fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Fundusz Odbudowy. UE zazieleni rynek dłużny

Bloomberg
Bruksela chce w lipcu dokonać pierwszej emisji obligacji na sfinansowanie Funduszu Odbudowy. Czeka jeszcze na ratyfikację, między innymi w Polsce.

– To ma być tymczasowy instrument, który da impuls unijnej gospodarce w krótkim czasie: od teraz do 2026 r. Dlatego potrzebna jest pilna ratyfikacja i apeluję do państw, które jeszcze tego nie uczyniły, żeby przyspieszyły – powiedział w środę Johannes Hahn, unijny komisarz ds. budżetu.

Optymizm Komisji

To wezwanie również do Polski, która jest w gronie 10 maruderów. Oprócz nas procedury nie sfinalizowały jeszcze: Niemcy, Holandia, Austria, Irlandia, Finlandia, Estonia, Litwa, Węgry i Rumunia.

Pytany o sytuację w Polsce komisarz wyraził optymizm. – Z tego, co rozumiem, to główne partie i w rządzie, i w opozycji popierają fundusz. Oczywiście, w każdym kraju są wewnętrzne dyskusje dotyczące logiki planu odbudowy. Ale spodziewam się silnego wsparcia w Polsce dla tego instrumentu – powiedział Austriak.

Z punktu widzenia Brukseli poważniejszym problemem wydawała się do tej pory decyzja niemieckiego sądu konstytucyjnego, który zabronił prezydentowi podpisania decyzji przegłosowanej już w Bundestagu. Jako powód podał konieczność rozpatrzenia skargi na niekonstytucyjność unijnego Funduszu Odbudowy, bo polega on na zaciągnięciu wspólnego długu przez UE.

Ale i w tym wypadku Hahn nie okazuje zaniepokojenia. – Jesteśmy pewni, że sąd szybko to rozstrzygnie. Propozycję funduszu Komisja zgłosiła rok temu i dokładnie sprawdzaliśmy opcje prawne, również w kontakcie z państwami członkowskimi, w tym z Niemcami. Dlatego zastosowaliśmy artykuł 122 traktatu lizbońskiego: odwołujemy się do sytuacji nadzwyczajnej i planujemy działania, które są ograniczone w czasie – wyjaśnił komisarz.

Fundusz ma opiewać na 750 mld euro, z czego część zostanie przekazana państwom członkowskim w dotacjach, a część w pożyczkach. Na całość Bruksela wyemituje w imieniu UE dług, a do pierwszej sprzedaży unijnych obligacji przeznaczonych na ten cel dojdzie w lipcu. Kolejna emisja nastąpi we wrześniu i z tych dwóch operacji UE powinna uzyskać 45 mld euro przeznaczonych na tzw. zaliczki dla państw członkowskich. Kolejne transze będą wypłacane już po osiągnięciu konkretnych, uzgodnionych z Komisją Europejską, celów gospodarczych czy instytucjonalnych. Każde państwo będzie wydawać pieniądze na podstawie krajowego planu odbudowy, który musi być zaakceptowany przez Brukselę. Polska swojego jeszcze nie przesłała, powinna to zrobić do końca kwietnia.

Zielone obligacje

Emisje będą wynosiły ok. 150 mld rocznie i będą organizowane przez grupę wybranych przez KE banków, które zorganizują również rynek wtórny.

To nie będzie debiut, bo od ubiegłego roku Bruksela emituje już obligacje służące sfinansowaniu wynoszącego łącznie 100 mld euro programu SYRE – na utrzymanie miejsc pracy w pandemii. Ale po raz pierwszy UE zostanie dłużnikiem na taką skalę. Biorąc pod uwagę sukces programu SURE oraz ogólnie bardzo wysoki standing finansowy UE, nowy program powinien być – zdaniem Hahna – sukcesem. Bruksela przewiduje, że na razie prawdopodobnie będzie pożyczać według ujemnej stopy procentowej.

Istotną częścią nowego programu będą zielone obligacje, czyli przeznaczone na finansowanie inwestycji ekologicznych. Mają opiewać na kwotę 200 mld euro, co oznacza, że UE stanie się największym emitentem tego typu instrumentów na świecie. Ma nadzieję, że pozwoli jej to na ustalenie standardu w tej dziedzinie.

Pożyczone pieniądze muszą być potem zwrócone. To, co państwa dostaną w pożyczkach, będą musiały oddać. Dla sfinansowania pozostałej części KE zaproponuje stworzenie nowych zasobów własnych, takich jak np. podatek cyfrowy czy graniczna opłata węglowa. Spłata długu ma potrwać od 2026 do 2058 roku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA