajmy na to, Nosowska, nie akceptując swoich paznokci, nie mogła zostać bibliotekarką, co planowała – kiedyś trzeba było przecież wertować biblioteczne katalogi palcami – to ucieczka w karierę piosenkarki jest jeszcze większą pułapką. Na oczach tysięcy trzeba wziąć w rękę mikrofon, a nagranie teledysku może okazać się prawdziwym dramatem, gdy zbliżenie kamery koncentruje się na dłoniach. Na szczęście wyobcowanie i biorąca się z niego samotność też bywa iluzją. „Wygrywasz, gdy pod wspólnym sztandarem zgromadzisz tych, których scala ten sam wstyd, ta sam udręka, bliźniacza codzienność”.

Ojcowski reżim

Nosowska potrafi nieoczekiwanie zmienić rolę. Zamiast być gwiazdą, prezentuje się jako zwykła obserwatorka życia celebrytów, oddana i wierząca im bezgranicznie – kosztem życia własnego. Przecież wielu, zwłaszcza młodych ludzi coraz częściej uważa, że na tle barwnej egzystencji tak zwanych trendseterów lub liderów opinii jest ono nic nie warte, co skutkuje również pagardliwym stosunkiem do rodziny i najbliższych. Nosowska przestrzega przed syndromem ofiary internetowego wampira. Namawia, by żyć realnym życiem.

Podkreśla, że prawdziwymi bohaterami są ci, którzy poświęcają życie na opiekę nad chorym dzieckiem, lub syn broniący matkę przed brutalnym ojcem.

Właśnie tacy ludzie zmieniają świat na lepsze. Na pewno nie poprawi go to, co Nosowska nazywa „duchowatością”, czyli uzależnienie od wszystkim modnych dziś technik „życia duchowego”, które mają nam przywrócić harmonię. A jeśli już szukać natchnienia w świecie zewnętrznym, to tylko w tych sferach, które nas „inspirują do bycia lepszym człowiekiem”, w przeciwieństwie do tego, co eskaluje napięcie do stanu, który Nosowska opisuje jako „w głowie ruch jak na ulicy w Hanoi”.

Często trzeba żyć na przekór światu. Nie uprzedmiatawiając się poprzez cyzelowanie własnej urody („Jestem moherą”) lub urządzanie ślubu i wesela na warunkach, które sprawiają, że staje się koszmarem („Uciekający państwo młodzi”). W książce jest też piękny fragment o motywowaniu do pozytywnego myślenia 15-letniego syna przerażonego perspektywą dorosłości, a także o własnym dzieciństwie. Nie było beztroskie. Młoda Nosowska mogła przebywać tylko w dwóch miejscach: przy biurku i na kanapie, poddana reżimowi wychowawczemu przez ojca. Pisze o tym, poszerzając wspomnienia z dzieciństwa o doświadczenia hejtu w dorosłym życiu. Przestała się nim przejmować, „bo do latryny wrzucono mnie w dzieciństwie”. Pisze: „W bogactwie i biedzie, w zdrowiu i chorobie ślubuję sobie miłość, wierność i uczciwość własną. Dołączajcie”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA