fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Klęski żywiołowe

Wenecja - adriatycka Atlantyda

Wenecja jest położona na 118 małych wyspach. Czy znikną one pod wodą do końca tego wieku?
AFP
W Wenecji obowiązuje stan wyjątkowy. 12 listopada poziom wody w Lagunie Weneckiej przekroczył normę o 187 cm - najwięcej od 50 lat.

Najbardziej ponure scenariusze dotyczące losu jednego z najpiękniejszych miast świata zaczynają się spełniać.

– Rozpoczęła się apokalipsa; to początek końca; nie widzieliśmy czegoś takiego od 55 lat ; woda zniszczyła wszystko; praca, która zajęła całe życie, została zniszczona w kilka sekund – skarżą się zagranicznym dziennikarzom wenecjanie.

A przecież to ludzie oswojeni z wodą. Jest ona trwałym elementem ich życia. Tym razem jednak staje się intruzem, niszczycielem i wrogiem.

– Mam 39 lat i nigdy czegoś takiego nie widziałem – skarży się reporterce telewizji NBC inż. Alberto Canestrelli, asystent profesora inżynierii wybrzeża z Uniwersytetu Florydy. – Nigdy nie widziałem tylu zniszczonych łodzi ani gondoli, które utknęły na szczycie mostu. To szokujące. Takie rzeczy nie zdarzają się nawet podczas powodzi.

Mojżesz nie obronił

Co jest powodem takiej katastrofy? – pytają załamani mieszkańcy miasta. Przecież ich domy i majątek miało chronić 78 sztormowych bram. Ten system przeciwpowodziowy, którego nazwa – Modulo Sperimentale Elettromeccanico – tworzy wymowny skrót MOSE (Mojżesz), miał bronić Wenecji nawet przed trzymetrowym przypływem. W przeciwieństwie jednak do biblijnego przywódcy Izraelitów, któremu udało się rozdzielić wody Morza Czerwonego, system MOSE zawiódł na całej linii. Budowa całych rzędów ruchomych wrót instalowanych w wejściach do Lido, Malamocco i Chioggii, które podczas przypływu mogą tymczasowo odizolować Lagunę Wenecką od Morza Adriatyckiego, rozpoczęła się w 2003 r. Konsorcjum Venezia Nuova, które wykonuje prace na zlecenie włoskiego Ministerstwa Infrastruktury i Transportu oraz Weneckiego Urzędu Wodnego, zapewniało władze municypalne, że ukończono ponad 85 proc. projektu, co już zabezpiecza miasto przed powodzią.

Tymczasem tegoroczna Aqua Alta – jak wenecjanie nazywają wyjątkowo duży przypływ – pokonała Mojżesza bez problemu. 78 procent ulic miasta znalazło się pod wodą.

Wody wciąż przybywa

Aqua Alta dociera do Wenecji zazwyczaj zimą lub wczesną wiosną, kiedy ciepły wiatr z południa, nazywany Sirocco, popycha wodę ku weneckiej lagunie, w wyniku czego na dwóch odległych krańcach Adriatyku występuje różnica ciśnień. Kiedy poziom wody podnosi się powyżej 140 cm, ponad połowa Wenecji musi znaleźć się pod wodą.

Znamienne, że do 1900 roku Alta Aqua napływała najwyżej cztery razy w roku. Zazwyczaj poziom wody nie przekraczał metra, co oznaczało, że jedynie niecałe 2 proc. ulic było zalewanych morską wodą.

Obecnie najbardziej znany i reprezentacyjny plac św. Marka jest zalewany ponad 60 razy w roku. Coraz częściej poziom wody przekracza 156 cm, co oznacza, że pod wodą za każdym razem może się znaleźć blisko 70 proc. powierzchni miasta. Naukowcy z Narodowego Centrum Badawczego Wenecji (CNR) twierdzą, że jeżeli nic się z tym nie zrobi, to w najbliższym stuleciu niemal każdy przypływ będzie się kończył zalaniem ulic.

Wenecję tworzy 118 małych wysp położonych na lagunie między wybrzeżem a kilkoma wyspami barierowymi, nazywanymi Murazzi. Wyspy rozdziela ok. 150 kanałów.

Już w XII wieku wenecjanie rozpoczęli pierwsze próby zabezpieczenia swojego miasta przed powodziami. Odwrócono bieg sześciu głównych rzek wpływających do laguny i poszerzano wyspy zaporowe. W XVIII wieku rozpoczęto podnoszenie chodników i budowę nasypów. Poziom napływającej wody nigdy nie był jednak tak wysoki jak obecnie. Zapisy w archiwach miejskich wskazują, że przez wieki, aż do 1870 roku, poziom wody morskiej wzrósł o 26 cm. Już wtedy zrodziły się obawy, że miasto czeka w przyszłości powolna zagłada. Jednak z tych 26 cm aż 12 cm podniesienia poziomu wody było wynikiem powolnego zapadnia się wysp, na których jest zbudowane miasto.

Dotychczas poziom wody rósł w średnim tempie 2,4 mm rocznie. W ostatnich dwóch dekadach gwałtownie jednak przyspieszył. W rezultacie przy podwyższeniu poziomu morza o 50 cm bramy sztormowe MOSE muszą być zamykane niemal codziennie.

To z kolei może się okazać fatalne dla flory i fauny zatoki. Dotychczas wszystkie nieoczyszczone ścieki, które wpływały do laguny, były „przepłukiwane” przez wodę przepływającą pomiędzy Murazzi. Ciągłe zamykanie bram sztormowych systemu MOSE powoduje, że nieczystości gęstnieją, zatruwając unikalny ekosystem laguny.

Same czarne scenariusze

Winy za tegoroczną powódź w Wenecji, największą od 50 lat, nie ponoszą jedynie źle działające systemy przeciwsztormowe. Wielu naukowców uważa, że to przede wszystkim przejaw globalnego ocieplenia i podnoszenia się poziomu wszystkich mórz i oceanów. 12 listopada tego roku Bazylika św. Marka została zalana po raz szósty w ciągu całego swojego istnienia. Alarmujący jest jednak fakt, że cztery ostatnie zalania miały miejsce od 1999 roku.

Jest też inny powód do obaw o przyszłość tego pięknego miasta. Strach przed zniszczeniem lub utratą majątku rodzinnego powoduje, że Wenecjanie wyprzedają swoje domy i uciekają na wybrzeże. Perła Adriatyku się wyludnia. Obecnie zamieszkuje to miasto jedynie 52 tys. ludzi. Każdego roku miasto opuszczają głównie ludzie młodzi, przekonani, że to miejsce jest skazane na zagładę. Z tego powodu szacuje się, że za 10 lat większość mieszkańców będzie miała powyżej 80 lat.

Młodsze pokolenie wenecjan nie wierzy już, że powstanie system, który będzie chronił ich domy. Dodatkowo infrastruktura handlowa, przemysłowa i komunikacyjna w tym mieście nie przystaje do współczesnych norm i oczekiwań. Wenecja zamienia się powoli w turystyczny deptak, w którym wszystko jest podporządkowane gustom milionów gości z całego świata.

Jak widać, niemal każdy scenariusz jest dla Wenecji niekorzystny. Niektórzy eksperci uważają, że jeżeli nie uda się powstrzymać zmian klimatycznych na naszej planecie, Wenecja będzie jednym z pierwszych miast portowych, które znikną pod powierzchnią wody do 2100 roku. Dla przyszłych pokoleń stanie się legendą na wzór Atlantydy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA