Gość przyznał, że zakupy niedzielne mają inny charakter niż zakupy w pozostałe dni tygodnia. - Były to zakupy bardziej dla przyjemności i bardziej rodzinne - mówił Zubkowicz.
Po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę zakupy spożywcze będą musiały być zrealizowane, więc przeniosą się na inne dni. Jednak duża część branż niespożywczych może mieć problem - dodał.
Gość podał, że w niedzielę znacznie wzrasta udział mężczyzn w zakupach. - Co więcej, są to dobrze zarabiający mężczyźni. Branże skierowane do tej grupy będą musiały sobie zrekompensować utraconą sprzedaż – tłumaczył.
Zubkowicz zaznaczył, że dwie niedziele bez handlu to jeszcze za mało, żeby mówić o długofalowym wpływie. - W III kw. będzie można powiedzieć, czy zmienił się krajobraz handlu i czy ludzie zmienili swoje przyzwyczajenia. Dobrą próbką tego, jak docelowo handel ma wyglądać będzie kwiecień z jedną handlową niedzielą – mówił.
Centra handlowe a zakaz handlu
Zubkowicz tłumaczył, że centra to nie tylko sklepy, ale też gastronomia i rozrywka. - Centra robią wszystko, co w ich mocy, żeby zniwelować wpływ zakazu na obroty. Jednak jeżeli mówimy o gastronomii i rozrywce, to ona w większości była przy okazji zakupów. To, że w niedzielę pojawi się mniej osób, znacząco wpłynie na obroty tych punktów usługowych – ocenił gość.
- Często niedziele odpowiadały za 30 proc. ich tygodniowego obrotu – dodał.
Przyznał, że centra, które mają chociażby kino czy inną ofertę rozrywkową, w większym stopniu są w stanie sobie to zniwelować.
- Wszyscy zastanawiają się, czy wzrośnie ruch w muzeach, czy ludzie pójdą do teatru. Wcześniej też mogli to robić. Zmiana nawyków i zachowań jest rozłożona w czasie i może nastąpić. Nie spodziewam się jednak, że nagle wszyscy zaczną chodzić do restauracji, jeżeli tego do tej pory nie robili, czy muzeów itd. Handel w niedzielę nie był przeszkodą w robieniu czegoś innego – tłumaczył.