fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Makau najlepiej poradziło sobie z koronawirusem

Od początku lutego zamknięte były kasyna, kluczowe dla gospodarki Makau
AFP
Leży tysiąc kilometrów od Wuhanu. Przez 40 dni najlepiej na świecie radziło sobie z epidemią.

Makau, mające w Chinach specjalny status, to miejsce wyjątkowe. Gdy w Europie koronawirus wydawał się odległą, chińską sprawą, tu pojawiło się dziesięć przypadków zakażenia. Dzięki rygorystycznym działaniom i dyscyplinie zostały zwalczone.

I Makau w tabeli na portalu Worldometer z danymi statystycznymi dotyczącymi pandemii Covid-19, którą codziennie oglądają miliony ludzi, oznaczono na zielono. Takich zielonych, czyli uzdrowionych, wśród stu kilkudziesięciu krajów i regionów można policzyć na palcach jednej ręki.

Makau było zielone przez 40 dni, co nikomu innemu się nie udało.

Już nie jest: w weekend do tej byłej portugalskiej kolonii wróciła rezydująca tu obywatelka Korei Południowej. Dotarła ze swoim narzeczonym Portugalczykiem z Europy samolotem do Hongkongu, z którym Makau łączy 55-kilometrowy most.

Na małej przestrzeni

– Właśnie braliśmy oddech, gdy w nocy nadeszła informacja o nowym przypadku. Czujność wróciła, Makau jest tak małe i tak gęsto zaludnione (680 tys. mieszkańców na około 30 km kw. – red.), że do zarażonej osoby jest kilkanaście minut jazdy samochodem – dzieli się wrażeniami z „Rzeczpospolitą" Frederico Alexandre Dos Santos Rosário, biznesmen z Makau i prezes tamtejszego stowarzyszenia e-sportu (rywalizacji w grach komputerowych).

Od kilku tygodni nawyki mieszkańców bardzo się zmieniły lub dostosowały. – Często dezynfekujemy ręce, choćby zaraz po dotknięciu przycisków windy. Z tego, co widziałem na ulicach, 99 proc. ludzi nosi maski – opowiada Dos Santos Rosário i dodaje, że władze autonomicznego regionu „niespodziewanie wykonały niezłą robotę. Być może zdobyliśmy doświadczenie z poprzedniej niszczycielskiej epidemii SARS".

Miasto duchów

Ta „niezła robota" wzbudza zazdrość. Media w sąsiednim Hongkongu rozpisywały się nad wzorowym sposobem rozprowadzania masek ochronnych. Każdy posiadacz dowodu tożsamości Makau może nabyć raz na kilka dni niewielką, ale wystarczającą liczbę masek.

Prawie wszystko było zamknięte, w tym kasyna (Makau jest azjatyckim centrum hazardu), bary, kina. Niektóre znowu działają, ale kto chce iść do kasyna, musi wcześniej wypełnić wniosek online.

– Makau wyglądało przez kilka tygodni jak miasto duchów, prawie nikogo nie było na ulicach – mówił portugalskiemu portalowi Observador mieszkający tu od siedmiu lat architekt Nuno Leal.

Szkoły są nadal zamknięte, od końca stycznia. W ten poniedziałek syn Dos Santosa Rosário miał pierwszą wideokonferencję ze swoimi nauczycielami i kolegami z klasy. – To był zabawny bałagan. Uciekł od komputera i poszedł obejrzeć film dokumentalny o wulkanach – śmieje się ojciec. – Nie powiedziałbym, że ludzie byli zamknięci w mieszkaniach. Nasz rząd doradził ludziom, aby unikali tłumów i pozostali w domu, gdy tylko jest to możliwe. Większość została w domu z powodu naszych dzieci. Praca z domu była dla wielu nudna. Ja mam szczęście, w e-sporcie dość dobrze przystosowałem się do pracy zdalnej i trochę samotnej.

Pomagają rząd i prywatny biznes

Makau, do 1999 roku kolonia Portugalii, jest w Chinach regionem autonomicznym, funkcjonującym – jak dużo większy Hongkong – zgodnie z zasadą „jedno państwo, dwa systemy", co zapewnia mu odrębność gospodarczą od Pekinu. Ma własny system podatkowy i własną walutę o nazwie pataca Makau.

Jakie jest gospodarcze wsparcie dla mieszkańców? Rząd dotuje rachunki za elektryczność i dodaje teraz każdemu 3000 patac miesięcznie (równowartość 1500 złotych). Brzmi bajkowo, jednak, jak podkreśla Dos Santos Rosário, są tu jedne z najwyższych kosztów utrzymania na świecie, a mieszkańcy mają zazwyczaj wysokie długi.

Na wysokości zadania stanął też prywatny biznes. Zwłaszcza w branży spożywczej, która obniżyła znacznie ceny zakupów online – wcześniej nie były popularne właśnie ze względu na koszty.

Prześladowani za akcent

Mimo że od początku lutego nie było nowych zakażeń, codziennie odbywały się specjalne konferencje prasowe. Wieści o nowym zakażeniu szybko się rozchodzą.

Czy jest strach przed drugą falą? Niektórzy uważają, że bez zamknięcia granic jest ona nie do powstrzymania. Zdarzało się, że dyskryminowano Chińczyków tylko dlatego, że mówili po mandaryńsku, a nie w języku kantońskim, który jest tu językiem oficjalnym.

Makau zamyka się teraz jednak nie przed przybyszami z Chin kontynentalnych czy z Hongkongu, lecz z Europy i USA.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA