fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komercyjne

Urlop w hotelu z kontenera już wkrótce

materiały prasowe
Stare hotelarstwo już nie wróci – mówił w programie #RZECZoNIERUCHOMOSCIACH Władysław Grochowski, prezes i założyciel Grupy Arche.

13 marca minie rok od wprowadzenia w hotelarstwie pierwszych obostrzeń związanych z pandemią. 2020 r. był trudny dla branży turystycznej. Liczył pan, ile Arche straciło na pandemii?

Rzeczywiście, okres pandemii był trudny, ale równocześnie ciekawy dla hotelarstwa. Według moich obliczeń straciliśmy ok. dwóch trzecich przychodów. Zamiast 150 mln zł otrzymaliśmy ok. 50 mln zł. Jednocześnie – jak wspomniałem – był to okres, w którym pojawiło się wiele pomysłów na nowe hotelarstwo.

Pandemia spowodowała masowe zwolnienia w sektorze turystycznym. Jak wyglądało to w przypadku Grupy Arche?

Nas oczywiście również to nie ominęło. Na początku pandemii deklarowałem, że nie będziemy zwalniać. Przez spory okres czasu płaciliśmy pracownikom wynagrodzenia, uiszczaliśmy podatki, ZUS, ale niestety firma nie otrzymała żadnej pomocy. W tym z tarczy finansowej, a konkretnie pożyczki z Polskiego Funduszu Rozwoju. To spowodowało, że musieliśmy w pewnym okresie zacząć zwalniać. Z około 1000 osób zwolniliśmy 400 bardzo dobrych pracowników. To przykre, ale tak się rzeczywiście zdarzyło.

Dlaczego Arche nie mogło liczyć na pomoc państwa?

Dlatego, że z pomocy zostali wyłączeni deweloperzy, a my jesteśmy deweloperem. Wnioskowałem w tej sprawie do premiera Morawieckiego, później sprawa skierowana została do PFR. Nie chodziło nam o bezzwrotne wsparcie, ale jedynie pożyczkę. Nie otrzymaliśmy jej. Również banki odmówiły nam kredytu z uwagi na to, że w naszym zasobie znajdują się hotele, a więc branża źle odbierana przez banki. Ratowały nas obligacje i nasi wierni inwestorzy z systemu condo, którzy kupowali kolejne lokale.

Właśnie, wiele z państwa hoteli opiera się na systemie condo, który zakłada wypłatę gwarantowanego czynszu właścicielom pokoi hotelowych. Czy te 5 proc., na które podpisywane są umowy, zostało wypłacone? Czy jednak są państwo po renegocjacjach z inwestorami, jak inni przedstawiciele branży?

U nas nie było żadnych renegocjacji. Wypłaciliśmy to, co jest w umowach, a czasem nawet trochę więcej. To, że ponieśliśmy straty, jest naszym problemem. Świadomie również wciąż podpisujemy umowy, w których gwarantujemy stopę zwrotu. Mamy trochę zgromadzonego kapitału, bo nie wydzielamy spółek celowych pod każdą z inwestycji. Liczymy, ile zobowiązań mamy przez dziesięć lat, i założenie jest takie, żeby nie przekroczyć 50 proc. kapitału. Jeśli zaczęłoby brakować nam majątku, z pewnością podjęlibyśmy jakieś kroki. Do tego jednak jeszcze daleko. Naszą działalność trochę traktujemy na luzie, nie jest ważne tylko zarabianie pieniędzy, ale dobre relacje z inwestorami. To teraz procentuje. Nasi wierni klienci kupują coraz to nowe pokoje i nowi klienci też do nas przychodzą.

Pokój hotelowy to pewna inwestycja w czasach covidu?

Oczywiście – dla klienta jest pewna. Zawsze mówię, że my jako firma możemy stracić. Mamy kapitał własny w wysokości 500 mln zł. Może to nie jest dużo jak na polską firmę. My jednak możemy stracić, a nasi klienci nie. Oni mają trochę mniej, więc w razie czego podzielimy się naszym majątkiem. Mam jednak nadzieję, że wkrótce z pandemią się uporamy. Osób zaszczepionych jest coraz więcej, dużo ludzi również już przechorowało.

Wspomniał pan, że pandemia była czasem refleksji nad nowym kształtem rynku hotelowego. Jakie są owoce tychże przemyśleń i kiedy je poznamy?

Pandemia rzeczywiście była czasem przemyśleń i oderwaniem się od pracy. Na co się finalnie ucieszyłem.

Uważam, że to zdarzenie będzie miało duży wpływ na naszą branżę i stare hotelarstwo już nie wróci. Nasze hotele już wcześniej traktowaliśmy jako centra społeczności oparte na świadczeniu wielu usług. Co teraz szczególnie się sprawdziło. Mawiam, że sprzedajemy usługę dobrego samopoczucia, a nie usługę noclegową. To wytycza nam kierunek działań. W tym momencie zatrudniam m.in. psychologów do naszych obiektów. Usługa dobrego samopoczucia, to – w czasach, gdy coraz więcej osób cierpi na depresję – towar deficytowy.

Jeśli chodzi o nowe pomysły, to wymyśliłem – skrojony na dzisiejsze czasy – hotel rozproszony. Myślę, że od początku maja powinniśmy ruszyć z tą inicjatywą. Uruchamiamy dużą produkcję jednostek mieszkalnych budowanych na bazie kontenerów morskich. Będą stawiane po kilka, kilkanaście w bardzo ciekawych miejscach, blisko natury.

O jakich lokalizacjach mowa?

Jesteśmy w trakcie podpisywania umów zarówno nad morzem, na Podlasiu, w Górach Świętokrzyskich, jak i w okolicach Kartuz.

Chcemy, aby nasze hotele znajdowały się w miejscach nieoczywistych, z dala od wiosek. Mam takie marzenie, i pracujemy nad tym, aby w przyszłości były one samowystarczalne i nie musiały być podłączane do mediów.

Postawienie takiego kontenera mieszkalnego będzie wiązało się z koniecznością posiadania pozwolenia na budowę?

Nie. W ostateczności wymagane będzie zgłoszenie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA