fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Straszny sen Ukrainy i pieniądze

AFP
Kijów nie chce prowadzić negocjacji w Mińsku w sprawie Donbasu, ale wciąż ma z Łukaszenką interesy gospodarcze.

Członkowie ukraińskiej delegacji w grupie kontaktowej ds. pokojowego uregulowania sytuacji w Donbasie już nie pojadą do Mińska. Na razie rozmowy z udziałem przedstawicieli Ukrainy, Rosji, OBWE oraz samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej od ubiegłego roku odbywają się poprzez wideokonferencje. Ale ukraiński wicepremier Ołeksij Reznikow już zapowiedział, że gdy kwarantanna zostanie zniesiona, do rozmów pokojowych trzeba będzie znaleźć stolicę innego neutralnego państwa. Bo, jak tłumaczył w lokalnych mediach, Białoruś znajduje się „pod wpływem Federacji Rosyjskiej" i dlatego „nie ma do niej zaufania". W Kijowie mówi się już o przeniesieniu rozmów z Białorusi do Szwajcarii, Szwecji lub Finlandii.

Za północną granicą

Wzorowe dotychczas relacje pomiędzy Kijowem a Mińskiem zaczęły się psuć po sierpniowych wyborach na Białorusi i fali represji, która od tamtej pory przetacza się przez państwo Łukaszenki. Ukraina, jak większość krajów demokratycznego świata, nie uznała szóstego z rzędu zwycięstwa białoruskiego dyktatora.

W ukraińskich mediach i wszystkich komunikatach Łukaszenkę określa się wyłącznie po imieniu, bez wskazania stanowiska „prezydent". W zamian białoruski przywódca nie szczędzi ostrych wypowiedzi pod adresem władz nad Dnieprem, zarzucając, że z terytorium Ukrainy „przemycano tony broni". Stwierdził nawet, że „najpotężniejsze służby specjalne świata" utworzyły w Kijowie centrum, którego celem jest obalenie jego reżimu. Aresztował też 14 osób, które oskarżył o terroryzm i związki z Ukrainą. Ale niepokój Kijowa budzi nie tylko retoryka Łukaszenki.

– Białoruskie kierownictwo już nie jest neutralne wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Większa integracja wojskowa z Rosją była warunkiem poparcia, jakie Łukaszenko po wyborach otrzymał od Putina, musiał ofiarować część suwerenności kraju. Dzisiaj mają wspólne planowanie wojskowe, a Rosja przerzuca tam swoich żołnierzy w ramach przygotowań do manewrów „Zapad 2021", których aktywna faza zaplanowana jest na sierpień–wrzesień. To stanowi bezpośrednie zagrożenie dla Ukrainy, zwłaszcza w warunkach rosnącego napięcia w Donbasie – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Aresztowycz, który jest członkiem ukraińskiej delegacji w grupie kontaktowej oraz byłym oficerem ukraińskiego wywiadu wojskowego.

W Kijowie zaś podkreślają, że wycofanie się z Mińska nie oznacza wypowiedzenia „porozumień mińskich", które w białoruskiej stolicy w lutym 2015 roku zawierali prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, prezydent Francji Francois Hollande, kanclerz Niemiec Angela Merkel i przywódca Rosji Władimir Putin.

Był to chyba największy sukces w historii białoruskiej dyplomacji za rządów Łukaszenki, który sprytnie wykorzystał to do ocieplenia relacji z Zachodem. – Władze w Mińsku już pogrzebały w ostatnich miesiącach swoją flagową koncepcję z ostatnich lat, że Białoruś jest neutralną wyspą stabilności – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksander Klaskouski, czołowy białoruski politolog. Przypomina, że na początku marca Mińsk zawarł z Moskwą porozumienie w sprawie utworzenia wspólnych białorusko-rosyjskich centrów szkoleniowo-bojowych, które mają powstać w obwodzie niżnonowogrodzkim i kaliningradzkim oraz na Grodzieńszczyźnie.

– Eksperci uważają, że pod przykrywką takiego centrum na Białorusi może powstać rosyjska baza wojskowa, w ramach której zostaną rozmieszczone m.in. najnowsze rosyjskie bombowce strategiczne. To straszny sen dla Ukrainy, gdyby musiała odpierać najazd rosyjskich wojsk ze strony Białorusi – dodaje.

Kijów umie liczyć

Mimo chłodnych relacji politycznych Ukraina wciąż pozostaje jednym z najważniejszych partnerów handlowych Białorusi. Wartość obrotu towarowego wyniosła w ubiegłym roku ponad 4,5 mld dolarów (dla porównania z Polską niespełna 2,5 mld dolarów).

Dość powiedzieć, że ponad 35 proc. dostępnych na ukraińskim rynku benzyny i oleju napędowego pochodzi właśnie z Białorusi. A już pod koniec kwietnia, jeżeli Mińsk nie uwolni więźniów politycznych, czołowe białoruskie przedsiębiorstwa państwowe zostaną objęte sankcjami USA, w tym najważniejszy koncern naftowy Biełnieftechim (odpowiednik polskiego Orlenu), który swoją filię ma m.in. w Kijowie.

Ekonomista Aleś Alachnowicz, przedstawiciel ds. reform gospodarczych w wileńskim biurze liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej, tłumaczył ostatnio „Rzeczpospolitej", że to skomplikuje wszystkie transakcje w dolarach z tymi przedsiębiorstwami, bo w każdej chwili mogą zostać zablokowane w amerykańskich systemach płatniczych.

– Nad Dnieprem umieją liczyć pieniądze, więc handel paliwem trwa nawet z Rosją, z którą od 2014 roku prowadzimy wojnę i wobec której wprowadziliśmy sankcje – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksandr Ochrimenko, kijowski ekonomista. – Jest mnóstwo sposobów, które pozwalają ominąć sankcje, chociażby poprzez skomplikowany system firm, zarejestrowanych w rajach podatkowych, pośredniczących w transakcjach – twierdzi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA