fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

LGBT

Gruzja: Od marszu LGBT do bojkotu parlamentu

AFP
Bijatyki, jakie wybuchły z powodu próby przeprowadzenia parady LGBT w Tbilisi, doprowadziły po tygodniu do starć między deputowanymi w gmachu parlamentu i opuszczenia go przez część opozycyjnych przedstawicieli.

– Będziemy z obywatelami Gruzji i dziennikarzami – oświadczyła deputowana Chatija Dekanoidze, tłumacząc, dlaczego wraz z kolegami nie będzie uczestniczyła w posiedzeniach izby.

Tymczasem policja aresztowała kilkanaście osób przed stołecznym biurem rządzącej krajem partii Gruzińskie Marzenie. Protestujący domagali się dymisji rządu.

Wszystko zaczęło się 5 lipca, gdy nieznane grupy – ale na pewno związane z konserwatywnymi częściami społeczeństwa – zaatakowały biura organizacji szykujących na ten dzień „Tbilisi pride". W wielu miejscach stolicy Gruzji (oraz w kilku innych miastach) doszło do bardzo gwałtownych bijatyk, policja wydawała się zaskoczona zarówno zasięgiem akcji przeciwników parady, jak i ich zajadłością.

W stolicy ponad 50 osobom udzielono pomocy lekarskiej, pobitymi w większości okazali się dziennikarze, którzy czekali przed biurami organizatorów na początek marszu. W jednym z budynków został ciężko pobity operator telewizji Pirveli Lekso Laszkarawa. Trzy dni spędził w szpitalu, gdzie przeszedł operację rekonstrukcji rozbitych kości policzkowych.

Prawdziwe piekło rozpętało się jednak w niedzielę, gdy operatora znaleziono martwego w domu. Dziennikarze zgodnie wdarli się do parlamentu, żądając ustąpienia premiera Iraklija Garibaszwili. Wsparła ich część opozycyjnych deputowanych, doszło do wielogodzinnych przepychanek z przedstawicielami rządowej większości, co gruzińskie telewizje transmitowały na żywo.

Rząd jednak nie zamierza ustępować. Garibaszwili odrzucił możliwość dymisji. Policja zaś przedstawiła dowody, że Laszkarawa zmarł z przedawkowania narkotyków, które miał kupić w przeddzień śmierci. Wystąpienia przedstawicieli policji i rządu transmitowano na ekranach ustawionych przed parlamentem. Zgromadzeni tam dziennikarze przyjęli je gwizdami, przekonani, że śledztwo zostało ustawione. Szczególne niedowierzanie wzbudziło zapewnienie policjantów, że w ciągu zaledwie trzech dni zdążyli oni ustalić, odnaleźć i przesłuchać 110 świadków starć oraz przejrzeć nagrania 65 kamer monitoringu.

Jednak cztery osoby zostały już aresztowane za pobicie Laszkarawy, choć śledztwo w tej sprawie toczy się o „doprowadzenie do samobójstwa", a nie w sprawie zabójstwa. Towarzysząca mu feralnego dnia dziennikarka TV Pirveli mówiła o co najmniej 20 napastnikach, którzy przez co najmniej pięć minut bili go i kopali.

Premier oskarżył zaś o inspirowanie zamieszek przebywającego na emigracji byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego. – Aktywne wsparcie imprez LGBT było skierowane na to, by sprowokować zwolenników tradycyjnych wartości – tłumaczył Garibaszwili. – Oczywiście, spokojnie można powiedzieć, że było to (zamieszki) też w interesie Rosji – dodał.

Skala rozruchów, a następnie gniewu z powodu śmierci operatora zaskoczyła jednak władze. – Przemoc, agresja jest nie do przyjęcia – powiedział w końcu tydzień po największych rozruchach mer Tbilisi należący do rządzącego Gruzińskiego Marzenia. Również gruzińska cerkiew wezwała do „pokoju, jedności i miłości".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA