fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt izraelsko-palestyński

Wielki Izrael według Netanjahu

Jerozolima. Beniamin Netanjahu i jego nacjonalistyczna partia Likud zabiegają o elektorat rosyjskojęzyczny
AFP
Walczący o polityczne przetrwanie premier ogłasza plan aneksji. Liczy na korzyści wyborcze i wsparcie Donalda Trumpa.

Kilka dni przed wtorkowymi wyborami do Knesetu premier Beniamin Netanjahu obiecał publicznie, że w wypadku gdy je wygra, dokona aneksji obszarów Doliny Jordanu. Żyzna dolina to jedna trzecia Zachodniego Brzegu, ziem okupowanych od wojny w 1967 roku.

– Jest jedno miejsce, gdzie możemy wprowadzić suwerenność Izraela po wyborach, jeżeli otrzymam od was, obywateli, jasny mandat, aby to uczynić. Dajcie mi pełnomocnictwa potrzebne do zagwarantowania bezpieczeństwa Izraela i ustalenia granic państwa – mówił Netanjahu na wiecu wyborczym, zapewniając, że taka okazja może się nie powtórzyć przez następne 50 lat.

Wyjaśnił, że chodzi o obszar rozciągający się po zachodniej stronie Jordanu od Bet Sze'an na północy Izraela po brzegi Morza Martwego, z wyjątkiem Jerycha, które ma pozostać nadal obszarem Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu. W Dolinie Jordanu mieszka 60 tys. Palestyńczyków i ok. 5 tys. żydowskich osadników.

Rząd to może zrobić

– Premier Netanjahu podkreślał, że nie chodzi o aneksję, gdyż to oznaczałoby przejęcie obszarów należących do innego państwa. Tymczasem Dolina Jordanu jak i cały Zachodni Brzeg to część obszaru byłego mandatu brytyjskiego Palestyny, który anektowała Jordania po wojnie w 1948 roku – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Maurice Hirsch, były wojskowy prokurator generalny Judei i Samarii, czyli Zachodniego Brzegu.

Jego zdaniem w takiej sytuacji izraelski rząd jest w stanie podjąć w każdej chwili prawomocną decyzję, niewymagającą nawet aprobaty Knesetu, w sprawie wprowadzenia na tych obszarach izraelskiej suwerenności, co oznacza de facto aneksję. Tak właśnie zamierza postąpić Netanjahu, wbrew opinii zdecydowanej większości państw świata.

O aneksji mówił już w ostatnich miesiącach, unikając konkretów. Tym razem je przedstawił, mając nadzieję, iż taka deklaracja przyniesie dodatkowe głosy wyborcze blokowi prawicowych partii, które mogą utworzyć rząd pod egidą Likudu, partii Netanjahu.

Nie udało się to w kwietniu tego roku, gdyż blok prawicowy nie był w stanie zgromadzić więcej niż 60 (ze 120) mandatów w Knesecie. Za mało, aby Netanjahu mógł stanąć po raz piąty na czele rządu. Stąd przedterminowe wybory 17 września i nadzieja premiera rządzącego już dłużej Izraelem niż Dawid Ben Gurion, że tym razem się uda.

Jak wynika z sondaży, większość Izraelczyków nie ma nic przeciwko aneksji ze względów bezpieczeństwa pewnych obszarów Zachodniego Brzegu. Na to stawia Netanjahu, obiecując, że nie ograniczy swych planów do Doliny Jordanu, ale w przyszłości integralną częścią Izraela staną się także tereny ponad 130 oficjalnych osiedli żydowskich na ziemiach okupowanych zamieszkanych przez 400 tys. osadników, nie licząc wschodniej Jerozolimy.

– Dzięki osobistym relacjom z prezydentem Trumpem będę w stanie anektować wszystkie osiedla w sercu naszej ojczyzny – zapewniał Netanjahu. Ojczyzna w tym rozumieniu to obszar od Morza Śródziemnego do Doliny Jordanu.

Na celowniku Hamasu

W reakcji Biały Dom ograniczył się do przypomnienia, że przygotowywany przez Jareda Kushnera, zięcia Donalda Trumpa, bliskowschodni plan pokojowy zostanie ogłoszony po wyborach i w ogóle stanowisko USA nie ulega zmianie.

– Netanjahu ma złą passę. Dymisja Johna Boltona to jeden element. Drugi to deklaracja Donalda Trumpa o gotowości spotkania z prezydentem Iranu przedstawiona po ujawnieniu przez Netanjahu informacji o tajnym ośrodku nuklearnym w Iranie. Trzeci to nieudany wiec wyborczy premiera we wtorek wieczorem w Aszdod – wylicza „Rzeczpospolitej" Awi Scharf, szef „Haarec-Online".

Wbrew zasadom bezpieczeństwa, których powinni przestrzegać organizatorzy imprez w sąsiedztwie Strefy Gazy, Netanjahu przekazywał przebieg wiecu w Aszdod na Facebooku, zdradzając tym samym lokalizację. Po chwili zmierzały w tym kierunku dwie rakiety Hamasu z Gazy. Zostały zniszczone przez izraelskie antyrakiety, ale Netanjahu zmuszony został do ewakuacji, co Hamas ogłosił jako swe zwycięstwo.

Ukryć korupcję

– Netanjahu czyni ogromne wysiłki, aby zasadniczym tematem kampanii wyborczej stały się sprawy bezpieczeństwa państwa, a nie jego kłopoty z wymiarem sprawiedliwości – analizuje Scharf. Rzecz w tym, że premierowi grozi postawienie w stan oskarżenia przez prokuratora generalnego już w przyszłym miesiącu w związku z postępowaniami w trzech sprawach korupcyjnych. Mógłby starać się o zablokowanie oskarżenia ustawą przewidującą, iż urzędujący premier nie może zostać postawiony w stan oskarżenia. Takie rozwiązanie wymaga nie tylko wygrania wyborów przez Likud, ale i utworzenia rządu koalicyjnego.

Perspektywy nie są najlepsze, gdyż opozycyjne ugrupowanie Niebiesko-Biali Benny'ego Gantza ma obecnie lepsze notowania niż Likud. Zdaniem Gantza Netanjahu naraża na szwank strategiczne partnerstwo z USA w imię spodziewanych doraźnych korzyści politycznych. W obietnice premiera dotyczące Doliny Jordanu wydają się wątpić politycy z prawej strony sceny politycznej, wzywając, aby dokonał aneksji jeszcze przed wyborami.

Władze Autonomii Palestyńskiej podkreślają, że plan Netanjahu niweczy perspektywy rozwiązania konfliktu w oparciu o tzw. two state solution, czyli utworzenia państwa palestyńskiego obok żydowskiego. Do tego wydaje się zmierzać także plan Kushnera.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA