fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Górnictwo

Australijczycy chcą miliardów za fiasko budowy kopalń

Protestujące w środę w stolicy związki zawodowe działające w branży energetyczno-górniczej domagają się m.in. gwarancji pracowniczych w procesie transformacji energetyki.
PAP, Radek Pietruszka
Prairie Mining, który oskarża Polskę o zablokowanie dwóch węglowych inwestycji, zażądał 4,2 mld zł odszkodowania. Polski rząd nie był zainteresowany negocjacjami.

Zarząd australijskiej spółki Prairie Mining zrealizował swoje zapowiedzi i skierował do Stałego Sądu Arbitrażowego w Hadze pozew przeciwko Polsce, w którym domaga się odszkodowania w wysokości 806 mln funtów (4,2 mld zł). Notowania spółki na warszawskiej giełdzie rosły wczoraj nawet o 55 proc., do 1,15 zł (akcje Prairie są notowane na trzech giełdach: w Sydney, Londynie i Warszawie).

Czytaj także: Prairie Mining rozpoczyna arbitraż wobec Polski

Wysokie roszczenia

Zarząd Prairie twierdzi, że Polska naruszyła swoje zobowiązania wynikające z międzynarodowych umów poprzez działania mające na celu zablokowanie rozwoju projektów wydobywczych spółki w naszym kraju. Australijczycy chcieli wybudować kopalnię Jan Karski na Lubelszczyźnie oraz kolejną na złożu Dębieńsko. W obu przypadkach podstawowym surowcem miał być węgiel koksowy, używany w hutnictwie. Na przeszkodzie realizacji tych celów stanęły jednak wydłużające się postępowania administracyjne i spory sądowe z urzędami.

O możliwość eksploatacji lubelskiego złoża równolegle ubiegała się także Bogdanka, która ostatecznie zdobyła koncesję na wydobycie węgla w tym miejscu. Bogdanka jest pośrednio kontrolowana przez Skarb Państwa. W przeciwieństwie do polskiej spółki, australijski inwestor nie mógł liczyć na polityczne wsparcie. Już w 2014 r. ówczesny wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński podczas uroczystości barbórkowych w Bogdance powiedział do górników o inwestycji w nowe złoża: „Jestem po waszej stronie. Dla mnie to jest niewyobrażalne, żebyśmy wciągali graczy zewnętrznych, skoro w oparciu o polski kapitał możemy to zrobić". Z kolei w 2017 r. główny geolog kraju Mariusz Jędrysek w liście do samorządowców z Lubelszczyzny napisał o swoich wątpliwościach co do szans szybkiej budowy kopalni przez Prairie. Australijczykom wytknął zbyt długie prowadzenie prac rozpoznawczych, które nie skończyło się złożeniem wniosku o koncesję wydobywczą, a samorządowców skarcił za popieranie tylko jednego inwestora.

Przeszkody pojawiły się też na złożu Dębieńsko. Prairie miał co prawda już koncesję wydobywczą, ale wymagającą zmian – przesunięcia daty uruchomienia kopalni (poprzedni właściciel porzucił prace przy tej inwestycji i nie rozpoczął budowy) i uaktualnienia danych wynikających z nowej decyzji środowiskowej. Na to jednak resort środowiska się nie zgodził.

– Sprawa toczy się w szybkim tempie, a spółka złożyła już pozew w postępowaniu arbitrażowym z tytułu BIT (dwustronna umowa inwestycyjna Australia–Polska), który zawierał wycenę szkód przygotowaną przez zewnętrznych ekspertów ds. wysokości roszczeń. Odszkodowanie, którego domaga się spółka, opiewa na kwotę 806 mln funtów. W dochodzeniu roszczenia współpracujemy z radcami prawnymi i ekspertami zewnętrznymi – zapewnia Ben Stoikovich, prezes Prairie Mining.

Wysokość żądanego odszkodowania obejmuje wycenę wartości szkód i utraconych przez spółkę Prairie zysków, a także naliczone odsetki.

Bez negocjacji

Zarząd Prairie poinformował polski rząd o sporze inwestycyjnym już w lutym 2019 r. Wezwał wówczas polską stronę do podjęcia negocjacji w celu polubownego rozstrzygnięcia sporu. Rząd nie był jednak tym zainteresowany i odmówił udziału w rozmowach.

Brak negocjacji na samym początku sporu doprowadził ostatnio także do eskalacji konfliktu z Czechami o kopalnię węgla brunatnego Turów. Choć czeskie władze już wcześniej zapowiadały, że złożą skargę na Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE, to po polskiej stronie zabrakło wystarczających dyplomatycznych starań, by temu przeciwdziałać. W efekcie TSUE nakazał Polsce wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów do momentu rozstrzygnięcia sporu. Jakby tego było mało, czeski rząd zapowiedział, że zawnioskuje o nałożenie kar na Polskę w wysokości 5 mln euro dziennie za niewykonanie tej decyzji. Polska deklaruje, że wydobycia w kopalni nie wstrzyma, bo wiązałoby się to z zatrzymaniem elektrowni Turów i zachwianiem bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Szturm na Warszawę

Niezadowolone z działań polskiego rządu w sektorze energetycznym są związki zawodowe. W ramach protestu zarówno górnicy, jak i energetycy wyszli na ulice Warszawy. Walczą m.in. o utrzymanie działalności kopalni Turów, ale też o zabezpieczenie socjalne pracowników energetyki w procesie transformacji tej branży. Rząd rozmawiał z górnikami kopalń węgla kamiennego o restrukturyzacji tego sektora, co skończyło się podpisaniem umowy społecznej i zapewnieniem górnikom pracy aż do emerytury albo wysokich odszkodowań. Z energetykami takich rozmów nie przeprowadził. – Jutro rozpoczynamy rozmowy w tej sprawie – zapewnił w środę Jacek Sasin, minister aktywów państwowych.

Proponowana reforma energetyki zakłada powołanie państwowej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, która ma skupiać krajowe elektrownie węglowe i kopalnie węgla brunatnego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA