fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Andrzej Talaga: Polska raczej dla Polaków

Fotorzepa, Piotr Nowak
Nie twórzmy sprzyjającego środowiska dla terroryzmu

Hasło „Polska dla Polaków" wzbudza jak najgorsze skojarzenia, słusznie – gdyż służyło skrajnym nacjonalistom. Dziś jednak kolejne zamachy, jak ten w Berlinie, czy napięcia spowodowane przez ruchy migracyjne pokazują dobitnie, że państwa europejskie, które zachowały homogeniczność etniczną i kulturową są bezpieczniejsze. Mniej podatne na terroryzm oraz rozbicie społeczeństwa na zantagonizowane grupy.

Morderca, który prowadził ciężarówkę w berlińskim Charlottenburg, mógł przygotować i przeprowadzić zamach, ponieważ działał w otoczce społeczności muzułmańskiej w Niemczech. Każda konspiracja, partyzantka miejska czy ruch terrorystyczny musi mieć środowisko, w którym funkcjonuje, które go osłania i wspiera, w którym jest niemal niewidoczny. Ta uwaga w niczym nie godzi w cześć uczciwych muzułmanów sprzeciwiających się terroryzmowi, a jest ich naprawdę wielu. To prosta reguła każdej wojny asymetrycznej, taką zaś jest właśnie współczesny terroryzm. Polskie rządy, poprzedni i obecny, miały całkowitą rację, oponując przeciwko alokacji muzułmańskich uchodźców do naszego kraju, dotyczy to tak ostatniej fali, która dotarła do Europy przez Morze Śródziemne lub szlakiem bałkańskim, jak i Czeczenów, wobec których Polska prowadzi bardzo wstrzemięźliwą politykę azylową. Żadne racje humanitarne bowiem nie uzasadniają pokładania miny pod przyszłość naszych dzieci.

Nie powinniśmy, wręcz nie wolno nam dopuścić do powstania znaczącej mniejszości muzułmańskiej w Polsce. Uchodźcom i cierpiącym wskutek wojen, w tym Syryjczykom, można pomagać w miejscach ich obecnej dyslokacji bez przyjmowania ich do siebie. I taka pomoc jest niewątpliwie obowiązkiem moralnym wobec poszkodowanych.

Utrzymanie spójności etnicznej społeczeństwa nie wymaga wcale rządów dyktatorskich, ani nacjonalistycznych czy wręcz rasistowskich motywacji. Wystarczy brak woli społecznej do przyjmowania osób obcych kulturowo, jak to ma miejsce choćby w Japonii czy Korei, rozwiniętych gospodarczo demokracjach, które mają strukturę narodowościową podobną do Polski, bo są niemal stuprocentowo homogeniczne.

Taka spójność jest silną barierą wobec terroryzmu i rozdarcia religijno-etnicznego, trudno ją jednak utrzymać z powodów gospodarczych. Polska, podobnie jak wszystkie państwa rozwinięte, cierpi na depopulację, rodzi się nas stanowczo za mało, by zaspokoić potrzeby rynku pracy i dalszego rozwoju kraju. Właśnie z tego powodu, w imię postępującego dobrobytu, kraje Europy zachodniej wpuściły miliony imigrantów, nie patrząc na ich pochodzenie i religię.

Postępująca wyrwa populacyjna prędzej czy później zmusi władze do działania. Najlepiej byłoby oczywiście zwiększyć dzietność polskich kobiet, poprzez programy bardzie ambitne, a mniej populistyczne niż 500+, na przykład poprzez powszechny i nieograniczony dostęp do darmowych żłobków oraz przedszkoli. Nawet gdyby tak się stało i dzietność sięgnęłaby poziomu 2,1 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym, a więc odbudowalibyśmy zastępowalność pokoleń, i tak nie wypełni to już istniejącej luki. Nie ma zatem rady, będziemy musieli prędzej czy później sięgnąć po imigrantów.

Mamy w tym naprawdę wielkie szczęście, ponieważ najsilniejszy naturalny ruch migracyjny do Polski pochodzi z Ukrainy. Ponad milion Ukraińców pracuje już w naszym kraju i chętnie zostaliby tu na stałe, co należy im jak najszybciej umożliwić. Przy nieuchronności imigracji najlepszą możliwą opcją jest surowe selekcjonowanie przybyszów, co czynią na przykład Australia oraz Stany Zjednoczone, określając, kogo im potrzeba, nie tylko w sensie wykształcenia czy zawodu, ale także pochodzenia.

A kogo potrzeba Polsce? Przede wszystkim młodych, wykształconych, energicznych Słowian, wyglądających podobnie do nas, myślących jak my, wyznających tego samego Boga, którzy błyskawicznie się zasymilują, a ich dzieci będą już stuprocentowymi Polakami.

Taka imigracja nie stworzy środowiska naturalnego dla terroryzmu i wewnętrznej irredenty. Uczmy się na doświadczeniach zachodnich demokracji, nie tylko na tych dobrych, ale też na tych złych.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute, doradcą firm zbrojeniowych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA