fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bielecki: Tragiczny bilans Theresy May

AFP
Theresa May za dwa tygodnie przestanie kierować rządem. Tak zapowiedziała w oświadczeniu złożonym w piątek przedpołudniem. Jak zostanie oceniony bilans jej rządów?

May nie przejdzie do historii jako najgorszy premier Wielkiej Brytanii współczesnych nam czasów. Ten tytuł należy się Davidowi Cameronowi. Ale w tym rankingu obecna szefowa rządów plasuje się zaraz za nim.

Czytaj także: Theresa May zrezygnuje 7 czerwca

Zarówno Cameron jako i May na pierwszym miejscu postawili dobro Partii Konserwatywnej, a nie kraju. Pierwszy z nich ogłosił, że jeśli wygra wybory parlamentarne 2015 r. rozpisze referendum w sprawie członkostwa królestwa w Unii Europejskiej. Ryzykując przyszłość państwa, chciał w ten sposób zmarginalizować Partię Niepodległościową Zjednoczone Królestwa Nigela Farage, ale także eurosceptyczną frakcję torysów. 

Ceną okazał się największy kryzys polityczny w Wielkiej Brytanii od II Wojny Światowej. Do dziś w Londynie nikt nie wie, po co tak naprawdę kraj ma wyjść z UE. Nikt też nie jest w stanie zapewnić, że w wyniku brexitu istniejąca od trzech wieków unia Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii nie rozpadnie się.

Ale May, która przed referendum 2016 r. jako wieloletnia szefowa MSW w brexit nie wierzyła, także poszła za logiką Camerona. Przez ostatnie trzy lata priorytetem było dla niej zachowanie jedności Partii Konserwatywnej a nie opracowanie umowy rozwodowej, która miałaby jakiś sens. Z różnych modeli przyszłych stosunków, od bliskiej współpracy z Brukselą na wzór Norwegii po znacznie luźniejsze relacji na wzór Kanady, nie wybrała żadnego. 

Aby zadowolić frakcję eurosceptyczną i tą przychylną integracji May wymyśliła za to dziwoląg, który miał połączyć wodę i ogień: zachowanie swobody przekraczania granicy Irlandii Północnej i Republiki Irlandii przy jednoczesnym wyprowadzeniu całego królestwa z jednolitego rynku. Tak powstał słynny backstop, który zablokował przyjęcie umowy rozwodowej przez Izbę Gmin bo nie zadowalał nikogo. 

Podobnie, jak Cameron nie potrafił rozeznać nastrojów w brytyjskim społeczeństwie, tak May nie zdołała ocenić, czego chce brytyjski parlament. 

Trzyletni paraliż negocjacji z Unią doprowadził w końcu do bezprecedensowej polaryzacji brytyjskiej sceny politycznej. Nie mogąc zadowolić wszystkich, May zirytowała każdego. 

Jej następcą zapewne będzie Boris Johnston, najbardziej demagogiczny z brytyjskich polityków, który okazał się fatalnym ministrem spraw zagranicznych. Jednocześnie niedzielne wybory niemal na pewno wygra Nigel Farage i jego nowa Partia Brexitu, co jeszcze bardziej zmobilizuje do działania radykalne skrzydło Partii Konserwatywnej. Rozpad istniejącego od blisko dwóch wieków ugrupowania wydaje się bardziej prawdopodobny, niż kiedykolwiek.

Ale zwycięstwo lewicowej opozycji też nie wróży niczego dobrego. Pod kierunkiem Jeremy’ego Corbyn, Labour chce wykorzystać brexit aby bez ograniczeń narzuconych przez Unię przeprowadzić radykalne reformy polityczne, w tym zakrojony na wielką skalę program nacjonalizacji.

May pozostawia więc kraj w jeszcze większym kryzysie, niż go zastała. Gdy przejmowała władze w lipcu 2016 roku, nikomu nie wydawało się to możliwe. 

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA