fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Wybielanie „Burego”

Wystawa zdjęć z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w PWPW, na zdjęciu „Bury”
Reporter, Wojciech Stróżyk
Spór wokół oceny Romualda Rajsa „Burego" nie jest pierwszym pęknięciem w IPN.

Informacja – dodajmy anonimowa – która została opublikowana na stronie internetowej IPN o nowych dowodach, jakoby podważających ustalenia śledztwa w sprawie „Burego", nie była konsultowana z prokuratorem IPN. Z notatki tej wynikało, że „Bury" nie powinien być oskarżony o ludobójstwo.

Znalazło się tam też kuriozalne sformułowanie, że komendant oddziału Narodowego Zjednoczenia Wojskowego mógł „puścić z dymem więcej wiosek, a puścił z dymem tylko pięć", a także stwierdzenie, jakoby w świetle prawa Rajs był niewinny.

Romuald Rajs „Bury" to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci powojennego podziemia niepodległościowego. Wspólnie z podległymi mu żołnierzami i na rozkaz przełożonych w styczniu i lutym 1946 r. spacyfikował kilka wsi w okolicach Bielska Podlaskiego.

Pomimo ostrego sporu o spuściznę „Burego" nie kwestionowano w oparciu o autorytet IPN ustaleń pionu śledczego. Bo prokurator stwierdził, że pacyfikacje wsi były skierowane przeciwko „określonej grupie osób, które łączyła więź oparta na wyznaniu prawosławnym i związanym z tym określaniu przynależności tej grupy osób do narodowości białoruskiej". Śledczy stwierdził też, że działania „Burego" mogą być określone jako zbrodnia ludobójstwa. Sąd w Białymstoku to postanowienie utrzymał w mocy.

Tymczasem teraz na stronie IPN w opublikowanej notce znalazło się m.in. sformułowanie: „w świetle najnowszych badań naukowych informacje z ustaleń końcowych śledztwa w sprawie »Burego« w wielu obszarach są wadliwe".

Nie ma mocy prawnej

„Niedowierzanie, zaskoczenie" – tak opisywał nam jeden z prokuratorów fakt publikacji notatki o „Burym" na stronie IPN. „Z punktu widzenia prawnego nie ma ona żadnego znaczenia. Nie uchyla postanowień prokuratora IPN" – mówił nam.

Dopiero po kilkunastu dniach na stronie IPN opublikowane zostało wyjaśnienie, że „biografia kpt. Romualda Rajsa i publikacje przytaczane w komunikacie IPN prezentują wyniki badań naukowych ich autorów, które wpisują się w szeroką debatę dotyczącą sytuacji, w jakiej znalazła się Polska po zakończeniu II wojny światowej". „Funkcjonujące w ramach Instytutu Pamięci Narodowej Biuro Badań Historycznych oraz Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu działają niezależnie od siebie w ramach swoich kompetencji i obowiązków. (...) Wolność badań naukowych pozwala historykom na odnoszenie się do ustaleń śledztwa, a nawet ich kwestionowanie".

Tyle że do tego czasu wokół działań IPN w sprawie „Burego" zrobiło się na tyle głośno, że interwencję podjęli białoruscy dyplomaci, i Rajs stał się osią polsko-białoruskiego sporu o historię.

Z lektury wstępu do książki Michała Ostapiuka „Komendant »Bury«" wynika, że zawarte w komunikacie IPN tezy są tożsame z zawartymi w publikacji. Czy zatem jest to promocja wydanej właśnie przez IPN książki? A może oko puszczone do środowisk narodowych, które od lat domagają się upamiętnienia tego żołnierza?

Ostapiuk stara się opisać jego losy i wytłumaczyć – niekiedy w oparciu o swoją interpretację – jego postępowanie.

Na początku 1946 roku na jego rozkaz zostało spacyfikowanych pięć wsi zamieszkanych w większości przez społeczność białoruską o wyznaniu prawosławnym, a jego podkomendni dodatkowo rozstrzelali pojmanych furmanów (w sumie śmierć poniosło 79 osób).

Ostapiuk przyjmuje, że „Bury" nie chciał zabić Białorusinów z powodu ich przynależności narodowej, ale „spacyfikować skomunizowaną wieś".

Ta argumentacja nie wytrzymuje próby w świetle faktu, że wśród ofiar znalazły się dzieci i kobiety. „Bury", który zdaniem autora publikacji był niemal doskonałym, przewidującym żołnierzem, nie założył, że ktoś mógł zostać w domu, np. dzieci, albo się ukryć. Warto też przypomnieć jedną z odpraw „Burego" z przełożonymi, w trakcie której opowiedział się za wcieleniem w życie hasła „Polska dla Polaków" i uważał, że mieszkańcy tych wsi powinni repatriować się na wschód, do sowieckiej Białorusi.

Wydaje się, że autor książki nie odkrył nic, co mogłoby podważać wcześniejsze ustalenia historyków, lecz na nowo dokonał interpretacji znanych źródeł.

Nie ma nic złego w tym, że IPN wyciąga z mroków niepamięci historie żołnierzy wyklętych, którzy mieli odwagę kontynuować walkę o demokratyczną Polskę. Ale mogą być wątpliwości, czy powinno się wybielać partyzantów o tak niepewnej przeszłości. Jeżeli tak ma być, to jakie mamy prawo moralne, aby spierać się z Ukraińcami o ich pamięć zbiorową, w której akceptowani są żołnierze spod znaku UPA? Oni nie tylko walczyli z Sowietami, ale też uczestniczyli w czystkach etnicznych.

Co z Jedwabnem?

To niejedyny przypadek, gdy iskrzy pomiędzy pionem śledczym IPN a pozostałą częścią kierownictwa Instytutu. Dotyczy to też śledztwa w sprawie zbrodni w Jedwabnem. Lech Kaczyński, w 2001 roku prokurator generalny, zdecydował się na przerwanie ekshumacji w tej miejscowości na prośbę strony żydowskiej, która argumentowała, że godzi ona w tradycje religijne Żydów.

Teraz znów sprawa ta odżywa. Niedawno prezes IPN Jarosław Szarek stwierdził w Telewizji Republika, że Instytut jest gotowy przeprowadzić ekshumację, ale zastrzegł, że „decyzja w tej sprawie nie należy do nas (...) jest to decyzja Ministerstwa Sprawiedliwości".

Z konkluzji śledztwa, które prokurator umorzył w tej sprawie w czerwcu 2003 r., wynika, że 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem grupa Polaków zamordowała co najmniej 340 żydowskich sąsiadów. Większość z nich została spalona w stodole. Prokurator uważa, że zbrodnia dokonana została z niemieckiej inspiracji, ale jej wykonawcami było co najmniej 40 mieszkańców Jedwabnego oraz okolic.

Inny przykład sporu? 1 lutego 2018 r. kierownictwo IPN zdecydowało się na ujawnienie, w trakcie konferencji zorganizowanej w Pałacu Prezydenckim, nazwisk kilku ofiar zbrodni w Starym Grodkowie, choć wciąż trwały zlecone przez prokuratora badania DNA ich szczątków. Dzisiaj wiemy, że popełniono błąd co do identyfikacji co najmniej w jednym przypadku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA