fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komercyjne

Rynek gorący, ale nie przegrzany

Browary Warszawskie to jedna z inwestycji łączących wiele funkcji w jednym miejscu
materiały prasowe
Pieniędzy do zainwestowania jest dużo, a możliwych do szybkiej zabudowy działek mało. Łatwo nie jest, ale nie zanosi się na to, by deweloperzy wykładali za parcele bajońskie sumy, tak jak to miało miejsce przed dekadą.

Koszty zakupu ziemi i budowy – to dwa główne czynniki determinujące cenę, jaką zapłacą nabywcy mieszkań czy nieruchomości komercyjnych. Jak wskazują eksperci firmy JLL, w tym roku należy się spodziewać dalszego wzrostu cen parceli, szczególnie tych przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową.

– Nie przewidujemy jednak, że powtórzy się sytuacja sprzed dekady, kiedy to inwestorzy – zwłaszcza z Hiszpanii czy Irlandii – mocno przebijali stawki za ziemię, a potem przyszedł kryzys i załamanie popytu na mieszkania – komentuje Daniel Puchalski, dyrektor działu gruntów inwestycyjnych w JLL. – Rynek odrobił lekcję. Co prawda do przetargów o działki staje więcej inwestorów, pojawiają się nowi gracze, ale nie można powiedzieć, że biją się oni o ziemię.

Środki zaradcze

Kilka lat boomu przełożyło się na spadek zasobów ziemi u inwestorów i deweloperów, a także niższy zasób dostępnych do zakupu parceli możliwych do szybkiej zabudowy.

Popyt na mieszkania i nieruchomości komercyjne jest wciąż wysoki, co powoduje, że konkurencja o ziemię się zaostrza, a stawki rosną. Zwłaszcza że rynek został praktycznie odcięty od zasobów gruntów należących do państwa. Deweloperom mieszkaniowym na niewiele zdała się, przynajmniej jak dotychczas, wprowadzona w ubiegłym roku specustawa mająca teoretycznie przyspieszyć inwestycje.

Cenowego szaleństwa na rynku gruntów nie widać. Deweloperzy muszą się za to wykazywać większą elastycznością i pomysłowością.

– Popularność zyskują inwestycje wielofunkcyjne, realizowane przez pojedyncze firmy lub w sojuszach – wskazuje Puchalski. – Deweloperzy mieszkaniowi szukają możliwości dywersyfikacji, wchodzą do nowych miast, zdarza się, że poza Polskę. Wchodzą też w nowe sektory, na przykład logistyczny, albo stawiają obiekty typu condo czy lokale inwestycyjne na gruntach, na których niemożliwa jest standardowa zabudowa mieszkaniowa. Coraz częściej zdarzają się sojusze między deweloperami biurowymi a hotelowymi, do czego ci pierwsi nie byli jeszcze do niedawna skłonni – chyba że hotel miał być najemcą powierzchni – wylicza.

Eksperci JLL wskazują, że chociaż na rynku mieszkaniowym mamy do czynienia z korektą sprzedaży, to powinniśmy spodziewać się rozwoju rynku najmu instytucjonalnego czy budownictwa senioralnego. W segmencie biurowym sposobem na radzenie sobie z niską podażą ziemi jest, obok wchodzenia w inwestycje wielofunkcyjne, modernizacja lub wyburzanie starszych budynków.

W obszarze nieruchomości handlowych eksperci JLL obserwują zainteresowanie gruntami pod parki handlowe czy wolnostojące sklepy o powierzchni 3–10 tys. mkw. Jeśli chodzi o duże galerie, rynek jest już mocno nasycony.

Nie słabnie zainteresowanie hotelami. Inwestorzy operują tradycyjnie w dużych aglomeracjach, ale interesują się także kurortami – tu częściej w formule condo – w pasie nadmorskim i górskim.

Według szacunków JLL w zeszłym roku średnie ceny gruntów mieszkaniowych w centrum Warszawy wyniosły 3–5 tys. zł w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni lokalu wobec 2,2–4 tys. trzy lata wcześniej. W miastach powyżej 400 tys. mieszkańców stawki sięgnęły 0,65–2,5 tys. zł wobec 0,55–1,6 tys. trzy lata wcześniej.

Ceny za ziemię pod biura w ścisłym centrum stolicy urosły w ciągu trzech lat z 2,2–3,5 tys. do 3,5–4,5 tys. zł za mkw. powierzchni najmu, a w miastach regionalnych z 0,4–1,1 tys. do 0,65–1,4 tys. zł.

Bardzo stabilnie sytuacja wygląda w segmencie nieruchomości handlowych: stawki były stabilne i sięgały 1,5–2 tys. zł na mkw. powierzchni najmu parków i wolnostojących budynków handlowych w Warszawie i 0,4–1,2 tys. zł w innych aglomeracjach.

Bariera rozwoju

– Wysokie ceny gruntów inwestycyjnych w niektórych aglomeracjach to jedna ze słabości polskiego rynku – wskazuje Bartosz Kuźniar, prezes Lokum Deweloper, budującego mieszkania we Wrocławiu i Krakowie. – Dotyczy to szczególnie Warszawy, gdzie koszty ziemi nie gwarantują osiągnięcia rentowności, która byłaby zadowalająca. Kurczy się także zasób dostępnych parceli w dobrych lokalizacjach i z odpowiednio rozwiniętą infrastrukturą.

– Firmy mają zazwyczaj zapewnione działki na realizowanie inwestycji na kilka sezonów, jednak trudniejszy dostęp do gruntów może stać się utrudnieniem w rozwoju rynku – dodaje Bartosz Kuźniar.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA