fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

Impeachment nie wywołał strachu na giełdach

AFP
Proces odwoływania prezydenta USA niepokoi inwestorów jedynie w małym stopniu. Obecnie nie spodziewają się, by Donald Trump opuścił Biały Dom.

Czwartkowa sesja na Wall Street rozpoczęła się od niewielkich zwyżek. Dzień wcześniej S&P 500 spadł o 0,4 proc., zniżkując głównie w końcówce sesji. Rynki nie przyjęły więc z entuzjazmem przegłosowania przez Izbę Reprezentantów postawienia prezydenta Trumpa w stan oskarżenia. Ale inwestorzy nie są w złych nastrojach. To, że do takiego głosowania wcześniej czy później dojdzie, wiedziano od wielu tygodni. A mimo to amerykańskie indeksy giełdowe biły rekord za rekordem. Nancy Pelosi, przewodnicząca Izby Reprezentantów, rozpoczęła w Kongresie dochodzenie przeciwko prezydentowi we wrześniu, a od tego momentu S&P 500 zyskał 7 proc.

Rynek nie spodziewa się, by demokraci zdołali przeforsować impeachment prezydenta w Senacie. – Biorąc pod uwagę, że powszechnie przewidywane jest to, że Senat oczyści Trumpa, to rynek nie jest przekonany, by cokolwiek wyszło z tego impeachmentu. Reakcje inwestorów będą w większym stopniu funkcją tego, co się dzieje w gospodarce, niż tego, kto jest prezydentem – uważa Paul Hickey, współzałożyciel Bespoke Investment Group.

– Z ekonomicznego punktu widzenia impeachment nie ma znaczenia i prawdopodobnie nie będzie miał – ocenia Brad McMillan, dyrektor inwestycyjny Commonwealth Financial Network.

Historyczny przykład pokazuje, że proces impeachmentu nie musi przeszkadzać w zwyżkom na nowojorskich giełdach. Gdy na przełomie 1998 i 1999 r. doszło do próby usunięcia prezydenta Billa Clintona (obronił się w Senacie), S&P 500 zyskał aż 26 proc. w trakcie całej procedury. Podobnie jak obecnie USA przechodziły wówczas przez okres bardzo długiej i bardzo silnej hossy.

Część analityków wskazuje jednak, że jeśli groźba impeachmentu zniknie, to rynek może na tym skorzystać. – Biorąc pod uwagę, że mamy proces impeachmentu i jednocześnie niepewność związaną z wyborami prezydenckimi, i że to paraliżuje niektórych ludzi, to robi wrażenie to, że S&P 500 jest bliski rekordu. Myślę więc, że gdyby nie było tych czynników negatywnych, to rynki byłyby naprawdę bardzo silne – uważa Chris Lemonides, dyrektor inwestycyjny w firmie Value Works.

Rządy Trumpa okazały się jak dotąd bardzo dobre dla amerykańskiego rynku akcji. Dow Jones Industrial zyskał, od jego wyboru na prezydenta w listopadzie 2016 r., już ponad 10 tys. pkt (przekracza 28 tys. pkt) i ponad 100 razy zamknął się na rekordowo wysokim poziomie. Od początku roku wzrósł o 21 proc., S&P 500 zyskał w tym czasie 27 proc., a Nasdaq Composite wzrósł o 33 proc.

Stosunkowo dobrze radzi też sobie gospodarka USA. Rozwija się szybciej niż inne z grupy G7. Amerykański wzrost PKB jest też szybszy, niż spodziewali się eksperci przed wyborem Trumpa na prezydenta. Biuro Budżetu Kongresu (CBO) prognozowało przed wyborami prezydenckimi z listopada 2016 r., że średnie tempo wzrostu gospodarczego przez pierwszych 11 kwartałów rządów nowej administracji będzie wynosiło 2,1 proc. Sięgnęło ono jednak 2,6 proc. i było wyższe niż średnie tempo wzrostu PKB w okresie ekspansji gospodarczej za rządów Baracka Obamy (2,2 proc.). Realny PKB USA był na koniec trzeciego kwartału 2019 r. o 1,2 proc. wyższy, niż mówiła projekcja CBO.

Mimo sygnałów mówiących o recesji w przemyśle stopa bezrobocia w USA jest najniższa od 50 lat, a listopad przyniósł wzrost liczby etatów (poza rolnictwem) aż o 266 tys., czyli o ponad 80 tys. więcej, niż się spodziewano. Choć niektórzy ekonomiści prognozowali, że Trump wpędzi USA w recesję już w pierwszym roku swojej prezydentury, to kraj kontynuuje trwający ponad 10 lat najdłuższy okres ekspansji gospodarczej w historii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA