fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Ksiądz Franciszek Cybula: Prezydencki kapelan ze skazą

Fotorzepa, Andrzej Iwanczuk
Oskarżany dziś o molestowanie ks. Franciszek Cybula nazywany był cieniem głowy państwa. Bo Lech Wałęsa ufał mu bezgranicznie.

– To jak grom z jasnego nieba. Nic nie wskazywało, by miał jakieś niepokojące skłonności – mówi „Rzeczpospolitej” Andrzej Drzycimski, były rzecznik prezydenta Lecha Wałęsy. W ten sposób komentuje ustalenia z filmu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”, że zmarły w lutym były kapelan prezydenta ks. Franciszek Cybula molestował nastoletniego chłopca. Oskarżenia dotyczą księdza, który w pewnym momencie zaliczał się do najbardziej wpływowych duchownych w Polsce. Taka kariera może zaskakiwać, biorąc pod uwagę jego trudne dzieciństwo.

Alfred Franciszek Cybula, bo tak rzeczywistości się nazywał, urodził się w 1940 roku w Gdańsku i szybko stracił biologiczny rodziców. Ojciec, chcąc chronić rodzinę przed zesłaniem do obozu, został folksdojczem i zginął jako żołnierz Wehrmachtu na froncie w Jugosławii. Matka z kolei zmarła na tyfus.

Sierota trafił do bezdzietnego kaszubskiego małżeństwa Cybulów. Ze swojego dzieciństwa w Gowidlinie ks. Cybula wspominał później piszczącą biedę, którą udało się opanować dzięki wielkiej pracowitości rodziców. Ale też ich wielką pobożność. – Budziłem się czasem w nocy i widziałem w poświacie księżyca, jak tato z różańcem w ręku, oparty o stół, spał ze zmęczenia – opowiadał w 2009 roku w wywiadzie dla tygodnika „Idziemy”.

Cybula studiował w seminariach w Pelplinie i Gdańsku Oliwie, a święcenia kapłańskie przyjął w 1967 roku. Już dwa lata później poznał Wałęsę.

Był wówczas duszpasterzem akademickim na gdańskim osiedlu Emaus i odprawiał msze, w których chętnie uczestniczył Wałęsa. Bliżej poznali się w biurze parafialnym, gdy przyszły prezydent przyniósł dokumenty w związku z planowanym ślubem. W 1980 roku Wałęsa poprosił ks. Cybulę, by został jego stałym spowiednikiem. A po wygraniu wyborów prezydenckich w 1990 roku mianował swoim kapelanem.

W Belwederze duchowny dostał trzypokojowe mieszkanie z telefonem rządowym na biurku i służbowe cinquecento 900. Jego mianowanie na kapelana było jedną z pierwszych decyzji prezydenta, co odbyło się z dezaprobatą hierarchy gdańskiego abp. Tadeusza Gocłowskiego.

Jedną z pierwszy decyzji Wałęsy było też odnowienie kaplicy w piwnicach Belwederu. Ks. Cybula odprawiał msze św. o godz. 7, które później przesunął na 7.30. Stale uczestniczyło w nich w zasadzie pięcioro osób: Wałęsa, Drzycimski, szef gabinetu prezydenta Mieczysław Wachowski i dwie sprzątaczki. Wachowski podobno z wielkim zaangażowaniem obsługiwał dzwonki liturgiczne.

Ks. Cybula także spowiadał, wykorzystując klęcznik i krzesło, usytuowane za białym filarem na tyłach kaplicy. Jednak jego obowiązki nie ograniczały się do posługi duszpasterskiej. Trafiała do niego prezydencka korespondencja dotycząca spraw Kościoła i próśb o wsparcie. Towarzyszył też prezydentowi w wizytach zagranicznych. Z tego tytułu przyznano mu paszport dyplomatyczny, który zresztą kiedyś zgubił w Waszyngtonie.

W efekcie szybko zaczęły krążyć plotki na temat rzekomych wpływów księdza. Były premier Jan Olszewski w książce Piotra Semki „Recydywa?” z 2016 roku zaliczył Cybulę w poczet „gigantycznych sił, oddziałujących na Wałęsę”. – Kiedykolwiek chciało się rozmawiać z Wałęsą, trzeba było wcześniej zwrócić się do Cybuli. On zawsze był milczący, robił notatki – opowiadał. Z kolei prezes PiS Jarosław Kaczyński w książce „Porozumienie przeciw monowładzy” wspominał, że po wyborach w 1991 roku Wałęsa zaprosił szefów partyjnych, by spróbować wybrać premiera, a „zbieranie kartek i liczenie głosów przypadło księdzu Franciszkowi Cybuli”.

Andrzej Drzycimski mówi, że informacje o rzekomych wpływach Cybuli są przesadzone. – Był i starał się być tylko i wyłącznie księdzem – mówi. – Na ogół spożywaliśmy posiłki w gronie czerech osób. To był prezydent, ksiądz, Wachowski i ja. Ksiądz Franciszek bardzo rzadko zabierał głos. Odmawiał modlitwę przed posiłkiem, wspominał, jakie obchodzimy danego dnia święto, czasami mówił, co jest ważne z punktu widzenia Kościoła – opowiada.

Po odejściu z Kancelarii Prezydenta w 1995 roku ks. Cybula posługiwał w Trójmieście, a po przejściu na emeryturę w 2010 roku zamieszkał w domu rodzinnym w Gowidlinie. Wydał kilka tomów wspomnień „Ksiądz w Belwederze”, a usłyszeć można było o nim rzadko, a jeśli już, to w kontekście oskarżeń o agenturalną przeszłość. Miał być agentem SB o pseudonimie Franko.

Dziś jego nazwisko znów staje się sławne za sprawą filmu „Tylko nie mów nikomu”. „To nigdy nie przekroczyło żadnej miary, nie doszło do wytrysku. Była chwilka pieszczenia...” powiedział sam Cybula, nagrany ukrytą kamerą.

Czy rzeczywiście nie dało się wyczuć jego skłonności? – Gdy bywałem w Belwederze, słyszałem młodych żołnierzy, trzymających wartę, żartujących z zalotów księdza Cybuli. Jednak nigdy nie wiedziałem, na ile to tylko głupie żarty, a na ile coś więcej – opowiada Jerzy Borowczak, były opozycjonista, a dziś poseł PO.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA