fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Handlowa bomba z opóźnionym zapłonem

jerzy dudek
Liczba zamykanych sklepów podczas pandemii zmieniła się nieznacznie, ale o 70 proc. przybyło firm, które zawiesiły działalność. Po spadku sprzedaży w kwietniu trudno liczyć, że wrócą na rynek.

W tym roku do końca kwietnia zlikwidowano niemal 2 tys. sklepów, co oznacza spadek ich liczby o 0,8 proc. do 256,6 tys. Nie jest to dramatyczny wynik, wręcz na poziomie z lat wcześniejszych – wynika z danych GUS zebranych specjalnie dla „Rzeczpospolitej" przez wywiadownię gospodarcza Bisnode Polska. To jednak tylko część obrazu sytuacji tego sektora. Równocześnie bowiem aż o 70 proc. wzrosła liczba firm handlowych, które w tym okresie zdecydowały się zawiesić działalność.

O ile w przypadku firm likwidowanych najwięcej jest sklepów spożywczych, to na zawieszenie działalności zdecydowało się najwięcej sklepów odzieżowych. Było ich ponad 1,3 tys., w sumie zaś taką decyzje podjęto w przypadku 7,4 tys. sklepów. To trzykrotnie więcej niż likwidacji, a biorąc pod uwagę trudną sytuację w handlu, raczej nie ma co oczekiwać, że firmy te wrócą do działalności.

Odzież idzie najgorzej

– Trudno oprzeć się wrażeniu, że niewątpliwy wpływ na to miał Covid-19 i gospodarcze zamknięcie kraju. Wpływ gospodarczego lockdownu najbardziej odczuły branże detalicznej sprzedaży odzieży i obuwia. Niewiele lepiej jest w branży artykułów spożywczych – mówi Tomasz Starzyk, rzecznik Bisnode Polska.

– Właściwie trudno szukać branży, w której nie odnotowano by spadku liczby sklepów i podwyższonego ponad miarę wskaźnika podmiotów zawieszonych. Najgorszą sytuację notuje się w branży odzieżowej i włókienniczej – dodaje.

Jeśli chodzi o liczbę sklepów to do kwietnia nieznacznie, ale wzrosła liczba tylko w przypadku jednej kategorii – placówek piekarniczych. Pozostałe sektory zanotowały spadek, w przypadku zaś firm zawieszanych nie ma żadnego sektora w ramach handlu, w którym byłoby ich mniej niż w tym okresie ubiegłego roku

Trudno się dziwić takiemu podejściu przedsiębiorców skoro sprzedaż detaliczna w kwietniu spadła aż 22,9 proc. – Kwietniowy efekt lockdownu w sprzedaży detalicznej okazał się o wiele silniejszy nie tylko w porównaniu z marcem, kiedy załamanie wyniosło 9 proc. r./r. – mówi Magdalena Szlezyngier, menedżer ds. klientów strategicznych z DNB Bank Polska.

– Kwiecień był miesiącem pełnej kwarantanny i restrykcje dotyczące handlu rozciągały się na cały miesiąc, co w głównym stopniu wpłynęło na tak drastyczny spadek sprzedaży – dodaje. Największy, bo aż 63,4 proc., spadek sprzedaży dotyczy takich kategorii, jak odzież, obuwie i akcesoria.

– W branży spożywczej problem z zamykaniem sklepów dotyczy w zasadzie wyłącznie placówek niezrzeszonych, obecnie te działające w ramach sieci np. franczyzowych czy grup zakupowych są w znacznie lepszej sytuacji i one tego problemu nie mają – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny i wiceprezes Polskiej Izby Handlu.

– Nakłada się na to generalny problem z sukcesją w handlu, wielu sklepów rodzinnych nie ma kto przejmować. Od lat mówimy, że w branży jest to ważny temat, nad którym należy pracować, między innymi wspierając przedsiębiorców w procesie sukcesji oraz wprowadzając ułatwienia prawne – dodaje.

Zakaz do uchylenia

Choć kwietniowy spadek sprzedaży towarów FMCG był mniejszy to i tak sięgnął niemal 15 proc. Mimo że konsumenci ograniczyli zakupy głównie do żywności, to i tak to bardzo znaczące pogorszenie sytuacji sektora.

– Dlatego biznes oczekuje kolejnych ułatwień w prowadzeniu działalności, aby odrabiać ogromne zaległości z ostatnich miesięcy. Wszystkie organizacje branżowe postulują uchylenie zakazu handlu – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Chodzi nie tylko o sprzedaż, ale nie mniej ważne są względy bezpieczeństwa, więcej dni handlowych to mniej osób w sklepach i szansa na równomierne rozłożenie ruchu.

Związki zawodowe na czele z NSZZ Solidarność uchylaniu zakazu są przeciwne, takie rozwiązanie podoba się pracownikom handlu. W przypadku konsumentów jest już inaczej, przeciwko zakazowi według badania ARC Rynek i Opinia jest już ponad 50 proc., a co trzeci popiera takie rozwiązanie. Czy realne jest wprowadzenie obecnie takiego rozwiązania? Rząd na razie oficjalnie takich deklaracji nie składał, ale według nieoficjalnych informacji po ostatnich fatalnych danych, np. o sprzedaży detalicznej, przybywa zwolenników niedzielnego handlu.

Ministerstwo Rozwoju nie odpowiedziało od ponad tygodnia na nasze pytania, czy taki scenariusz jest przynajmniej teoretycznie brany pod uwagę.

Przemysł w dół, ale są lepsze dane

Produkcja budowlano-montażowa w kwietniu 2020 r. spadła o 0,9 proc. r./r., a w porównaniu z marcem 2020 r. wzrosła o 2,3 proc. W istnej lawinie fatalnych informacji gospodarczych choć te okazały się nieco mniejsze od prognoz analityków. Ci spodziewali się spadku produkcji budowlano-montażowej w kwietniu 2020 r. w ujęciu rocznym o 1,2 proc., a w stosunku do marca wzrostu o 1,5 proc. – Branża znalazła się pod negatywnym wpływem sytuacji epidemicznej w kraju, jednak w ograniczonym zakresie – podało Ministerstwo Rozwoju. Co więcej, jego analitycy oczekują, że w maju 2020 r. wyniki produkcji budowlano- -montażowej utrzymają się na poziomie zbliżonym do notowanych w kwietniu 2020 r., co jest dobrą wiadomością.

Grzegorz Pilch prezes VRG (marki Vistula, Wólczanka czy W. Kruk)

Sytuacja jest trudna, gdy większość salonów odzieżowych w kraju była zamknięta, firmom został tylko kanał internetowy. Nam udało się w nim sprzedaż podwoić i jeśli chodzi o planowane inwestycje na najbliższe miesiące, to kierujemy się głównie w stronę klienta internetowego. W przypadku salonów w centrach handlowych to je uruchomiliśmy, rozmawiamy z właścicielami galerii o warunkach umów na kolejne miesiące, a realia są inne. W dużych centrach klientów jest teraz o połowę mniej, właściciele obiektów muszą to zrozumieć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA