fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

USA kontra Chiny: Remis ze wskazaniem na Amerykę

Donald Trump utrzymał karne cła na import z Chin towarów za 370 mld USD rocznie. To w rękach Waszyngtonu potężna broń na dalsze rokowania z Pekinem
AFP
Trump przerwał starcie z Chinami, by nie ryzykować swej reelekcji za 11 miesięcy. Następna runda po wyborach.

Bez przesadnych przymiotników nie mogło się obyć. Ogłaszając „pierwszą fazę" porozumienia z Pekinem, prezydent USA mówił więc o „niezwykłym" i „historycznym" porozumieniu.

Jednak nie tylko eksperci, ale także inwestorzy nie dali się na to nabrać. Indeks Dow Jones, który na wiadomość o przerwie w największej wojnie handlowej naszych czasów powinien wystrzelić w górę, zasadniczo pozostaje od piątku na niezmienionym poziomie.

– Trump obiecał w kampanii wyborczej, że renegocjuje warunki handlu z Chinami, i chciał pokazać, że dotrzymuje słowa – mówi „Rzeczpospolitej" gen. Robert Spalding, doradca Białego Domu ds. kontaktów z Pekinem.

Wielkie traktory

Komentując porozumienie, „Chicago Tribune" podkreślił, że będzie ono korzystne przede wszystkim dla Środkowego Zachodu. Na takiej ocenie prezydentowi zależało szczególnie, bo chodzi o tzw. swing states – stany, które cztery lata temu niespodziewanie odwróciły się od Hillary Clinton i przechyliły szalę zwycięstwa na rzecz miliardera, ale które teraz mogą wrócić do demokratów.

Chodzi w szczególności o farmerów. Wojna handlowa boleśnie uderzyła w ich dochody: Chiny ograniczyły np. import amerykańskiej soi o jedną trzecią, co przyczyniło się do wzrostu bankructw gospodarstw rolnych w USA o jedną czwartą.

– Farmerzy mogą teraz kupować ogromne traktory, bo szykują się wielkie interesy – zapowiedział prezydent. Jego zdaniem „w najbliższym czasie" Chiny kupią od Ameryki produkty rolne za 50 mld USD.

Prawda jest mniej spektakularna, bo na razie Pekin zgodził się na zakup w ciągu dwóch lat dodatkowych produktów rolnych z USA o łącznej wartości 32 mld dol. To zaś część szerszego pakietu wzrostu importu z Ameryki wartego 200 mld dol., który Chińczycy zapowiadali już w zeszłym roku. Poza farmerami ma na nim skorzystać amerykański przemysł (w tym motoryzacyjny) również w znacznym stopniu zlokalizowany na Środkowym Zachodzie.

W zamian Waszyngton nie wprowadził nowych ceł na import chińskiej elektroniki o wartości 160 mld USD, które miały wejść w życie 15 grudnia, oraz obniżył o połowę 15-procentowe cła na import chińskich produktów wartych 120 mld dol. rocznie.

Ustępstwa wobec Pekinu służą jednak także interesom wyborczym Trumpa.

– Moc nabywczą mniej zamożnych Amerykanów w znacznym stopniu określają ceny w Walmarcie, gdzie ogromna część oferty pochodzi z Chin. Obniżenie ceł na te produkty poprawia więc nastroje wielu wyborców i podtrzymuje koniunkturę – zwraca uwagę gen. Spalding.

W przyszłym roku wzrost gospodarki USA ma osiągnąć 2 proc., co jest dobrym wynikiem w porównaniu z Europą.

Wśród chińskich produktów, na które za sprawą Trumpa cła zostały obniżone z 15 do 7,5 proc., są m.in. ubrania i obuwie, żelazne punkty zakupów Amerykanów w okresie Bożego Narodzenia. Jednocześnie prezydent wstrzymał nałożenie dodatkowych opłat na sprowadzane z Chin komputery i telefony, przy okazji zapobiegając ogromnym stratom dla Apple'a czy Della.

Wolność dla banków

To wszystko niewiele ma jednak wspólnego ze „zmianą chińskiego modelu gospodarczego", jaki zapowiadał w kampanii wyborczej prezydent. Co prawda, ogłaszając zakończenie „pierwszej fazy" konfliktu, Trump oświadczył, że Chińczycy zobowiązali się do respektowania praw intelektualnych, zawieszenia wymogu transferu technologii i rezygnacji z taniego kredytowania przez władze państwowych przedsiębiorstw. To wszystko pozostało jednak w sferze ogólnych deklaracji, których zresztą chińskie władze nie potwierdziły, prezentując własną interpretację porozumienia.

Gdy idzie o zmiany strukturalne, prezydent zdołał tak naprawdę uzyskać jedno zasadnicze ustępstwo: prawo dla amerykańskich banków i instytucji finansowych do samodzielnego działania na chińskim rynku (do tej pory musiały one tworzyć spółki z lokalnymi podmiotami). JP Morgan Chase, wraz z innymi wielkimi potentatami rynku kapitałowego, od razu zapowiedział, że wykorzysta te możliwości. Chiny, druga gospodarka świata, otwierają ogromne perspektywy dla prywatnych banków, bo do tej pory działały tu samodzielnie bądź z obcymi partnerami nieefektywne państwowe chińskie instytucje finansowe.

Ale to jest dopiero pierwsza rozgrywka w rozłożonym na wiele lat starciu. Prezydent Trump zapowiedział co prawda, że negocjacje „w sprawie drugiej fazy porozumienia" rozpoczną się już po wyborach w listopadzie przyszłego roku. Nie wiadomo jednak, kto wówczas będzie urzędował w Białym Domu.

Jednak prezydent zachował dla siebie lub swojego następcy potężne instrumenty nacisku na Pekin. Mimo ogromnych starań Xi Jinpinga Trump utrzymał sięgające 25 proc. cła na import chińskich produktów do USA wartych aż 370 mld USD rocznie, w tym tak potencjalnie ważnych dla Pekinu jak samochody i części motoryzacyjne.

To na dłuższą metę powinno wymusić zmianę i reorientację chińskiej gospodarki ku konsumpcji wewnętrznej lub eksportowi na inne niż amerykański rynki.

Choć Chiny demokracją nie są, Xi też musi uwzględnić krajową opinię publiczną. Niepisany deal zakłada, że Chińczycy zgadzają się na ograniczenie wolności w zamian za szybki wzrost gospodarczy pod rządami komunistów. Jednak tempo rozwoju ChRL spadło do najniższego poziomu od reform rynkowych Deng Xiopinga – do około 5 procent. To zaś stawia Chiny na słabszej pozycji.

– Ameryka ma gospodarkę o wiele bardziej elastyczną od chińskiej. Kiedy miną wybory, Stany znów będą mogły grać na czas. A Chiny znacznie mniej – mówi generał Spalding.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA