fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Ryzyko drugiego lockdownu jest, ale małe

Fotorzepa, Robert Gardziński
Mimo rosnącej liczby zakażeń rządy na razie sięgają po restrykcje łagodniejsze niż zamknięcie gospodarki. Podobnie może być w Polsce.

Druga fala pandemii panoszy się już prawie w całej Europie, w kilku krajach chorych na Covid-19 jest nawet dwa, trzy razy więcej niż w najgorszym momencie wiosną. Także w Polsce koronawirus nie odpuszcza, a po tym, jak w weekend liczba zakażeń przekroczyła 1000 na dobę, minister zdrowia ostrzegł, że trzeba się do tego przyzwyczaić.

– Wraz ze wzrostem zakażeń rośnie niepewność i strach przed drugim lockdownem, co byłoby dla gospodarki nie do zniesienia – przyznają ekonomiści. Takie obawy przekładają się m.in. na gorsze nastroje na giełdach czy rynkach walutowych (także złoty traci od kilku dni). Ale nasi rozmówcy podkreślają, że prawdopodobieństwo ponownego zamknięcia gospodarki przynajmniej na razie nie jest duże.

– Obiektywnie rzecz biorąc, im więcej zakażeń, tym większe ryzyko powrotu restrykcji na najwyższym poziomie – przyznaje Piotr Bielski, główny ekonomista Santander Bank Polska. – Patrząc jednak na działania poszczególnych państw, wydaje się, że sięgają po łagodniejsze wersje walki z pandemią – zaznacza.

Przykładowo Hiszpania, gdzie druga fala pandemii jest znacznie wyższa niż pierwsza (jeśli chodzi o liczbę zakażeń), zdecydowała się m.in. na lokalny lockdown, czyli zamknięcie dzielnic Madrytu i okolicznych gmin. W Wielkiej Brytanii pojawiła się groźba drugiej blokady całej gospodarki, ale przedstawiony we wtorek plan okazał się na szczęście dużo mniej rygorystyczny (wprowadzono m.in. ograniczenie czasu działania pubów, ograniczenie dotyczące zgromadzeń). Podobnie w Czechach powrót obostrzeń dotyczył przede wszystkim obowiązku noszenia maseczek w miejscach publicznych czy czasu pracy klubów i dyskotek. Dotychczas jedynie Izrael zdecydował się na zamknięcie gospodarki.

– Dziś do dyspozycji mamy cały zestaw rozwiązań mniej radykalnych, które można wdrożyć przed tym ostatecznym krokiem, czyli lockdownem – ocenia Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Choćby takich, jak zamknięcie szkół, przywrócenie godzin zakupów dla seniorów czy... podwyższenie kar za nieprzestrzeganie obowiązku noszenia maseczek.

Nie bez znacznie jest też to, że sytuacja epidemiczna wydaje się jednak lepsza niż wiosną, jeśli chodzi o przygotowanie służby zdrowia, metody radzenia sobie z chorobą, liczbę hospitalizacji czy wskaźniki śmiertelności – zwracają uwagę nasi rozmówcy, zastrzegając, że nie są specjalistami w tej dziedzinie.

Poza tym nikt nie może uciekać przed tematem kosztów ekonomiczno-społecznych, jakie przyniósł lockdown, a dyskutują nad tym politycy na całym świecie.

– Rządzący w Polsce muszą być szczególnie ostrożni – zaznacza Benecki z ING Banku Śląskiego. – Mieliśmy największy pakiet pomocowy w regionie, jednak jest on nie do powtórzenia. W przypadku ponownego lockdownu moglibyśmy stracić wszystko to, co udało się uratować wiosną: przedsiębiorstwa i miejsca pracy – ostrzega.

– Ponowne zamknięcie na pewno byłoby dla gospodarki równie dotkliwe jak to pierwsze – uważa Bielski z Santander Bank Polska. – Jeśli zakazujemy pewnych czynności, robienia zakupów, podróży, zamykamy całe branże, to te wyłączone aktywności i sektory po prostu nie generują dochodów – wyjaśnia.

W II kwartale tego roku polska gospodarka znalazła się w głębokiej recesji, dziś się odbudowuje, ale do powrotu do kondycji sprzed pandemii jeszcze długa droga.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA