Reklama
Rozwiń
Reklama

Pośrednicy biją się o przelewy emigrantów

Rynek transferów będzie kwitł. Rusza fala przejęć.

Aktualizacja: 17.02.2016 07:53 Publikacja: 16.02.2016 20:00

Pośrednicy biją się o przelewy emigrantów

Foto: Fotorzepa, Marta Bogacz

W styczniu zatrudnienie w Polsce wzrosło o 2,3 proc., licząc rok do roku. Spadające bezrobocie i przyrost miejsc pracy w kraju nie oznacza jednak – zdaniem ekspertów – że należy się spodziewać szybkiego powrotu Polaków, którzy wyjechali za granicę w poszukiwaniu wyższych zarobków.

To z kolei bardzo dobra wiadomość dla firm obsługujących międzynarodowe transfery pieniężne. Tylko w III kwartale 2015 r. pracujący Polacy przesłali do kraju ponad 4,3 mld zł wobec 4 mld zł w II kw. Co ciekawe, daje się zauważyć wzrost pieniędzy przekazywanych przez tzw. emigrantów długookresowych.

Niemcy na czele

Najwięcej wysyłają Polacy pracujący w Niemczech i Wielkiej Brytanii. To właśnie w tych krajach największą liczbę nowych klientów pozyskuje firma Azimo. – Nasz biznes systematycznie się rozwija. Jak pokazuje praktyka, imigranci stosunkowo często zostają na dłużej w tych państwach i wysyłają rodzinom pieniądze. I nie dotyczy to tylko jednego pokolenia – podkreśla Marta Krupińska, współzałożycielka Azimo.

Firma działa w tzw. segmencie fintech, czyli wyspecjalizowanych usług finansowych online. Przedstawiciele tej branży twierdzą, że jest ona przyszłością międzynarodowych transferów pieniężnych. Powód? Przede wszystkim niższe koszty, które i tak z roku na rok spadają.

Kilka lat temu Bill Gates oświadczył, że rozwijające się kraje miałyby dostęp do dodatkowych 15 mld dol., gdyby przeciętny koszt przelewu został obniżony z 10 proc. do 5 proc.

Reklama
Reklama

– Obecnie jest to ok. 7,6 proc. i widać systematyczny spadek. My pobieramy 0,5–1,5 proc. wysyłanej kwoty, a firmy realizujące tradycyjne przekazy 7–8 proc. – wskazuje Krupińska.

Ruszyła konsolidacja

Azimo to firma polsko-brytyjska. W gronie polskich spółek działających na rynku fintech wymienia się także takie podmioty jak DotPay, PayU czy Cinkciarz.

Globalny charakter firm świadczących usługi w branży fintech sprawia, że lokalnym graczom trudno jest się przebić. Problemem są też wysokie bariery wejścia na ten rynek.

Nie brakuje jednak inwestorów, którzy dostrzegli tkwiący w nim potencjał i konsolidują branżę. Przykładem jest fundusz MCI Capital, który w ostatnich miesiącach zainwestował w kilka firm: eCard, Mobiltek (właściciel Dotpay), Azimo oraz w szwedzkiego iZettle (lider rynku akceptacji płatności mobilnych w Europie i Ameryce Łacińskiej).

– Międzynarodowe przekazy pieniężne to jeden z najszybciej rosnących segmentów w sektorze fintech. Spółki wyspecjalizowane w obsłudze tego rodzaju transferów bardzo skutecznie konkurują z dużymi bankami i innymi instytucjami finansowymi – mówi Sylwester Janik, zarządzający funduszem MCI.TechVentures.

Jacek Chwedoruk, zarządzający warszawskim biurem Rothschild, zapytany o to, gdzie należy spodziewać się największej liczby fuzji i przejęć w 2016 r., wymienia branżę bankowo-finansową wraz z segmentem fintech.

Reklama
Reklama

Jedną z większych transakcji w branży było niedawne dofinansowanie firmy Ebury przez fundusze private equity kwotą 83 mln dol. Część tych pieniędzy ma zostać przeznaczona na rozwój polskiego oddziału Ebury.

Europa wiedzie prym

Światowy rynek międzynarodowych przekazów pieniężnych szybko rośnie. W 2010 r. jego wartość wynosiła 500 mld dol., a w ubiegłym roku już 600 mld dol. Szacuje się, że największa część tego tortu, bo aż 150 mld dol., przypada na Europę, a na drugim miejscu są Stany Zjednoczone z 120–130 mld dol.

Jak na rynek przepływów pieniężnych wpłynie najnowsza milionowa fala imigrantów, napływających na Stary Kontynent głównie z Bliskiego Wschodu? Eksperci podkreślają, że na razie jest dużo niewiadomych, ale przypuszczają, że z biegiem czasu będzie ona napędzać obroty firm pośredniczących.

Z naszej perspektywy największym źródłem transferów są Niemcy i Wielka Brytania, ale przecież w samej Polsce pracuje kilkaset tysięcy obcokrajowców, którzy część swoich zarobków wysyłają rodzinom w macierzystym kraju. To przede wszystkim Ukraińcy, którzy od lat niezmiennie są wiodącą grupą migrantów zarobkowych w Polsce.

Opinia

Krzysztof Inglot, pełnomocnik zarządu Work Service

Obserwowany w ubiegłym roku spadek poziomu bezrobocia nie sprawił, że Polacy przestali wyjeżdżać do pracy za granicę. Jednak zwiększenie dostępności zatrudnienia przełożyło się na spadek dynamiki deklaracji o emigracji zarobkowej. Obecnie najczęstszym kierunkiem wyjazdów za pracą są Niemcy, które po raz pierwszy wyprzedziły Wielką Brytanię oraz Norwegię. Natomiast główną motywacją do wyjazdu pozostaje chęć poprawy sytuacji materialnej. Różnice w płacach są nadal zbyt duże, by Polacy zrezygnowali z aktywności na zagranicznych rynkach. Obecnie w krajach Europy Zachodniej wynagrodzenie może być nawet 3–4-krotnie wyższe niż w naszym kraju. Dlatego w perspektywie najbliższych lat wyhamowanie dynamiki emigracji zarobkowej będzie zależało od jakości zatrudnienia w Polsce.

Finanse
Rynek kapitałowy potrzebuje szczególnej uwagi również w czasie giełdowej hossy
Finanse
W finansach kluczowa jest wiarygodność
Finanse
Bitcoin pod presją jak nigdy od miesięcy. Rynek testuje granicę 60 tys. dolarów
Finanse
CFO Excellence Awards: startuje nowy konkurs „Rzeczpospolitej”
Finanse
Wyprzedaż długu wydaje się kiepska jako broń geopolityczna
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama