Nowa inicjatywa ustawodawcza ma pomóc zwalczać picie alkoholu przez nieletnich, a także publiczne upijanie się dorosłych. Jednak dla większości mieszkańców stolicy Meksyku oznacza brak zimnego piwa w samym środku upalnego lata. I dla wielu jest to absolutnie nie do przyjęcia.
Według projektowanych przepisów w Meksyku nie będzie można sprzedawać piwa lub napojów o zawartości alkoholu wynoszącej 7 proc. lub mniej, które są "chłodzone lub przechowywane w innych warunkach niż temperatura otoczenia".
Sklepy byłyby również zobowiązane do umieszczania znaków ostrzegających o karach za publiczne spożycie alkoholu - pisze "The Guardian".
W Meksyku sklepy często sprzedają zimne piwo w dużych butelkach, które jeszcze do niedawna były reklamowano jako "rodzinne" i dodają do nich plastikowe kubki, by można było je wypić na miejscu.
Inicjatorka nowej ustawy Lourdes Paz Reyes twierdzi, że chodzi gównie o to by niewielkie sklepy i kramy uliczne przestały sprzedawać hektolitry taniego piwa, którym łatwo się upić na ulicy.
Jednak mieszkańcy stolicy zareagowali na propozycje nowego prawa z oburzeniem. W mediach społecznościowych powstał nawet nowy hasztag - #ConLasCervezasNo (Nie zadzierajcie z naszymi piwami), a internauci piszą wprost, że pomysł jest "głupi" i nie pomoże w zwalczaniu alkoholizmu.
Według oponentów nowego prawa prawdziwym problemem z meksykańskim alkoholem jest sprzedaż wysokoprocentowych napojów alkoholowych wątpliwej jakość za niezwykle niska cenę. Prawdopodobnie około 45 proc. alkoholu sprzedawanego w sklepach jest fałszowana i niebezpieczna dla zdrowia.
Wciąż pozostaje jednak kwestia picia alkoholu w miejscach publicznych. Z policyjnych statystyk wynika, że spożywanie napojów wyskokowych na ulicy jest związane z 75,8 proc. przestępstw w stolicy Meksyku. Średnia krajowa wynosi 66,4 procent.