fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Wróci Ministerstwo Skarbu Państwa, a może superagencja?

Fotorzepa, Robert Gardziński
We wrześniu pojawiły się pierwsze sygnały,że rząd może przywrócić po wyborach resort Skarbu Państwa. Pomysł budzi kontrowersje.

„Obecnie zakończony został proces sanacji zarządczej spółek i – być może – należy odejść od sprawowania nadzoru nad spółkami przez poszczególnych ministrów. Należy stworzyć jeden system nadzoru oraz ujednolicony mechanizm weryfikacji kandydatów na stanowiska kierownicze w spółkach Skarbu Państwa" – pisali autorzy programu wyborczego PiS, który ujawniła PAP we wrześniu. Pomysł kilkakrotnie potem wracał w dyskusjach, ale poza partią rządzącą ma niewielu zwolenników.

Jednym z nich jest Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w gabinecie Jerzego Buzka: – Obecny system jest najgorszy z możliwych. Pomieszano funkcje regulacyjne z właścicielskimi, czego robić nie wolno – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą". – To szczególnie mocno widoczne w Ministerstwie Energii, gdzie ten konflikt dotyczy większości podmiotów ze sfery energetyki – kwituje.

Analitycy przebąkują zresztą, że ministrowi Tchórzewskiemu trudno zarządzać firmami energetycznymi bez wpływu na ich otoczenie, np. instytucje finansowe. Gdyby wszystkie państwowe spółki znalazły się w jednym koszyku, łatwiejsza byłaby koordynacja ich działań przy finansowaniu inwestycji, np. w górnictwo.

Zdaniem Steinhoffa minister Skarbu Państwa koncentruje się, jak każdy właściciel, na podwyższaniu wartości „posiadanych" spółek. Gdy jednocześnie reguluje cały rynek, może się to kończyć ograniczaniem konkurencji poprzez regulacje sprzyjające państwowym spółkom. – Moje konflikty jako ministra gospodarki z MSP miały miejsce bardzo często, na poziomie instytucjonalnym, oczywiście – mówi Steinhoff. – Minister gospodarki musi bowiem chronić rozwój całej gospodarki, a nie tylko firm państwowych – dodaje.

Piotr Kuczyński, niezależny analityk, wątpi jednak, czy odtworzenie resortu skarbu cokolwiek zmieni. – To bardzo odważne myślenie – komentuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą". – Zmierzamy raczej ku czemuś na kształt chińskiego panowania nad gospodarką. Zbieranie w jednym miejscu podmiotów pod pieczą Skarbu Państwa nawet nie dziwi, biorąc pod uwagę megapomysły rządowe: CPK, promy, auta elektryczne i szereg innych – wylicza.

Jego zdaniem powrót MSP umożliwiałby tworzenie kolejnych dużych państwowych holdingów. – To dalsza centralizacja oraz łatwiejsze kierowanie środków z takich dużych firm na rządowe projekty – mówi Kuczyński. Ale i dziś jednak również państwowe firmy „zrzucają się" np. na nowy blok węglowy w Ostrołęce czy tę lub inną kopalnię. – Gdy wszystko będzie w jednym ręku, może się to okazać jeszcze łatwiejsze – prognozuje.

Alternatywą może być inna koncepcja, o której wspomina nam Steinhoff: specagencja, która zbierałaby spółki w obrębie jednej instytucji. Ale i ona niewiele by zmieniła. – To tylko konserwuje obecny system – kwituje prof. Paweł Ruszkowski, socjolog gospodarki z Collegium Civitas. – A jeśli nie chcemy prywatyzować, to mamy jeszcze inne rozwiązania, np. niemieckie, gdzie landy mają duży udział w energetyce, można też tworzyć specjalne fundusze powiernicze – dowodzi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA