fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Izabela Kacprzak: Polska dziurawa jak szwajcarski ser

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Kontrola przybywających do Polski to jedna wielka farsa. Podróżny nie ma testu? Nie szkodzi. Straż Graniczna poprosi tylko o adres i... droga wolna.

Po tym, jak polski rząd przed świętami Bożego Narodzenia bez żadnej kontroli pozwolił, by do kraju wjechało kilkadziesiąt tysięcy nieprzetestowanych rodaków z Wielkiej Brytanii, można było mieć nadzieję, że nauczy się na błędach. Niestety, nasze granice są dziurawe jak ser szwajcarski.

Czytaj także:

Wjechać dziś do Wielkiej Brytanii to logistyczny i finansowy rollercoaster. Każdy musi przedstawić na granicy negatywny test PCR, test LAMP lub test antygenowy (test przepływu bocznego) w języku angielskim wykonany do 72 godzin przed przybyciem w autoryzowanym punkcie diagnostycznym. Brytyjski funkcjonariusz graniczny żąda poza tym pokazania faktury wystawionej przez laboratorium na nazwisko podróżnego. Nikt nie przekroczy granicy WB, jeśli nie zarejestrował się w systemie rządowym dla przyjezdnych i nie wykupił dwóch testów na covid (kosztują 210 funtów), który musi wykonać i odesłać w drugim i ósmym dniu pobytu. Co ważne: negatywne wyniki testów nie zwalniają z dziesięciodniowej kwarantanny! Zdrowi siedzą w izolacji.

Ktoś powie, że to cyrk. Otóż nie – nie tylko daje to gwarancję trzymania pod kontrolą zakażonych, ale też testy pokazują Brytyjczykom szczepy zakażeń i drogi ich przybycia. To, co dziś dzieje się w Polsce (pełne szpitale, piorunująca transmisja zakażeń), Anglicy przerabiali w styczniu. Przed świętami, gdy cały świat zamykał się na przyjezdnych z Wielkiej Brytanii, polski rząd zaproponował dla chętnych zgłoszenie się na test w sanepidzie za darmo – skorzystał co dziesiąty.

Dziś wjazd do Polski to nadal bułka z masłem. Można – ale nie jest to obowiązek – przedłożyć negatywny test na koronawirusa wykonany do 72 godzin wcześniej. Ale może to być test dowolny. Nikt nie pyta o fakturę, nie próbuje wyłapać fałszywki. Wygląda to tak, że ludzie pokazują esemesy lub wydruki z maili o wynikach. Brak jednolitych standardów dla testów każe wątpić w ich jakość.

A co, jeśli przekraczający nie zrobił testu? Funkcjonariusz Straży Granicznej informuje go o tym, że musi odbyć dziesięciodniową kwarantannę. Pasażer dostaje karteczkę i długopis, by podać adres i numer telefonu dla sanepidu. I jak gdyby nigdy nic rusza z lotniska do domu. Jeśli do tego dodamy ponad 20 zawodów, które rząd wyłączył z kwarantanny po przekroczeniu granicy, to wiadomo, że nic nam się nie uda. Z kwarantanny są zwolnieni także ci, którzy zostali zaszczepieni. Dlaczego, skoro szczepionka zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu, a nie blokuje zdolności zakażania się i zakażania innych?

Angielski rząd mimo sita, które już wprowadził, chce karać grzywną (5 tys. funtów) każdego, kto bez uzasadnionego powodu wyjedzie za granicę. Polski rząd zaś straszy nas krajowym lockdownem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA