fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jerzy Haszczyński: A gdyby tak nas nie zdradził

Pomnik Charles'a de Gaulle'a w Warszawie
Pomnik Charles'a de Gaulle'a w Warszawie
Fotorzepa/ Krzysztof Skłodowski
De Gaulle załatwił tracącej znaczenie Francji status potęgi na pokolenia. Bo spiskował ze Stalinem. Parę pokoleń w Polsce i okolicach zapłaciło za to wysoką cenę.

Francuzi mogą nadal kochać swojego generała, prezydenta, założyciela V Republiki. Zamiast przegrać wojnę, której skutki do dziś kształtują politykę międzynarodową, dzięki niemu dołączyli do wąskiego grona zwycięzców. Mają prawo weta tam, gdzie to ma znaczenie: w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Mają nadreprezentację w wielu światowych instytucjach. A co nie mniej ważne, kilka generacji żyło sobie spokojnie, z rosnącymi zarobkami, podróżując i podziwiając świat. Kilka generacji w innych krajach żyło w upodleniu, bez możliwości rozwoju, realizacji i bez szansy opuszczenia komunistycznych twierdz.

Oczywiście to nie de Gaulle nas gnębił i ograniczał. Ale miał wpływ na to, że Polska trafiła pod skrzydła Sowietów. On znał Sowietów, był w Polsce w czasie wojny 1920 r. Wielu wzruszało się, jak przemawiał po polsku, tak dobrze dał się zapamiętać, że jako jedyny zachodni przywódca został patronem ważnego placu (ronda) w samym centrum Warszawy.

Miał wpływ większy, niż się dotychczas wydawało. Chętnie godził się na sprzedanie nas Stalinowi, a zaczął się z nim dogadywać jeszcze w czasie, gdy Sowieci byli sojusznikami Trzeciej Rzeszy. Ujawnił to francuski historyk Henri-Christian Giraud w monumentalnej pracy. Jędrzej Bielecki przytacza w dzisiejszej „Rzeczpospolitej" najciekawsze tezy Girauda, w najbliższym „Plusie Minusie" ukaże się rozmowa obu panów.

Przeszliśmy w ostatnich dekadach parę debat: co by było, gdyby nie wybuchło powstanie warszawskie albo gdyby alianci pomogli? Byłoby inaczej, ale jak dokładnie? Zapewne mniej cierpienia, mniej tragedii. Światowi gracze o tym jednak nie myślą. I to się opłaca im i ich narodom. Za decyzje podejmowane dziś nad głowami słabszych też nikt nie odpowie. Nie cofnie krzywdy.

W pamięci mam słowa Afroamerykanina, z którym rozmawiałem kiedyś w Alabamie: dużo się mówi o sprawiedliwości, ale największe firmy w moim stanie to wciąż te same, które zbudowały potęgę dzięki niewolnictwu i prześladowaniom czarnych... Czasu nie cofniemy, nie przeszkodzimy de Gaulle'owi. Ale możemy postawić pytanie, czy zło sprzed lat ma dalej przynosić profity. Polityczne, gospodarcze, kulturowe, moralne nawet.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA