fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lista 500

Lista w cieniu koronawirusa

Adobe Stock
Tegoroczna edycja Listy 500 „Rzeczpospolitej" jest absolutnie wyjątkowa. Wyniki przedstawiamy w czasie, gdy tak Polska jak i światowa gospodarka pogrąża się w kryzysie.

W jakim stanie jest Polska gospodarka? Jak radzą sobie w sytuacji największe polskie firmy? Przedstawiamy opinie kapituły tegorocznego zestawienia Listy 500 „Rzeczpospolitej":

Andrzej Sadowski, założyciel Centrum im. Adama Smitha, pierwszego think tanku w Polsce, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP:

Od dekad zawracamy ku socjalizmowi pod nazwą „solidarności społecznej". Zapaść przechodząca w kryzys daje szansę na odbudowanie wolności w sferze pracy oraz ponowne uczynienie z niej podstawy dobrobytu obywateli i rozwoju Polski.

Jak dziecko z baśni „Nowe szaty króla" zapaść obnażyła prawdę, że kapitał sam w sobie jest martwy. Jaka jest bez pracy wartość plantacji owoców i pól warzyw czy najnowocześniejszych fabryk, które bez niej nie mogą „zaspokoić popytu"? Praca ożywia kapitał, który dopiero wtedy nabiera wartości.

Przewagą Polski na kontynencie europejskim są przedsiębiorcy i pracownicy, czyli praca, a nie kapitał. Polska stoi żywiołem pracy i niespożytej przedsiębiorczości. Drogą wyjścia z zapaści jest zatem likwidacja narastającej podatkowej i prawnej dyskryminacji pracy.

W 2020 r., podobnie jak w 1988, jesteśmy w punkcie zwrotnym. Wówczas, jak zauważył Stefan Kisielewski, nie był to kryzys, tylko rezultat fałszywych idei oraz złego rządzenia i braku kompetencji moralnych. Zwrotem w 1988 r. było przywrócenie Polakom przez władze prawa do pracy bez zezwoleń i ograniczeń za sprawą ustawy Wilczka.

Likwidacja reglamentacji pracy przyniosła w ciągu zaledwie kilku lat prawie dwa miliony nowych małych firm, które stworzyły blisko 6 milionów nowych miejsc pracy.

W 2020 r. rządzący stoją przed wyzwaniem jak w 1988 r. Wówczas wystarczyło wprowadzenie wolności gospodarczej, dziś potrzebne jest uwolnienie pracy od podatków.

Zwiększenie długu publicznego dla sfinansowania likwidacji podatków od pracy jest dziś małą ceną za realną szansę na wyjście z zapaści i kryzysu. Polakom do stanięcia na nogi potrzebna jest likwidacja podatkowej dyskryminacji pracy, a nie zwiększanie zasiłków. Polską racją stanu dziś jest – tak jak wiek temu było nią odzyskanie niepodległości – rozbudzenie motywacji do wytężonej pracy, a nie podtrzymywanie stanu letargu w społeczeństwie.

Praca w firmach takich jak te z Listy 500 "Rzeczpospolitej" była dla Polaków do dziś najlepszą tarczą dla ich osobistego dobrobytu. Uwolnienie pracy od podatkowej i biurokratycznej dyskryminacji będzie miarą mądrości i moralności rządzących.

Sławomir Dudek, główny ekonomista, Pracodawcy RP:

Jeszcze w pierwszych dniach marca ekonomiści martwili się co najwyżej o spowolnienie wzrostu gospodarczego w Polsce, którego sygnały obserwowaliśmy już od I kwartału 2019 roku. 4 marca było posiedzenie Rady Dialogu Społecznego, podczas którego odbyła się debata „Spowolnienie gospodarcze – wyzwania i zagrożenia". Dyskutowano, jakie działania należy podjąć, aby firmy i pracownicy łagodnie przeszli przez nadchodzące globalne spowolnienie. Wygłaszając referat wprowadzający, wyjaśniałem, że spowolnienie to nie jest recesja, to nie jest kryzys. Miało to złagodzić awersję strony rządowej i polityków do słowa „kryzys" i ułatwić trudny dialog. Jednak dokładnie tego samego dnia wykryto w Polsce pierwszy przypadek koronawirusa. Dlatego prezentację zakończyłem stwierdzeniem: „nie mamy recesji, ale mamy Covid-19". Rzeczywistość wyprzedziła oceny ekonomistów. Dziś nie ma wątpliwości, że w 2020 r. polskie firmy doświadczą po raz pierwszy od 1989 r. recesji: bezwzględnego spadku PKB. Ten kryzys ma wyjątkowy charakter z uwagi na jego złożoność, niespotykaną dotychczas w historii gospodarki światowej, która przecież niejednej recesji już doświadczyła. Kryzys uderza na cztery sposoby. Pierwszy: zamknięcie gospodarki chińskiej na przełomie stycznia i lutego, co spowodowało zaburzenia w łańcuchach dostaw. W takiej sytuacji mówimy o tzw. szoku podażowym. W drugiej połowie marca administracyjnie wprowadzono w Polsce i w całej Europie ograniczenia działalności gospodarczej oraz przemieszczania się osób. W ten sposób zamknięto sporą część gospodarki. To również był szok podażowy. Ale jest i kolejne uderzenie: problemy z popytem. Konsumenci zostali zamknięci w domach, sklepy i usługi zamknięte, malały dochody i skłonność do konsumpcji. To radykalnie zmniejszyło globalny popyt. Czwarte uderzenie to kryzys światowy, który może na dłużej dotknąć nasze rynki eksportowe. Ekonomiści mówią o drugiej fali tsunami, która może nadejść w przyszłym roku. Miejmy nadzieję, że będzie ona krótka i łagodna. Polskie firmy, zahartowane przez trzy dekady transformacji gospodarczej, poradzą sobie z recesją. Nabędą nowych doświadczeń, wykorzystają szanse. Bo po recesji zawsze przychodzi ożywienie, a po ożywieniu ekspansja.

Prof. Andrzej K. Koźmiński, prezydent Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie:

Tegoroczna edycja Orłów „Rzeczpospolitej" jest absolutnie wyjątkowa. Wyniki są ogłaszane, gdy polska i światowa gospodarka pogrążają się w kryzysie. Dna nie czuć pod stopami. Nikt nie jest w stanie ocenić jak głęboka i zróżnicowana (geograficznie i sektorowo) będzie recesja i jakie będą drogi wychodzenia z niej. Czy Polska będzie w stanie powtórzyć syndrom „zielonej wyspy" z lat 2008–2010?

Pamiętając o tych szczególnych uwarunkowaniach, patrzymy na tegorocznych laureatów. Czy wybraliśmy lokomotywy nowej generacji, które pomogą wyciągać naszą gospodarkę z zapaści, pociągając za sobą ławice mniejszych przedsięwzięć? Kluczowe są innowacyjność, zdolność szybkiego wyszukiwania i eksploatacji rosnących „baniek" popytu oraz generowanie wysokiej wartości dodanej, umożliwiającej adaptację do nerwowych wahań rynku i zapewnienie bezpieczeństwa w warunkach pandemii. Muszą to być firmy zdolne do realizacji korzyści skali oraz zasięgu, wykorzystujące zdolności i kapitał intelektualny w celu penetracji różnych rynków.

Wszystkie tegoroczne Orły: Asseco, Can-Pack, CD Project i Kruk SA spełniają w znacznym stopniu wszystkie te warunki. Są mocno posadowione na rynkach, które będą rosły w warunkach kryzysu. Asseco to czołowa europejska firma informatyczna działająca na zasadzie solution providera, czyli dostarczyciela szytych na miarę systemów informatycznych. Jest niemal pewne, że kryzys spowoduje zwiększenie zapotrzebowania na takie usługi. W podobnej sytuacji jest czołowy polski eksporter – CD Projekt, producent gier, których popularność gwałtowanie rośnie w warunkach zamknięcia spowodowanego pandemią. „Wiedźmin" przeżywa renesans popularności dzięki serialowi Netflixa, fani czekają niecierpliwie na premierę „Cyberpunka". Canpack jest wiodącym graczem na rynku opakowań metalowych w Europie Środkowo-Wschodniej, umacnia swoją pozycję w innych regionach świata. Jest to firma związana z przemysłem spożywczym i oferująca substytuty dla wszechobecnego plastiku. Kryzys nieuchronnie przynosi zatory płatnicze. Z pewnością skorzysta na tym Kruk SA, polski lider zarządzania wierzytelnościami, który działa także na rynkach: rumuńskim, czeskim, słowackim, niemieckim, włoskim i hiszpańskim.

Prof. Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula:

Kolejne edycje Listy 500 komentuję już od 18 lat. To kawał historii gospodarczej Polski. Kiedy pisałem pierwszy komentarz, dotyczący wyników firm w roku 2002, kraj wydobywał się dopiero z potężnego spowolnienia gospodarczego, które wywindowało bezrobocie do niebotycznego poziomu ponad 20 proc. Od tego czasu zmieniło się wiele: polski PKB realnie podwoił się, bezrobocie w zeszłym roku zmieniło się w nadwyżkę popytu na pracę, eksport wzrósł z 43 do 236 mld euro, a łączne przychody ze sprzedaży firm zajmujących 25 pierwszych miejsc na Liście wzrosły z odpowiednika 45 do 143 mld euro. Firmy z czołówki Listy 500, które w roku 2002 były ciągle niewielkie według standardów europejskich, obecnie awansowały już do grona średniaków. Od wielu lat lubię przypominać tytuły moich kolejnych komentarzy, stanowiące skrót zagmatwanych gospodarczych losów ostatnich kilkunastu lat. W roku 2003 pisałem że „Atleci są zmęczeni", bo koniunktura była kiepska, a firmy przechodziły okres bolesnej restrukturyzacji. Potem nastąpiło „Senne przebudzenie" i „Poranna gimnastyka", czyli rozkręcanie się produkcji i inwestycji po wejściu do Unii. W roku 2005 firmy znalazły się „Na rozbiegu", po nim „Wybicie do skoku", a w końcu „Wielki Skok": wzrost produkcji, eksportu i inwestycji. Potem przyszedł jednak globalny kryzys, skończyły się żarty, a polskie firmy znalazły się „Przed schodami". Kolejny komentarz nosił jednak tytuł „Utrzymana równowaga", po czym nastąpiło „Niepewne przyspieszenie", a potem ruch „Ostrożnie, lekko pod górkę". W roku 2011 skutkiem recesji w strefie euro było znów „Ciężko, coraz ciężej", a rok potem polskie firmy stanęły „Prawie w miejscu". Na szczęście znowu poradziły sobie z problemami, więc uznałem że „Mocny może więcej". Potem przyszedł ruch „W górę, wbrew nastrojom", następnie „Niepewność, mimo niezłej pogody", a w zeszłym roku lekkie przyczajenie się „W oczekiwaniu na rewolucję" – w związku z zachodzącymi na świecie zmianami. I raptem to wszystko zbladło wobec wyzwań, które stoją przed nami dziś. Analizując dane opisujące sytuację w roku 2019, można pogratulować polskim firmom postępu, jaki nastąpił w ciągu minionych 18 lat. Ale dzisiaj najważniejsze jest to, jak dadzą sobie radę z kolejną wielką próbą. Zapewne największą od trzech dekad.

Grzegorz Piechowiak, współzałożyciel i partner zarządzający firmy doradczej JP Weber:

Ta edycja Listy 500 jest dla mnie wyjątkowa z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że po raz pierwszy zostałem zaproszony do zasilenia szeregów jej Kapituły, a po drugie dlatego, że przyszło nam oceniać firmy w czasie największego w nowoczesnej historii kryzysu ekonomicznego, związanego z pandemią koronawirusa. Jest on gigantycznym wyzwaniem dla właścicieli i zarządów firm, próbujących utrzymać swoje biznesy przy życiu.

Oceny firm dokonywaliśmy na dość wczesnym etapie rozwoju pandemii, zwracając szczególną uwagę na ich fundamentalną wartość oraz wpływ na polską gospodarkę. Typowanie wygranych w tak trudnych warunkach rynkowych to spora odpowiedzialność. Wszystkim wyróżnionym ogromnie kibicujemy, towarzyszy nam jednak obawa o to, czy zdołają przetrwać kryzys związany z zamrożeniem gospodarki. Pracując przy procesach M&A na całym świecie, wiem na pewno, że polscy przedsiębiorcy bardzo różnią się od swoich kolegów. W kryzysie zachowują się dużo odważniej i są bardziej pracowici niż wielu naszych zachodnich sąsiadów, czekających na wsparcie z zewnątrz.

Polska – według danych Komisji Europejskiej – ma szansę odnieść na skutek pandemii najmniejszy uszczerbek ze wszystkich krajów Unii. Spadek prognozowanego PKB do -4,5 proc. nikogo nie napawa radością, ale może warto wykorzystać właśnie ten czas do optymalizacji działalności, podniesienia wydajności, wyjścia na rynki zagraniczne. Może zamiast defensywnie obawiać się, że wzrośnie zainteresowanie przejmowaniem polskich podmiotów przez te zagraniczne, my też powinniśmy iść na zakupy?

Nie powinniśmy mieć kompleksów w stosunku do naszych sąsiadów. Budowanie tzw. polskich czempionów nie musi dotyczyć jedynie spółek państwowych. Może nim zostać każdy, kto buduje polską gospodarkę i wizerunek Polski na świecie. Firmy, które odważnie walczą o pozycję za granicą, zyskały moje największe uznanie. Cieszę się, że na szczycie Listy oprócz dobrze znanych marek są też takie, o których wielu pewnie nigdy nie słyszało. Mam do nich apel: działajcie, ale też dajcie się poznać światu. Napisałem już, w czym polscy przedsiębiorcy są mocni. Jeśli miałbym powiedzieć, w czym nie są, byłaby to niepotrzebna skromność.

Bohdan Wyżnikiewicz, prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych:

Tegoroczny ranking największych polskich przedsiębiorstw nie przyniósł większych niespodzianek. Szeroka czołówka Listy kształtowała się już od kilku lat i trudno jest znaleźć w niej nowe spółki, a układ Listy pozostaje stabilny. W pierwszej dziesiątce o składzie ustalonym rok wcześniej mamy aż sześć przedsiębiorstw surowcowych i energetycznych. W ostatnim 20-leciu wśród największych pojawiały się, nawet znikąd, spółki technologiczne, choćby telekomunikacyjne, co było efektem rewolucji technologicznej. Spółki takie zajęły bezpieczne pozycje na zapleczu czołówki i muszą się starać, by ich nie tracić.

Niewiele wskazuje na to, by trwająca ciągle rewolucja technologiczna prowadziła do pojawiania się dużych przedsiębiorstw.

Przybladły nieco sektory finansowy i motoryzacyjny. W obu przypadkach duże znaczenie ma rosnące natężenie konkurencji w tych sektorach. W banki uderzają także niskie stopy procentowe i przejmowanie coraz większej liczby usług finansowych przez firmy z innych sektorów. Z kolei sieci sklepów i marketów swoje wysokie pozycje zawdzięczają w dużej mierze rosnącej sile nabywczej ludności.

Lider rankingu, Orlen, wyprzedza pod względem przychodów o całą długość drugą największą firmę. W 2019 r. sprzyjały Orlenowi takie okoliczności, jak korzystny kurs walutowy, zwiększony popyt na paliwa wynikający zarówno z rosnącej liczby samochodów, jak i z ograniczenia szarej strefy sprzedaży paliw, o wysokim udziale w przychodach podatku akcyzowego nawet nie wspominając.

Lista 500 ujawnia zarówno siłę, jak i słabość Giełdy Papierów Wartościowych. Z jednej strony, ponad połowę pierwszej trzydziestki największych przedsiębiorstw stanowią spółki giełdowe, a co czwarta spółka z Listy notowana jest na GPW.

Z drugiej jednak strony, na Liście mamy aż 367 przedsiębiorstw nienotowanych na GPW.

W zestawieniu znalazło się tylko 33 proc. spółek notowanych na GPW. Oznacza to, że 268 spółek z GPW notuje przychody poniżej 500 mln zł, co jest tegoroczną przepustką do rankingu największych.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA