fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Spór handlowy USA – Chiny skończy się za rok?

AFP
Mike Pompeo, amerykański sekretarz stanu, stwierdził na spotkaniu z grupą finansistów z Wall Street, biznesmenów i ekonomistów, że jego zdaniem wojna handlowa z Chinami zakończy się przed wyborami prezydenckimi w 2020 roku.

Słowa Pompeo kontrastują jednak z retoryką prezydenta USA Donalda Trumpa, który podczas spotkania z dziennikarzami w Białym Domu stwierdził, że jego administracja musiała się wziąć do rozwiązywania problemu Chin. – Chiny wykorzystują nasz kraj od 25 lat lub nawet dłużej i nadszedł czas, by coś z tym zrobić, niezależnie od tego, czy to będzie w krótkim terminie dla nas dobre czy złe – powiedział Trump.

Wojna handlowa z Chinami wyraźnie zaostrzyła się w ostatnich tygodniach. Państwo Środka zostało oficjalnie uznane przez USA za kraj manipulujący swoją walutą, a 1 sierpnia Trump ogłosił, że wraz z początkiem września zostanie nałożone 10-proc. karne cło na produkty importowane z Chin za 300 mld dol. rocznie. (Później przesunięto część tych podwyżek ceł na 15 grudnia). Chiny przestały kupować amerykańskie produkty rolnicze, a Trump zagroził im, że nie będzie umowy handlowej, jeśli stłumią protesty w Hongkongu. Do tego dochodzi kwestia wojny walutowej. Chiński bank centralny pozwolił, by notowania waluty przekroczyły 7 juanów za 1 dol., a USA oficjalnie uznały Chiny za kraj manipulujący kursem własnej waluty. Mimo tej wymiany ciosów we wrześniu mają zostać wznowione amerykańsko-chińskie rozmowy gospodarcze.

Wojna handlowa przyczyniła się już do spowolnienia gospodarczego w Chinach i co za tym idzie na świecie. Jej skutki dla gospodarki USA były dotąd ograniczone, ale z czasem mogą być odczuwalne coraz mocniej. Analitycy JPMorgan Chase ostrzegają, że po tym, jak wejdzie w życie zapowiadana fala podwyżek ceł na towary z Chin, koszt wojny handlowej odczuwany przez amerykańskie gospodarstwa domowe wzrośnie średnio z 600 dol. rocznie do 1 tys. dol. rocznie. Pożre to dużą część korzyści, które one odniosły z cięć podatków przez administrację Trumpa. Amerykański prezydent twierdzi, że USA są wciąż „bardzo dalekie od recesji" i gdyby nie polityka Fedu (zbyt późna obniżka stóp), to wzrost gospodarczy byłby bardzo silny. Domaga się jednak od Fedu obniżek stóp (o co najmniej 100 pkt baz.) i zapowiada, że może dojść do kolejnych cięć podatków mających za zadanie „pomóc pracownikom" i stymulować gospodarkę. Z przecieków wiadomo, że niepokoi go scenariusz, w którym pogorszenie koniunktury gospodarczej szkodzi jego szansom na prezydencką reelekcję w 2020 r.

Konflikt z Chinami to jednak niejedyna konfrontacja handlowa, w którą są zaangażowane USA. Część sporów rozpoczętych przez administrację Trumpa została już poważnie złagodzona. Np. „Financial Times" donosi, że dobrze idą negocjacje handlowe prowadzone z Japonią. Niektóre konflikty mogą się jednak zaostrzyć. Tak może być np. w przypadku relacji z Unią Europejską. – Układanie się z UE jest bardzo trudne. Oni stawiają wysoko poprzeczkę. Mamy jednak w tym kraju wszystkie karty, gdyż wystarczy podnieść cła na ich samochody, a oni dadzą nam wszystko, bo wysyłają tutaj miliony mercedesów – powiedział Trump. Kilka miesięcy temu groził on już podwyżkami ceł na europejskie i japońskie auta, ale w połowie maja wstrzymał na 180 dni decyzję o podwyżce. Choć zawarciu szerszego układu z UE przeszkadza to, że nowa Komisja Europejska jest dopiero formowana, to Bruksela już poszła na poważne ustępstwa wobec USA. Na początku sierpnia obie strony podpisały porozumienie przewidujące, że bezcłowy eksport wołowiny z USA do UE wzrośnie blisko trzykrotnie, do 420 mln dol. rocznie.

Konflikty handlowe będą jednym z tematów weekendowego spotkania przywódców G7 (największych gospodarek rozwiniętych) we Francji. Mało prawdopodobne jednak, by przyniosło ono przełom.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA