fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Grzegorz Hajdarowicz: Nie ulegam szantażom

Fotorzepa, Robert Gardziński
Sprzedaż „Przekroju" to była zwykła transakcja handlowa oparta na analizach i wyliczeniach – mówi Grzegorz Hajdarowicz.

Rzeczpospolita: Tygodnik „Sieci Prawdy" opublikował w tym tygodniu tekst „Hajdarowicz pod lupą prokuratury". Czy jest w nim coś nowego w porównaniu z tym, co w sierpniu pisał portal wpolityce.pl?

Grzegorz Hajdarowicz: Nic tam nie ma. Taki sam zestaw pomówień i bzdur.

Artykuł opisuje postępowanie prokuratury na wniosek mniejszościowych akcjonariuszy pańskich spółek. Zgadza się pan z ich oskarżeniami?

Absolutnie nie. Powiedzmy sobie wprost, podpisujący się pod tymi kłamstwami niejaki Piotr Szczęsny to zwykły bandyta. Najpierw próbował szantażem – mamy na to twarde dowody, nagrania i e-mail – wymusić zapłatę miliona złotych za to, by mnie zostawił w spokoju. Ale jak mu się to nie udało, bo z szantażystami nigdy nie negocjuję, to rozpoczął bezczelnie pisanie wyssanych z palca donosów. Prokuratura mimo zgłoszenia przestępstwa jakoś dziwnie nie zajęła się nim. Nie wierzę, by teraz w oparciu o jego poronione tezy, podejmowała na poważnie jakieś działania. To byłoby chore.

Prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie prawidłowości sprzedaży „Przekroju". Czy doszło przy jej okazji do naruszenia prawa?

Nie, to była zwykła transakcja handlowa, oparta na analizach i wyliczeniach. Od ponad 26 lat, kiedy zacząłem działalność biznesową, zrealizowałem setki takich transakcji, a w mym holdingu to może nawet tysiące.

To jak pan rozumie działanie mniejszościowych akcjonariuszy?

Szczęsnemu zależy na tym, by dostać bandycki haracz. Nie wiem, co w przypadku pozostałych. Czasami, czytając bzdury, które wypisują oni na mój temat w internecie, widzę, że nie mają w ogóle pojęcia, na czym polega obrót gospodarczy, a szczególnie obrót giełdowy. Z takimi poglądami to powinni się szybciutko przeprowadzić do Korei Północnej.

Pan Szczęsny (posługujący się nickiem kci) w internecie działa chyba z jakąś grupą przestępczą, która manipuluje kursem giełdowym, żerując na ludzkiej naiwności i okradając ich. Nie udało mu się okraść mnie, to próbuje sztuczek na innych. Taki to już typek.

Informował pan o tej sprawie odpowiednie służby?

Oczywiście, wielokrotnie zgłaszaliśmy jego i tę szajkę do prokuratury.

Temat opisał wydawany przez spółkę Fratria tygodnik „Sieci Prawdy", ale jakoś nikt go nie podjął. Jak pan to tłumaczy?

Fratria dalej narusza prawo, ponieważ wbrew wyrokowi sądu nie przestała wydawać tytułu, do którego nie ma praw. Redakcja powołuje się często na wartości chrześcijańskie i katolicyzm, a to przecież naruszenie dekalogu. Siódme przykazanie mówi „nie kradnij". Warto sobie to odświeżyć od czasu do czasu.

Czuje się pan człowiekiem, który „zarżnął »Przekrój«"?

Nie. Mój projekt „Przekrój" nie powiódł się dlatego, że w Polsce istnieje tolerancja dla złodziejstwa treści w internecie. Jak wiele tego typu projektów musiał znaleźć swoją niszę. I znalazł, nowy właściciel wydaje go jako projekt autorski. Ale ten kwartalnik to już nie przedsięwzięcie medialne, raczej hobbystyczne. Ale trzymam za niego kciuki, kupuję każdy numer.

Dlaczego został pan więc zaatakowany?

Ten, kto kradnie rower, lubi krzyczeć, że inny ukradł. Taka mentalność.

Tego typu publikacje przekładają się na pańskie interesy?

Szczekanie i oczernianie zawsze ma negatywne skutki, na szczęście większość interesów robię w świecie, gdzie tego typu informacje z niewiarygodnych źródeł są po prostu nieistotne.

Jak pan tłumaczy kumulację tych materiałów właśnie teraz?

Wciąż wydawaniem tytułu mimo braku praw do nazwy i mimo prawomocnego wyroku.

Czy podejmie pan jakieś działania przeciw dziennikarzom „Sieci Prawdy"?

Nie wiem, czy warto. Zobaczę po tym, jak prawnicy skończą analizować sprawę. Proszę też autora takiego materiału nie nazywać dziennikarzem.

Jest jeszcze możliwość porozumienia się pańskich spółek z Fratrią w sprawie praw autorskich do tytułu „W Sieci"?

Oczywiście, ja jestem na to otwarty. Już w 2013 roku zaproponowałem odkupienie praw do tytułu, mogę nawet rozłożyć je na raty i część wziąć w barterze, tak w normalnych krajach się dzieje. Ale widać komuś się marzy Korea Północna i nie trzyma normalnych standardów.

Czuje pan jakąś presję ze strony rzekomo niesprzyjających panu resortów?

Nie, nie czuję żadnej presji.

Będzie pan podejmował jakieś inne działania wobec Fratrii?

Na razie zajmiemy się wyegzekwowaniem wyroku sądu. Może też czas przypatrzyć się finansowym powiązaniom Fratrii i jej udziałowców. To wielka i ciekawa historia.

—rozm. dk

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA