fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finansowanie

Hipoteka w czasach epidemii koronawirusa

Fotolia
Banki nie zakręcają kurka z pieniędzmi na mieszkanie. Ale należy spodziewać się wzrostu marż. Samych transakcji będzie mniej, trudno liczyć jednak na duże przeceny.

Wszystko wskazuje też na to, że banki chętnie rozpatrywać będą wnioski kredytowe osób, które pomimo ataku koronawirusa zdecydują się teraz zaciągnąć kredyt mieszkaniowe – wynika z ankiety przeprowadzonej przez HRE Investments wśród banków. Banki twierdzą, że nie planują zakręcać kurków z kredytami dla osób zainteresowanych zakupem mieszkania. Oferty hipoteczne pozostają w mocy.

- Oczywiście szczególnie dziś nabywcy powinni podchodzić do zadłużania się z racjonalną dozą ostrożności – nie wykorzystywać w pełni posiadanej zdolności kredytowej, posiadać odpowiedni wkład własny oraz zachować część posiadanej gotówki jako poduszkę finansową – mówi Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments. Biorąc pod uwagę, że rośnie niepewność dotycząca sytuacji finansowej firm, a więc zatrudnia i dochodów gospodarstw domowych, banki mogą żądać większych marż mających pokryć im zwiększone ryzyko kredytowe. Być może częściowo będą chciały w ten sposób odrobić spadek przychodów spowodowany cięciem stóp procentowych (wczoraj Rada Polityki Pieniężnej obniżyła je o 0,5 pkt proc., do 1 proc.).

Ankieta została wysłana do banków 3 marca, ale ich odpowiedzi zostały podtrzymane 17 marca. Wynika z niej, że trzyosobowa rodzina z dochodem na poziomie dwóch średnich krajowych (w sumie prawie 7,5 tys. zł netto miesięcznie) mogłaby w marcu pożyczyć na mieszkanie w ramach 30-letniego kredytu kwotę 671 tys. złotych. Tak wysoki wynik jest pokłosiem dość optymistycznych założeń - dysponowania solidnym wkładem własnym, czy brakiem innych zobowiązań finansowych przy dobrej historii kredytowej. Do tego pensje otrzymywane przez rodzinę zostały oszacowane dość optymistycznie uwzględniając dane GUS za okres od marca 2019 do lutego 2020 roku. Nie uwzględniają one więc ewentualnych efektów koronawirusa. Ponadto te dane pomijają tzw. „śmieciówki”, pensje w małych firmach i administracji publicznej, co bez wątpienia zawyża przyjętą stawkę przeciętnego wynagrodzenia.

Jeśli wynagrodzenie jest niższe o 20 proc. od średniej krajowej, czyli mniej więcej na poziomie mediany (połowa Polaków zarabia więcej, a połowa mniej), to zdolność kredytowa szacowana dziś przez banki byłaby na poziomie około 434 tys. zł.

Założenia naszej „modelowej rodziny” są następujące: małżeństwo z jednym dzieckiem. Obie dorosłe osoby pracują od 3 lat na pełen etat na umowie na czas nieokreślony. Dochód rodziny na poziomie 7484 zł netto miesięcznie. Modelowy kredytobiorca mieszka w mieście o 300 tys. mieszkańców i ma pozytywną historię kredytową. Na ten moment rodzina spłaciła wszystkie kredyty, nie posiada kart kredytowych czy limitów w kontach. Rodzina posiada samochód wart 15 tys. zł. Przeciętne deklarowane miesięczne koszty utrzymania na poziomie 2 tys. zł miesięcznie. Jeśli będzie miało to wpływ na wynik kalkulacji, rodzina skłonna jest skorzystać z dwóch produktów - rachunku ROR z przelewem wynagrodzenia i karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorca woli unikać ubezpieczeń typu: od utraty pracy, na życie itp. Raty kredytu są równe.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA