fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Wojna w Donbasie trwa, jak trwała

Ukraińscy żołnierze na linii frontu, która powstała po podpisanych w lutym 2015 roku „porozumieniach mińskich” Zdjęcie wykonano 18 stycznia tego roku we wsi Żołobok koło Ługańska
AFP
Niespełna cztery dni po rozmowie telefonicznej Zełenskiego z Putinem na wschodzie Ukrainy doszło do największego od dwóch lat ataku sił rosyjskich.

Jeden ukraiński żołnierz zginął, trzech zostało rannych, a dwóch – kontuzjowanych. Taki bilans wtorkowych walk w Donbasie przedstawił dowódca ukraińskiego sztabu generalnego Rusłan Chomczak tuż po nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy. – Wojna wciąż trwa – oznajmił.

We wtorek o godzinie 5 nad ranem ukraińskie pozycje na wschodzie Ukrainy zostały zaatakowane i były to najgroźniejsze walki, jakie miały miejsce w ostatnich dwóch latach. Z oficjalnego komunikatu ukraińskiej armii wynika, że „rosyjscy okupanci" użyli artylerii i czołgów. Do ofensywy ze strony wspieranych przez Rosjan sił doszło w piątą rocznicę krwawej bitwy pod Debalcewem. Wtedy, w lutym 2015 roku, ukraińskie siły zostały okrążone i według oficjalnych źródeł zginęło 136 żołnierzy, a ponad 300 zostało rannych.

Tajemniczy plan Kijowa

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski postanowił nie wskazywać tym razem wroga i brzmiał o wiele łagodniej niż wojskowi. – Jesteśmy przekonani, że prowokacja nie zmieni naszego kursu, ponieważ tylko z silną armią można siadać za stół rozmów. Zbliżamy się do zakończenia wojny i pokoju – mówił prezydent Ukrainy we wtorek.

Wszystko wskazuje na to, że nie spodziewał się eskalacji sytuacji w Donbasie, w piątek rozmawiał z Władimirem Putinem przez telefon. Ukraińskie media zaczęły już nawet spekulować o kolejnym kwietniowym spotkaniu „czwórki normandzkiej".

Szef ukraińskiej dyplomacji Wadym Prystajko zdradził w poniedziałek, że podczas spotkania 9 grudnia w Paryżu Zełenski zaproponował powołanie specjalnej grupy roboczej do spraw„przywrócenia ukraińskiej kontroli na granicy z Rosją w Donbasie". Według ukraińskiego ministra podczas następnego spotkania prezydent Ukrainy powtórzy swoją propozycję. Nic jednak nie wskazuje na to, by takie spotkanie miało się odbyć.

– Chciałbym wierzyć, że prezydent Ukrainy wie, co robi, i ma jakiś plan. Zełenski demonstruje nieco naiwny optymizm odnośnie do wydarzeń w Donbasie. We wtorek ani razu nie wypowiedział słowa „Rosja" i unikał oskarżeń pod adresem Moskwy – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Melnyk, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego z kijowskiego Centrum Razumkowa.

Na warunkach Moskwy

Komentując wtorkowe wydarzenia w Donbasie, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że Rosja „nie wie, co sprowokowało walki". Kilka dni temu Moskwa po raz kolejny zlekceważyła pomysł Kijowa odnośnie wprowadzenia misji pokojowej ONZ do Donbasu.

Rosyjski MSZ zasugerował, że nie będzie kolejnego spotkania „czwórki normandzkiej", dopóki „nie będą wykonane porozumienia zawarte podczas poprzedniego spotkania". Wiceszef rosyjskiej dyplomacji Aleksandr Gruszko mówił m.in. o „wdrożeniu na Ukrainie formuły Steinmeiera", która zakłada przeprowadzenie wyborów samorządowych na terenach kontrolowanych przez prorosyjskich separatystów. Do dzisiaj ukraiński parlament nie ratyfikował tej formuły, podpisał ją były prezydent Leonid Kuczma, reprezentujący Kijów w zasiadającej w Mińsku grupie kontaktowej ds. uregulowania sytuacji w Donbasie. Był to warunek konieczny, by Władimir Putin zgodził się na spotkanie, do którego doszło w Paryżu 9 grudnia.

– Rosja nie śpieszy się, by zakończyć ten konflikt. Warto się spodziewać różnego rodzaju akcji Kremla, które będą miały na celu skłonienie Kijowa do ustępstw – mówi „Rzeczpospolitej" Gleb Pawłowski, były doradca Kremla. – Moskwa nie ma wyraźnie określonego celu, który chciałaby osiągnąć poprzez wojnę w Donbasie. Gdyby Rosja otrzymała prawo weta, które nakładałaby na wewnętrzną i zagraniczną politykę Ukrainy, Kreml pewnie szybko rozwiązałby kwestię Donbasu. Ukraina wyglądałaby wtedy jak niegdyś Polska rozebrana przez Katarzynę II – dodaje.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Jan Piekło, były ambasador RP w Kijowie

Podczas ostatniej 56. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium pojawiła się koncepcja rozwiązania konfliktu w Donbasie autorstwa 46 ekspertów, dyplomatów i polityków (poruszono w niej kwestię zniesienia zachodnich sankcji wobec Rosji oraz zachęcano Ukrainę do dialogu z mniejszościami narodowymi: węgierską, polską i rosyjską). Koncepcja ta została szybko skrytykowana m.in. przez amerykańskich ekspertów, w tym przez Atlantic Council. Zarzucono temu projektowi współgranie z życzeniami Kremla. Głównie chodzi o to, że rozpoczyna się dialog z Rosją, która nie zamierza zmieniać swojej polityki wobec Ukrainy. Kraju, który dokonał zbrojnej agresji na swojego sąsiada i złamał zasady pokoju w powojennej Europie, nie można traktować jako strony, która również została skrzywdzona, i prowadzić z nim dialog o warunkach pokoju w Donbasie. Warunkiem powinno być zaprzestanie agresywnych kroków Rosji na wschodzie Ukrainy i deokupacja Krymu. To powstała w Monachium koncepcja przemilczała, a w konsekwencji zniknęła ze strony internetowej. Wygląda na to, że to wprowadziło władze w Moskwie w stan lekkiego zdenerwowania. Co ciekawe, do ataku w Donbasie doszło w szóstą rocznice krwawej pacyfikacji protestów na kijowskim Majdanie. Do symbolicznych rocznic Rosja przykłada szczególne znaczenie.

–not. Rusłan Szoszyn

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA