Komentarze

Artur Bartkiewicz: Czego nie widać na zdjęciu z Dudą

AFP
Andrzej Duda z dwoma kciukami w górze na zdjęciu ze szczytu NATO został bohaterem polskich mediów. Ale choć dywagacje na temat tego jak powinien wyglądać na takim zdjęciu polski prezydent są niewątpliwe wdzięcznym tematem do rozmów, ważniejsze jest jednak to, czego na zdjęciu nie widać - pisał Artur Bartkiewicz 29 maja 2017. Przypominamy ten tekst nie bez powodu - Rzeczpospolita była bowiem najczęściej cytowanym medium w Polsce w 2017 roku.

Duda w Brukseli miał okazję do spotkania w cztery oczy z Donaldem Trumpem. I na plus należy zaliczyć to, że był to kontakt znacznie bardziej przyjazny niż ten, którego doświadczył premier Czarnogóry. Duda wymienił z Trumpem uprzejmości, zaprosił go do Polski, a Trump zaproszenie przyjął choć konkretów wciąż brak. Na tym skończyła się jednak polsko-amerykańska dyplomacja na najwyższym szczeblu.

I teraz wszystko zależy od perspektywy. Z perspektywy premiera Czarnogóry osiągnęliśmy sukces – bo obyło się bez ręcznego przestawiania polskiego przywódcy na miejsce wyznaczone mu przez Trumpa. Ale z perspektywy Angeli Merkel czy Emmanuela Macrona wygląda to inaczej. Merkel zdążyła  już odwiedzić Trumpa w Waszyngtonie, Macron zjadł z Trumpem lunch w rezydencji amerykańskiego ambasadora w Brukseli. Jakby nie patrzeć – spośród wierzchołków Trójkąta Weimarskiego wypadamy w tej konkurencji najbardziej blado.

To powinno dać do myślenia architektom naszej polityki zagranicznej. Kiedy rząd przegrywał walkę o zablokowanie reelekcji Donalda Tuska w UE pojawiły się głosy, że to piękna porażka, bo Polska stawia się w ten sposób w forpoczcie przeciwników skostniałej UE i gra na nowe rozdanie w Europie, w którym do głosu dojdą eurosceptycy – a wtedy my będziemy mogli powiedzieć: byliśmy pierwsi.

Ta przepowiednia jednak się na razie nie sprawdziła. Ale nawet gdyby się sprawdziła to Trump pokazuje nam jak będą wyglądały relacje w Europie Narodów. Dla prezydenta USA Europa to Berlin, Paryż i Londyn. Ba, na świecie ważniejsze niż Polska są dla Trumpa obecnie nie tylko takie kraje jak Rosja czy Chiny (co zrozumiałe), ale nawet Filipiny czy Arabia Saudyjska. Niezależnie od tego jak bardzo wstajemy z kolan i stajemy na palcach – strategicznym sojusznikiem USA się nie stajemy. Na razie bowiem naszym największym sukcesem w kontaktach z administracją Trumpa jest spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z Tedem Mallochem, od którego Biały Dom właśnie się odciął.

Dodajmy więc do siebie dwa do dwóch – eurosceptycy nie wzięli Unii szturmem, a prezydent USA Donald Trump nie spieszy się do tego, by odwiedzić Warszawę – ba nie widzi nawet potrzeby, by przy okazji przebywania w jednym miejscu z prezydentem Dudą uciąć sobie z nim dłuższą pogawędkę. A skoro tak, to być może należałoby rzadziej pouczać państwa UE, a częściej próbować zająć we Wspólnocie miejsce, w którym będziemy mogli decydować o jej działaniach? Bo fakty są takie, że tylko w takim układzie nasza rola nie ogranicza się do bycia rubieżą Zachodu. 

I może tak należy interpretować zdjęcie z Andrzejem Dudą w roli głównej? Wszak uniesione kciuki trzyma on nad głowami Macrona i Merkel. Może to jakiś przekaz podprogowy dla naszej dyplomacji?

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL