fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Będzie boom, ale gospodarka się nie przegrzeje

Warszawa
Adobe Stock
Począwszy od ostatnich miesięcy tego roku, polska gospodarka przez co najmniej dziewięć kwartałów będzie rosła w tempie przekraczającym 5 proc. rocznie. Mimo to, nie dojdzie do jej przegrzania, które mogłoby się przejawiać szybkim wzrostem cen – przewidują analitycy z Narodowego Banku Polskiego.

Zarys najnowszych prognoz Departamentu Analiz Makroekonomicznych NBP znalazł się w komunikacie Rady Polityki Pieniężnej z minionej środy. W poniedziałek analitycy z banku centralnego przedstawili bardziej szczegółowy scenariusz dla polskiej gospodarki.

Wynika z niego, że w tym roku PKB Polski wzrośnie o 4,1 proc. po spadku o 2,8 proc. w 2020 r. Już w czwartym kwartale br. ożywienie po pandemii nabierze jednak rozmachu, a gospodarka zacznie się rozwijać w tempie co najmniej 5 proc. rocznie. Takie tempo rozwoju utrzyma się co najmniej do końca 2023 r. (to ostatni rok, którego dotyczą prognozy). W całym 2022 r. gospodarka urośnie o 5,4 proc. i podobnie będzie w 2023 r. Poprzednio tak długiego okresu tak szybkiego wzrostu PKB Polska doświadczyła w latach 2006-2008.

Kołem zamachowym polskiej gospodarki w najbliższych latach mają być wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych, które w ocenie analityków z DAE NBP odbiją się w tym roku o 4,9 proc., a w kolejnych dwóch latach zwiększą się odpowiednio o 6,3 i 5,8 proc. Drugim motorem wzrostu będzie eksport, który w ciągu trzech lat zwiększyć się ma łącznie o niemal 28 proc.

Ekonomiści z banku centralnego spodziewają się natomiast wolnej odbudowy inwestycji. Ich realna wartość w tym roku zwiększyć się ma o zaledwie 1,5 proc., po załamaniu o 8,4 proc. w 2020 r. W 2022 r. analitycy z DAE NBP spodziewają się wzrostu inwestycji o niespełna 8 proc., dopiero w 2023 r. o niemal 10 proc. Wtedy w rozkwicie powinny być już inwestycji finansowane z unijnego Funduszu Odbudowy.

- Inwestycje to działalność o długoterminowym horyzoncie, niepewność ma na nią większy wpływ niż na konsumpcję – tłumaczył na poniedziałkowej wideokonferencji Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora DAE NBP. I podkreślał, że z badań NBP wśród przedsiębiorstw wynika, że poziom niepewności jest wciąż bardzo wysoki. Dotyczy m.in. tego, jak wskutek pandemicznego szoku zmieni się struktura wydatków konsumpcyjnych w Polsce i na świecie.

W dalszej perspektywie inwestycje rozpędzą środki z unijnego Funduszu Odbudowy, ale – jak podkreślają ekonomiści z NBP – ich wykorzystanie nie będzie proste ze względu na to, że finansować mogą tylko określone cele, np. zieloną transformację. Z tego powodu analitycy z DAE NBP zakładają, że do 2023 r. Polsce uda się wykorzystać tylko około 30 proc. przeznaczonej dla nas puli środków.

Prognozy DAE NBP, sporządzane przy założeniu niezmienionych stóp procentowych, sugerują, że szybkiemu rozwojowi gospodarki nie będzie towarzyszyła nadmierna inflacja. W tym roku wynieść ma ona 3,1 proc., po 3,4 proc. w 2020 r., a w kolejnych dwóch latach 2,8 i 3,2 proc. NBP ma za zadanie utrzymywać inflację na poziomie 2,5 proc., ale tolerując odchylenia od tego celu o 1 pkt proc. w każdą stronę. W świetle prognoz DAE NBP, inflacja w najbliższych latach będzie się mieściła w przedziale dopuszczalnych odchyleń od celu.

Przy tym, jak podkreślał na poniedziałkowej wideokonferencji Piotr Szpunar, dyrektor DAE NBP, za to, że inflacja będzie nieco powyżej 2,5 proc., w dużej mierze odpowiadały będą czynniki będące poza polem oddziaływania polityki pieniężnej, m.in. odbicie cen ropy naftowej oraz podwyżki cen administrowanych. Inflacja bazowa, nie obejmująca cen żywności i energii, ma być niższa. W tym roku wyniesie 2,7 proc., po 3,9 proc. w 2020 r., a w kolejnych dwóch latach 2,6 i 3,3 proc.

-

W komentarzach po prezentacji najnowszych prognoz DAE NBP ekonomiści zwracają uwagę, że scenariusz dotyczący inflacji wydaje się niespójny ze scenariuszem dotyczącym wzrostu gospodarki. Analitycy z ING Banku Śląskiego podkreślają, że ekonomiści z banku centralnego zdają się zapominać o tym, że inflacja bazowa zaskakiwała już przed pandemią, a także nie doceniają tego, jak na dynamikę cen wpłynąć może skok konsumpcji, którego oczekiwać można po otwarciu gospodarki.

Według nich, uspokajające prognozy DAE NBP to w pewnej mierze efekt tego, że analitycy z banku centralnego w porównaniu do prognoz z listopada spodziewają się obecnie szybszego tempa wzrostu produktywności. To będzie trzymało w ryzach dynamikę jednostkowych kosztów pracy (która ma znaczenie dla inflacji) nawet w warunkach szybkiego wzrostu płac, widocznego w ich prognozach. W ocenie ekonomistów ING Banku Śląskiego nie jest jednak jasne, z czego to przyspieszenie wzrostu produktywności miałoby wynikać.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA