fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Agnieszka Holland na Berlinale: Wolność jest trudna

AFP
Film Agnieszki Holland o walijskim dziennikarzu, który w latach 30. XX wieku ujawnił Wielki Głód na Ukrainie, był jednym z najbardziej oczekiwanych na Berlinale tytułów. Podczas konferencji prasowej „Obywatela Jonesa” sala wypełniła się po brzegi.

— Dostaję dużo scenariuszy o tragediach XX wieku, czasem ich nawet nie czytam, bo nie chcę już wracać do tych wydarzeń — odpowiedziała reżyserka na pierwsze pytanie, skąd wzięło się jej zainteresowanie tematem Wielkiego Głodu na Ukrainie. — Ale tekst Andrei Chalupy zainteresował mnie. To była opowieść o Hołodomorze – jednej z największych zbrodni poprzedniego wieku, o której nikt prawie nie wie. Czułam, że duchy ofiar tej zbrodni wołają o sprawiedliwość. Do tego Gareth Jones – świetnie wykształcony młody człowiek z olbrzymim wyczuciem politycznym, jego odwaga i cena, jaką musiał za nią zapłacić. Wreszcie pytanie o media: czym są, czy są wolne, uczciwe, czym są fake news i alternatywna rzeczywistość, jak robi się propagandę w podzielonym świecie. To wszystko sprawiło, że chciałam scenariusz Chalupy przenieść na ekran. A z upływem czasu te problemy stawały się coraz ważniejsze, bo uważam, że nie można dziś mówić o demokracji bez wolnych mediów. Podobnie jak nie można milczeć na temat działań polityków we współczesnym świecie.

Reżyserce towarzyszyła podczas konferencji ekipa filmu i aktorzy:

— Dzisiaj trwa dyskusja na temat roli mediów — mówił grający Garetha Jonesa James Norton.

Jeśli ten film zainspiruje jakichś młodych dziennikarzy – będzie fantastycznie. Myślę, że w epoce fake newsów takich ludzi jak Jones trzeba szczególnie szanować i chronić.

Pady też pytania o Waltera Duranty’ego, laureata nagrody Pulitzera za reportaże z ZSRR, korespondenta „New York Timesa”, który jawnie wychwalał Stalina i osiągnięcia komunizmu.

— Dużo o Duranty’m czytałem — stwierdził grający go Peter Sargaard — On chciał być pisarzem. Widział na własne oczy I wojną światową. Nie próbuję go usprawiedliwiać, ale przypuszczam, że żyjąc w Moskwie myślał: „Beze mnie nie byłoby żadnej informacji”.

— Tudno jest znaleźć człowieka, który przyznałby, że cynicznie sprzedaje duszę za sławę i pieniądze — stwierdziła z kolei Holland. — Zwykle ludzie starają się wyszukać dla swojego postępowania usprawiedliwienia. Nie wiem, czy miał swoją ideologię Duranty. Nie wiem, czy miała swoje motywacje brytyjska dziennikarka Ada Brooks? Znam dziś w moim kraju dziennikarzy, którzy uprawiają czystą propagandę wspierającą obecny rząd. Kiedy jednemu z nich powiedziałam, że przypomina mi propagandystów z czasów komunizmu, obraził się. Stwierdził, że pisze prawdę. A czy prawda jest naprawdę prawdą – nieważne.

Holland podkreślała znaczenie wolnych mediów dla demokracji. Mówiła też o roli mediów społecznościowych, które ułatwiają manipulację faktami i mają ogromny wpływ na opinię publiczną. Jak m.in. w Wielkiej Brytanii w czasie podejmowania decyzji o brexicie.

Sporo pytań zadawanych przez dziennikarzy na konferencji prasowej dotyczyło dzisiejszego oddźwięku filmu. Krytyczka z Ukrainy porównywała sytuację współczesnej Ukrainy z tą sprzed blisko 100 lat.

— To co dzieje się dzisiaj na Ukrainie jest skomplikowane i tragiczne — odpowiedziała jej Holland. — Ale mam wrażenie, że fakt, iż Hołodomor nigdy nie został rozliczony sprawia, że porozumienie między Ukrainą i Rosją jest niemal niemożliwe. Tymczasem nawet w małych wioskach ukraińskich, w których kręciliśmy, stare kobiety opowiadały, że przez całe życie nie mówiły głośno o głodzie, nawet w swoich rodzinach. Wokół tej tragedii panuje cisza.

Rosyjski dziennikarz z kolei pytał, czym reżyserka tłumaczy admirację dla Stalina w dzisiejszej Rosji.

— Dlaczego Stalin jest dziś w Rosji bohaterem? Proszę mnie o to nie pytać — odpowiedziała Holland. — To świadczy o zniewoleniu umysłu. Stalin był jednym z najpotworniejszych morderców w dziejach ludzkości, ale wygrał wojnę i uczynił Związek Radziecki „znów wielkim krajem”. Ludzie uznali, że za jego czasów może nie byli szczęśliwi, zamożni, wolni, ale czuli się bezpieczni jak w ogrodzie zoologicznym. I tęsknią za tym. To wielka lekcja, że człowiek może wybrać ciemność, nie światło. Bo wolność jest trudna. Zmusza do dokonywania wyborów. Oznacza, że można przegrać. Że można popełnić błąd. Że nie szuka się ludzi, którzy ci powiedzą, jak żyć.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA