fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Dodatek solidarnościowy: początek raczej trudny

Adobe Stock
Wyborczy prezent od prezydenta Dudy dostało dotychczas 28,3 tys. osób, które straciły pracę przez pandemię. Docelowo ma ich być pół miliona.

W pierwszym tygodniu, w którym można było się starać o 1400 zł dodatku solidarnościowego, wnioski złożyło nieco ponad 44,8 tys. osób – dowodzą dane Zakładu Ubezpieczeń Społecznych udostępnione „Rzeczpospolitej".

Mało wniosków?

To wnioski, które wpłynęły do końca piątku, a ponad 63 proc. z nich zostało już (zgodnie ze stanem w poniedziałek na godz. 13) pozytywnie rozpatrzonych i skierowanych do realizacji. Oznacza to, że 28 tys. 266 osób dostało lub wkrótce dostanie pomoc. W sumie to kwota 34,2 mln zł.

Dodatek solidarnościowy to inicjatywa prezydenta Andrzeja Dudy jako wsparcie dla osób, które straciły pracę z powodu Covid-19. Można się o niego starać od 21 czerwca. Docelowo o pomoc ma się ubiegać nawet pół miliona osób, a w samym czerwcu – 260 tys. – wynika z prognoz przedstawionych w projekcie ustawy. Z tego punktu widzenia dotychczasowa liczba wniosków (44,8 tys.) wydaje się być zaskakująco niska.

Czytaj także: Wyższy zasiłek dla bezrobotnych

– Rzeczywiście, na razie nie wydaje się to dużo – komentuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Tym bardziej że by otrzymywać dodatek przez trzy miesiące, trzeba złożyć wniosek w czerwcu (jeśli nastąpi to w lipcu, dodatek będzie można dostawać przez dwa miesiące, a jeśli w sierpniu – przez jeden miesiąc).

Kto wie o pomocy

– Została jeszcze chwila czasu do końca czerwca, może wysyp zgłoszeń nastąpi właśnie wówczas. Można też podejrzewać, że nie wszyscy zdają sobie sprawę, że mogą w ogóle korzystać z takiego nowego instrumentu pomocowego – zauważa Kozłowski. – Prace nad dodatkiem solidarnościowym toczyły się bardzo szybko, a podczas kampanii prezydenckiej było o tym temacie stosunkowo cicho – zaznacza też Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan. – Nie wszyscy pewnie wiedzą, na jakich zasadach można dostać pomoc, czekają, aż system się szeroko rozpowszechni – dodaje Fedorczuk. Jej zdaniem w kolejnych dniach i miesiącach na pewno będzie więcej chętnych.

Przede wszystkim jednak, jak podkreślają eksperci, z którymi rozmawialiśmy, skala zainteresowania dodatkiem solidarnościowym może odzwierciedlać prawdziwą sytuację na rynku pracy.

Zamrożony rynek

Może to więc oznaczać, że szacunki wskazujące, iż przez pandemię pracę mogło stracić już nawet 600–700 tys. osób, są raczej przesadzone. Za to dane oficjalne GUS i urzędów pracy, które mówią o 300 tys. nowych bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy w okresie marzec–maj i wzroście liczby bezrobotnych o ok. 100 tys. osób w tym okresie, nie są wcale oderwane od rzeczywistości.

– Dotychczasowa liczba wniosków o dodatek solidarnościowy wskazuje na ograniczoną skalę ukrytego bezrobocia – komentuje Andrzej Kubisiak, wicedyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Jesteśmy w specyficznym okresie, jeśli chodzi o rynek pracy, bo w dużej mierze został on chwilowo „zamrożony" przez tarcze pomocowe chroniące miejsca pracy. Na pełną ocenę wpływu pandemii na bezrobocie musimy jeszcze poczekać kilka tygodni – dodaje Kubisiak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA