Handel

Spalimy miliard złotych

shutterstock
Polskie obchody 1 listopada są ewenementem w Europie. W żadnym kraju nie wydaje się tyle na znicze, a do tego dojdą jeszcze kwiaty, paliwo czy bilety PKP.

W ramach obchodów Wszystkich Świętych Polacy wykupią ponad połowę rocznej sprzedaż zniczy i ruszą w drogę. Masowe podróże będą droższe niż przed rokiem z powodu wyższych cen paliw, żniwa czekają też sklepy na stacjach benzynowych.

Czytaj także: Polacy kupują najwięcej zniczy w Europie

Drogi płomień

Wypadły już z mody świece w plastikowych naczyniach lub ze sztucznymi kwiatami. Nieporozumieniem okazały się znicze z pozytywkami sprowadzane z Chin. W tym roku popularne są za to znicze ze szkłem z efektem tęczy, w kształcie kapliczek lub podobne do kwiatów, ważne, że złote lub srebrne. Wkłady palą się nawet do 100 godzin. – Nigdzie w Europie nie ma takiego zainteresowania zniczami – mówi Witold Nieć, doradca ds. relacji publicznych w spółce Polwax, u jedynego notowanego na giełdzie producenta zniczy.

Produkcja zniczy jest na tyle niszowa, że wymyka się analityce rynkowej. – Jedynymi dostępnymi danymi są szacunki producentów, z których wynika, że rynek w cenach detalicznych może być wart ponad miliard złotych – dodaje Witold Nieć.

Polacy są tu praktycznie monopolistami, import zniczy do naszego kraju nie istnieje, to my rozsyłamy towar po Europie, w tym na Ukrainę i Litwę. – Producenci zniczy mają się dobrze – mówi Tomasz Starzyk z firmy Bisnode, który na prośbę „Rzeczpospolitej" przeanalizował ich kondycję finansową. I tak – ponad 62 proc. ze 150 przebadanych firm jest w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej, w słabej 17 proc., a w bardzo złej – jedna piąta producentów.

Wprawdzie okres Wszystkich Świętych odpowiada nawet za dwie trzecie rocznej sprzedaży, ale rośnie też sprzedaż z okazji Wielkanocy i Bożego Narodzenia – wtedy sprzedają się znicze ręcznie malowane w bazie czy choinki. Branża narzeka na sieci handlowe, ale jest na nie skazana. Różnice zdań pojawiają się co do marży, według producentów sklepy świetnie zarabiają ich kosztem, ale handel ma cinne zdanie. – Znicze nie są marżogenne, je po prostu trzeba mieć w sklepie, bo wszyscy kupują w tym czasie ten towar – mówi Robert Krzak, prezes Forum Polskiego Handlu. Przypomina, że gdy zagraniczne koncerny handlowe wchodziły do Polski w latach 90., zupełnie nie rozumiały tego fenomenu, ale najwyraźniej jednak już odrobiły zadanie domowe. – Od pewnego czasu sieci bardzo chętnie współpracują z producentami, którzy potrafią sprostać ich wymaganiom w zakresie produkcji marek własnych, często są to wzory dedykowane klientowi na wyłączność – mówi Nieć.

Czas chryzantemy

Gorączkowa sprzedaż trwa także na giełdach rolnych. Ceny za doniczkę chryzantem to od 4 nawet do 20 zł, kwiaty cięte to wydatek od 2,4 zł do 3,5 zł za sztukę. Przyjeżdżają nawet z Holandii.

– W sektorze kwiatowym od kilku dni obserwujemy większy ruch i tak będzie do środy 31 października – przyznaje Anna Kaszewiak z rynku hurtowego w Broniszach. Zapotrzebowanie jest też na liście dębu, kapustę ozdobną, wrzosy czy gotowe kompozycje. O identycznym asortymencie mówią dyskonty. – Od poniedziałku oferujemy duży wybór zniczy, w popularnych wśród klientów kolorach – złotym, czerwonym oraz białym – mówi Aleksandra Robaszkiewicz z biura prasowego Lidl Polska. Oczywiście, mają też chryzantemy.

W dalszą drogę

Na świątecznych podróżach zarobią przewoźnicy kolejowi, dostawcy paliw i sklepy na stacjach benzynowych. – Na początku zakazu handlu w niedziele zwyżki sprzedaży na stacjach sięgały 30 proc. Ten trend jest nie do zatrzymania – mówi Robert Krzak.

Koleje Mazowieckie sprzedadzą o jedną czwartą biletów więcej. – W ciągu trzech lat w okresie od 30 października do 2 listopada notowaliśmy wzrost sprzedaży biletów jednorazowych o 24 proc. – mówi Donata Nowakowska, rzecznik KM. W tym czasie sprzedaż miejsc w pociągach Intercity podskakuje o kilka procent.

Wszystkich Świętych będziemy więcej podróżować, ale i zapłacimy za to więcej. – W tym roku podróżowanie samochodem będzie najdroższe od pięciu lat – mówi dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z firmy E-petrol. Na zapowiadany spadek kosztów tankowania benzyny kierowcy jeszcze poczekają, ale scenariusz obniżek jest wciąż realny. Spadek cen ropy naftowej na światowych giełdach wciąż nie przełożył się na wyraźną przecenę w krajowych rafineriach, na co wpłynęło osłabienie złotówki do dolara i skok notowań oleju napędowego. Metr sześcienny diesla kosztuje dziś w rafineriach 4232 zł, o 26,6 zł więcej niż przed tygodniem. – Możemy nawet być świadkami podwyżek cen diesla i LPG, oczekiwać należy za to wyraźnych spadków w przypadku benzyny – mówi Jakub Bogucki i prognozuje ceny na przełom października: benzyna od 4,99 do 5,11 zł za litr benzyny 95, 5,1 do 5,2 zł za diesla, 2,46 do 2,54 zł za LPG. Polska Izba Paliw Płynnych przypomina też, że nie wszyscy ruszą w trasę. – Ograniczenia w ruchu czekają pojazdy o masie ponad 12 ton – mówi Halina Pupacz, prezes Izby. – Niezależnie od zmian cen, zapłacimy drożej niż przed rokiem – podsumowuje Urszula Cieślak, dyrektor marketingu w BM Reflex. Rachunki za benzynę będą wyższe o 12 proc., za diesla – o 17 proc. i nawet o 18 proc. więcej za autogaz. Największą sprzedaż stacje odnotują 31 października, a stacje przy drogach ekspresowych czy trasach dojazdowych do cmentarzy utrzymają wysoką sprzedaż do końca tygodnia.

Joanna Karpeta wiceprezes Stowarzyszenia Producentów Świec i Zniczy

Import zniczy do Polski nie istnieje. Był taki moment kilka lat temu, gdy z Chin przychodziły wkłady z bateryjkami, ale to był handlowy niewypał. Polska raczej eksportuje znicze – producenci zniczy są monopolistami na Europę i światowym liderem. Mam złe zdanie o praktykach sieci handlowych, które biją w polskich producentów. Zamawiają coraz większe ilości zniczy i wkładów, a oddają niesprzedane, nawet uszkodzone palety towaru. Producenci otrzymują pieniądze ze sprzedaży z dużym opóźnieniem. Wszystkich Świętych odpowiada za 60–70 proc. sprzedaży, ludzie kupują je przez cały rok.

Joanna Karpeta wiceprezes Stowarzyszenia Producentów Świec i Zniczy

Import zniczy do Polski nie istnieje. Był taki moment kilka lat temu, gdy z Chin przychodziły wkłady z bateryjkami, ale to był handlowy niewypał. Polska raczej eksportuje znicze – producenci zniczy są monopolistami na Europę i światowym liderem. Mam złe zdanie o praktykach sieci handlowych, które biją w polskich producentów. Zamawiają coraz większe ilości zniczy i wkładów, a oddają niesprzedane, nawet uszkodzone palety towaru. Producenci otrzymują pieniądze ze sprzedaży z dużym opóźnieniem. Wszystkich Świętych odpowiada za 60–70 proc. sprzedaży, ludzie kupują je przez cały rok.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL