fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komercyjne

Jak nowy biurowiec, to w dzielnicy biznesowej

Flickr
Trudniej będzie inwestorom budować na terenach pozbawionych miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Ministerstwo Infrastruktury chce zaostrzyć zasady uzyskiwania warunków zabudowy.

O kodeksie budowlanym mówi się od lat. Miał być lekarstwem na wszelkie bolączki inwestorskie. Bez tego tematu nie mogła się obejść żadna konferencja branży budowlanej. Stawało się to nudne.

Gdy w końcu pojawił się ów mityczny projekt kodeksu, okazało się, że nie jest żadnym cudownym środkiem.

Spadł na niego grad uwag, że „biurokracja", „paraliż inwestycyjny" etc.

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa wpadło więc na sprytny pomysł. Wyjęło z kodeksu część przepisów i postanowiło wdrożyć je w życie jako projekt pilotażowy. W ten sposób chce stopniowo przyzwyczajać inwestorów do zmian.

Chodzi o projekt nowelizacji niektórych ustaw w związku z uproszczeniem procesu inwestycyjno-budowlanego. Właśnie zakończyły się konsultacje społeczne tego projektu.

Jego nowa wersja różni się od starej.

Największe zmiany dotyczą warunków zabudowy i zagospodarowania terenu. Już na pierwszy rzut oka widać, że znacznie trudniej będzie budować na terenach pozbawionych miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.

W ten sposób ministerstwo chce chociaż częściowo ujarzmić bałagan, jaki obecnie panuje. Jesteśmy krajem chaosu przestrzennego. Domy jednorodzinne stoją tuż obok bloków, magazynów i biurowców.

W tym celu pierwotnie projekt wprowadzał zmiany do zasady tzw. dobrego sąsiedztwa, wykorzystywaną przy wydawaniu warunków zabudowy. W wypadku tej zasady chodzi o to, by inwestycja nawiązywała do istniejącej zabudowy, a więc by np. w dzielnicy typowo willowej nie stawiano sklepów wielkopowierzchniowych lub magazynów albo nie budowano w szczerym polu. Ministerstwo zaproponowało, by wójt (burmistrz, prezydent miasta), ustalając, czy inwestycja nie narusza zasady dobrego sąsiedztwa, brał pod uwagę jedynie działki bezpośrednio graniczące z nieruchomością, dla której budujący stara się o warunki zabudowy. Obecnie można nawiązywać do zabudowy znajdującej się w dużej odległości od działki, na której planowana jest inwestycja. Jeśli więc urzędnik się „postara", to zawsze znajdzie zabudowę, do które może nawiązać nowa inwestycja.

Pod adresem tej propozycji również zaczęły płynąć do ministerstwa liczne uwagi.

Resort budownictwa postanowił się więc wycofać z tego pomysłu. Nie oznacza to jednak, że będzie po staremu.

Będą rygory i to wcale nie mniejsze. W projekcie pojawiła się bowiem nowa instytucja: obszar zabudowy. Będzie wyznaczać go rada gmin (miast) w formie uchwały. Taka uchwała ma zawierać wytyczne do wydawania warunków zabudowy na danym terenie. Wójt (burmistrz, prezydent miasta na prawach powiatu) będzie musiał się nimi kierować, wydając warunki zabudowy.

W dalszym ciągu ministerstwo chce, by warunki zabudowy były terminowe. Obecnie wydaje się je bezterminowo. Często po kilku latach od ich wydania się dezaktualizują, ponieważ w sąsiedztwie powstaje nowa zabudowa.

Tymczasem inwestor dalej na ich podstawie może budować. W nowej wersji projektu ministerstwo wydłużyło jednak ważność warunków zabudowy z dwóch do trzech lat. Dlaczego akurat trzy lata? Na tyle bowiem dziś wydaje się pozwolenie na budowę. W ten sposób ministerstwo chciało ujednolicić terminy. Inwestorom propozycja nowego terminu nie podoba się. Uważają, że trzy lata to za mało. Zapowiadają, że będą walczyć o jego wydłużenie.

Resort postanowił też ograniczyć krąg podmiotów, które mogą starać się o warunki. Proponuje, by mogli się o nie ubiegać tylko właściciele i użytkownicy nieruchomości. Dziś może każdy. Urzędnik nie wyda też warunków zabudowy, jeżeli działka nie będzie uzbrojona i nie będzie miała dostępu do drogi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA