fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Zbiórki żywności wzrosną 10 razy, ale spadną zamówienia

Adobe Stock
Bardzo krótki czas na znalezienie wiarygodnych odbiorców, finansowe ryzyko przerzucone na sklepy. Nowa ustawa mająca ukrócić marnowanie żywności generuje sporo problemów.

– Jeszcze relatywnie niedawno i producenci, i dystrybutorzy walczyli o to, żeby nie być karani przez urzędy skarbowe za przekazywanie żywności. Teraz natomiast mogą być ukarani za jej nieprzekazanie – mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, zapytany o wpływ na branżę nowej ustawy o zapobieganiu marnowania żywności.

W tej dziedzinie Polska jest czempionem, mamy piąte miejsce w UE, Polak rocznie wyrzuca 270 kg żywności, średnia unijna to 180 kg. Łącznie daje to wynik ok. 100 tys. ton żywności w roku, wskazują szacunki Banków Żywności.

W obecnym kształcie ustawa nie rozwiąże nawet połowy problemu, bo – według danych Deloitte – za 53 proc. odpadów żywnościowych odpowiedzialne są nie sklepy, ale gospodarstwa domowe. W sektorze sprzedaży i dystrybucji generowane jest tylko 5 proc. odpadów.

Choć generalnie wszyscy uważają ustawę za krok w dobrym kierunku, to jednak eksperci wskazują na wiele szczegółów, które można by rozwiązać inaczej. Chodzi o niepotrzebną, zdaniem sklepów, penalizację, trudność w znalezieniu wiarygodnego partnera, któremu może oddać jedzenie. Zaledwie dwutygodniowy okres vacatio legis oceniany jest jako zbyt krótki. Wreszcie – organizacje pozarządowe czeka nawet dziesięciokrotny skok ilości zebranej żywności – będzie to dla nich potężne wyzwanie logistyczne, a nawet finansowe, bo magazyny i transport kosztują.

Federacja Polskich Banków Żywności przekazuje rocznie organizacjom charytatywnym średnio ok. 80 tys. ton żywności, z czego 10 tys. ton pochodzi od sklepów. – Wejście w życie ustawy może zwiększyć ilość pozyskiwanych ze sklepów artykułów spożywczych nawet 10-krotnie. Prognozujemy jednak, że wzrost w tym obszarze będzie postępował stopniowo – mówi Anna Przetakiewicz, specjalistka ds. PR. Przez dwa lata obowiązek przekazywania żywności będą miały tylko sklepy powyżej 400 mkw. Potem – także placówki o powierzchni powyżej 250 mkw.

Zdaniem Izby Handlowej to za duży koszt dla małych sklepów. Ryzyko płacenia kar (10 gr za każdy wyrzucony kilogram żywności) rośnie na prowincji, gdzie trudniej może być znaleźć organizacje, które będą przyjmować żywność. Otwartą kwestią jest także, kto będzie ponosił koszty regularnego przewozu żywności, nie tylko paliwa, ale też pracowników. – Liczyliśmy, że sklepy do 500 mkw. będą wyłączone z tego obowiązku, bo może być to dla nich duży problem – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor Polskiej Izby Handlu.

Kary finansowe mogą zmienić zasady współpracy między sklepami a dostawcami żywności. – Trudno powiedzieć, co teraz będzie, albo zwiększy się strumień żywności do organizacji, przynajmniej przez jakiś czas, albo zmniejszy się strumień zamówień u producentów – mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Dystrybutorzy, zamiast płacić za nieoddanie żywności, będą woleli mniej zamawiać. Na tym mogą stracić producenci żywności.

Wreszcie, ustawa ogromnie wzmocni rolę organizacji pozarządowych, które przestaną być petentem, a awansują na partnerów biznesu. Same Banki Żywności współpracują z 3,5 tys. organizacji charytatywnych – jak Domy Samotnej Matki, świetlice, schroniska i noclegownie dla bezdomnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA